Wpis

sobota, 14 lutego 2015

Permanentny kryzys czyli Przekleństwo urodzenia się Świadkiem Jehowy część 2.

A najważniejsza refleksja to jest taka: "Jebać to! To tylko życie!"


....................................................................................................................................................................................................

Szukanie akceptacji

 


 Chcę żyć wiecznie na ziemi, z Mamusią i Tatusiem. Więc nie mogę się zaprzeć wiary. Bo się Jezus też mnie zaprze. Chociaż czuję się dziwnie. Ale przecież mam się czuć dziwnie - jestem Świadkiem Jehowy - my nie jesteśmy z tego świata. Dlatego przełamuję się, wstaję i niepewnym krokiem pochodzę do Pani i mówię: 

- Ja jestem Świadkiem Jehowy i nie będę mógł wziąć udziału w Mikołajkach.

- Ale jak to!? To przecież nic takiego. - twarz Pani nauczycielki przyjmuje wyraz smutnego zdziwienia. Ja to odbieram wtedy jako atak.

- No nie mogę i już. Religia mi nie pozwala. - mówię podirytowany. Nie chcę ciągnąć tej dyskusji, bo podskórnie czuję, że będę się ośmieszał.

- No dobrze coś wymyślimy – mówi Pani.


Ale nic dobrego nie da się wymyślić. Będę po prostu jak zawsze; z boku, inny. Zestresowany i pełen wewnętrznych sprzeczności. Udający, że wszystko ok, ale w głębi duszy smutny.  


Później całe życie szukałem akceptacji. Zbór akceptował mnie jako fajtłapowatego słodkiego chłopaszka, czyli typowego Świadka Jehowy. Ale ja byłem i chciałem być czymś więcej. Znajomi ze szkoły niby akceptowali mnie jako jednego z nich. Normalnego chłopaka interesującego się muzyką, dziewczynami, który czasem się napije i zapali jointa nawet. Żadna z tych grup mi nie pasowała. Bo w żadnej nie mogłem być w 100% sobą. Dlatego, że to przede wszystkim ja miałem problem. To ja nie wiedziałem kim jestem. Chciałem być cool człowiekiem z osiągnięciami, który imponuje kobietom, ale jednocześnie pragnąłem też podobać się Jehowie i zasłużyć swoją chrześcijańską postawę na Królestwo. Szarpanie się między jednym a drugim poczyniło spustoszenie w mojej duszy na długi czas. 


„Rzuciłem palenie i Kościół też, do pierwszego czasem wracam do drugiego nie...”

 


 Teraz niby zaakceptowałem siebie i mam wielu ludzi wokół siebie, którzy akceptują mnie. Wiem dokąd zmierzam. Wiem kim chcę być. Ale mimo to wracam czasem do bycia tym dawnym smutnym, zakompleksionym małym chłopcem. Bezradnym wobec świata i ludzi. Permanentnie podirytowanym. Przekleństwo SJ czy norma bycia człowiekiem? Nie wiem. 

Kiedy byłeś szczęśliwy? Będąc Świadkiem czy teraz? Odpowiadam, że zdecydowanie teraz. Jednak wyjście z niewoli mentalnej Świadków Jehowy pociąga za sobą nie tylko pozytywy. Wychowanie w danym środowisku pozostawia wieczny ślad na duszy. Napiszę kilka zdań od serca na temat postświadkowskiego stanu duszy. Duszy w kryzysie. 

Pierwsza część tych smętów pod poniższym linkiem: http://sj23.blox.pl/2012/10/Przeklenstwo-urodzenia-sie-Swiadkiem-Jehowy-czesc.html

 

 

Kryzys odpowiedzi

 


Zaraz po odejściu poczułem jakbym się narodził na nowo. Świat objawił mi się w zupełnie innych barwach. Musiałem się go od nowa nauczyć. Co jest dobre a co złe. Co warto a co nie warto. To proces trudny i fascynujący. W życiu świadkojehowym wszystko było proste i jasne. Na każde pytanie zdecydowana odpowiedź; Tak lub nie. Ewentualnie: nie ma znaczenia. Wokół tych trzech osądów lawirowały wtedy moje odpowiedzi na ważkie pytania:

Kim chcesz być?  Nie ma znaczenia.

Czy istnieje Bóg? Tak.

Jaki jest sens życia? Służyć Bogu.

W jaki sposób? Tak jak napisał w Biblli.

A teraz? Nic nie jest jasne. Wszystko jest w odcieniach szarości, niczego nie jestem pewien. Wymienione wcześniej pytania – stały się dla mnie pytaniami fundamentalnymi, na które nigdy nie ma jednej właściwej odpowiedzi, można tylko się domyślać, zgadywać.  Kłamstwo jest zagmatwane – powtarzał mój tato. Prawda jest prosta. Niestety wychodzi, że to nie jest aż tak proste. Wzięcie odpowiedzialności za własne życie boli. Myślenie boli. Podejmowanie decyzji boli. Ale to ból czasem przyjemny. Ból głupoty, zniewolenia, mentalnego wyczerpania był inny, ale bolał  o wiele intensywniej. Więc trzeba zaprzyjaźnić się z bólem. Wmówić sobie, że go nie ma. To naprawdę działa. 

 

Kryzys Tożsamości

 


Cena porzucenia Boga i wiary jest bardzo wysoka. To nie tylko utrata sensu życia, pogodzenie się z realnością i nieuchronnością śmierci, utrata rodziny i przyjaciół – to jest również utrata własnej wartości. Czynnika, który nadawał moc „ego”, który sprawiał, że czuliśmy się ważni i godni miłości. Wartości musiałem przewartościować. Źródła mocy poszukać w sobie. I udało się.
Ale w tej autoanalizie jedno jest ciągłą zagadką: nie mogę być pewny, co w moim umyśle jest naleciałością z długich 20 lat bycia Świadkiem Jehowy, a co jest prawdziwym "mną". To głupie pytanie. Ale tak praktycznie to nie wiem, jak wyglądałoby moje życie, gdybym planował je tak jak normalny człowiek. Nie dane mi było zastanowić się, kim chcę być – bo to było zupełnie nieważne. Zawód, hobby, kariera – to były wtedy tylko nic nieznaczące dodatki. I ja się temu podporządkowałem. A teraz gdy mogę się zastanowić, to na pewne rzeczy jest już za późno. A decyzje trzeba podejmować. Na czuja. I na szybko. Bo nie ma czasu. Tyle już go zmarnowałeś. Więc teraz bierz to życie i żyj chłopie. Żyj aż ci wyjdzie uszami!!

Ale jak?

 

Źrodło: Michaela Ivanova, Identity. 

 

Kryzys zaufania

 


Ze wstydem spoglądam na dawny, dziwny czas, gdy z zapałem biegałem ze Strażnicami i z błogim poczuciem wypełnionej misji wracałem do domu po służbie głoszenia dobrej nowiny. Uwierzyłem w to. Dałbym się za to pokroić. Pamiętam zażarte dyskusje z przeciwnikami. Pamiętam, gdy przepraszałem Jehowę za grzechy. Pamiętam, gdy pociłem się na Komitecie Sądowniczym. Pamiętam. 
Wstyd za dawną głupotę nie pozwala zapomnieć. Dlatego jestem teraz ostrożny. Nie wierzę nikomu na słowo. Pomyślę dwa razy, zanim komuś zaufam. To spadek po jedynej prawdziwej religii. Brak zaufania. Brak zaufania przede wszystkim do samego siebie. Przecież raz już dałem się tak haniebnie nabrać. Wkręciłem się w ideologię tak głupią, że dzisiaj trudno w to uwierzyć. Myślałem, że Noe to był na serio, i że ludzie są na ziemi 6000 lat, że bracia z ostatka dostają sygnał od Boga. Więc teraz nie wierzę w nic. Raz dać się złapać było głupio. Ale gdyby zdarzyło się to jeszcze raz – to już byłaby porażka, którą trudno przełknąć. 
Stan exa – to jest stan, w którym utraciło się wiarę w człowieka.

Po raz pierwszy, gdy byliśmy Świadkami Jehowy i wmówiono nam, że człowiek to marna, grzeszna i nic nie warta kreatura od urodzenia naznaczona grzechem. Że człowiek bez Boga jest niczym. Wszystko, co dobre zawdzięczamy Bogu, a to co, złe – sobie i Szatanowi. 

Drugi raz wiarę w człowieka utraciło się po mentalnym odejściu z organizacji – wcześniej nie ufaliśmy tylko innym ludziom, teraz przestaliśmy ufać nawet sobie. Skoro można ludzi tak łatwo oszukiwać – to czy w ogóle jest sens dociekania prawdy? Oszukujemy się sami, oszukują nas inni (czasem w dobrej wierze). 

 

Nie umartwiajcie się,

 

 

Dzieciństwo to okres, gdy ciągle czegoś się bałem. Niekończące się wyrzuty sumienia. Czy robię wystarczająco dużo by podobać się Bogu? Czy Bóg wybaczy mi uczestnictwo w urodzinach kolegi? Czy Bóg nie ukarze mnie za masturbację? Kurwa mać, ile ja czasu spędziłem na martwieniu się!! Na wyrzutach sumienia o coś, co jak się teraz okazuje, jest normalne i bez znaczenia. Wtedy zrobiono mi wodę z mózgu.  Kto dał tym wszystkim nadętym ignorantom z Brooklynu prawo do wywoływania wyrzutów sumienia w głowach tysięcy dzieci?
Teraz też się martwię. Nie wiem, czy to spadek po Świadkach, czy też przekleństwo człowieka współczesnego. Martwię się, czy odpowiednio wykorzystuję swoje życie. Martwię się, czy nie mógłbym osiągnąć więcej. Ciągle podświadomie aspiruję do jakiejś doskonałości, mimo że dobrze zdaję sobie sprawę, że takie ideały to spadek po dawnym wykrzywionym myśleniu. 

 

Dlaczego o tym piszę? 

 


Bo mnie to wkurwia. To po pierwsze. Po drugie może ktoś to przeczyta i wyciągnie wnioski dla siebie. A dlaczego mnie to wkurwia? Bo dopiero będąc dorosłym człowiekiem, zrozumiałem, że zrobiono mi krzywdę. Że ograniczono możliwości wyboru tego, kim chcę być. Że zdławiono moje młodzieńcze ambicje – ukierunkowując je na czynności bezużyteczne i kompletnie nieprzydatne. Skazując mnie na towarzystwo pozbawione horyzontów, głupie i bez wyobraźni. I ja też się taki stałem. Dopiero na studiach otrząsnąłem się z tego ciężaru. Rozpaczliwie próbując nadrobić stracony czas. Ale ta kula u nogi ciągle tam była i jest dalej. Każdy ma jakąś kulę i trzeba się nauczyć z nią chodzić. I choć ja nie mogę powiedzieć, żebym biegł szybko jak wiatr przez życie – to wyraźnie widzę, że poruszam się do przodu. A niektórzy siedzą z tą kulą na głowie i nie są w stanie ruszyć się na krok. A trzeba się ruszać. Nie można stać w miejscu. 

 

Pustka

 


Ta pustka we mnie. Czy to efekt tego, że sekta obrzydziła mi życie i rozbuchała do niemożliwości moje oczekiwania wobec niego? Czy też jestem po prostu pojebany fabrycznie? A może każdy tak ma? 

To niewyrażalne w języku poczucie pustki. Pusta, bezosobowa samotność. Dźwięk myśli w głowie, które szepczą to, co im się nakaże mówić. A nie da się nimi nic sensownego powiedzieć. Więc zagadujesz samego siebie frazesami..
Bo to jest coś więcej niż pustka, to jest codzienność, to jest niezrozumienie samego siebie, i niezrozumienie świata wokół. To jest niezrozumienie i strach przed ich zrozumieniem.

Egzystencjalne mdłości.

 I ten szepczący z tyłu głowy jebany rozsądek; „Nie narzekaj, przecież nie jest tak źle” „Ponarzekasz i Ci przejdzie”. I przechodzi. Albo zmuszasz się do tego, żeby przeszło. Jest źle, nie jest źle. Nie wiadomo. Praca, myślenie, gadanie, jedzenie. Pustka. Ciągłe balansowanie. 

A jak dasz się ponieść i wydaje Ci się, że jest dobrze, to zaraz okazuje się, że jest źle. A jak wydaje Ci się, że jest źle, to często okazuje się, że nie jest aż tak źle. I tak w kółko. Aż w końcu kiedyś w momencie ostatecznym nic się nie okaże. I wraz z tymi rozterkami, mówiące Twoim głosem myśli, zgasną po wsze czasy. Amen. 

 

Źródło: Natty Coleman "Art Print".

 

 

Ale jeszcze trochę.. 

 


Fantazyjno-bajkowy światek wykreowany przez Świadków Jehowy, nie różni się wiele od bajki kreowanej przez mistrzów współczesnej reklamy. Przez korporacje, producentów proszków do prania i pasty do zębów. Przez tą kreację świata idealnego ciągle musimy żyć w dwóch rzeczywistościach. Nauczyli nas ciągle aspirować do czegoś lepszego, gdzie jest piękny uśmiech, młode jędrne ciała, zadowolona rodzinka przy śniadaniu i błyszczący samochód na podjeździe.

Ale codziennie istniejemy w innym światku. Świecie nudy, brzydoty, powierzchowności i ciągłego niezaspokojenia. Jak można egzystować w ciągłej niemożności połączenia aspiracji z rzeczywistością? Cokolwiek zrobisz, jest pustką. Marność nad marnościami.

I ciągle nie wiem skąd moje szaleństwo?  Samo to, że zastanawiam się nad takimi rzeczami. To pewnie sprawia, że sam się o nie proszę.

A po co mi to w sumie wiedzieć? Przecież to nie ma znaczenia. Zajął byś się synek, jakąś pracą, a potem wódki się napił, albo co. I żył sobie po prostu. A może kobity Ci trza. Zróbcie se dzieciaka i już. 

Ano.. 

Ale ja nie potrafię tak po prostu. A może potrafię, to żadna sztuka przecież. Żyć. Muszę sobie tylko dorobić ideologię. A póki orientuję się, że teraz to zachowuję się jak wariat – to chyba wariatem nie jestem. Szaleniec nie wie o swoim szaleństwie? A ja wiem. 

A najważniejsza refleksja to jest taka:

"Jebać to! To tylko życie!"

Powiedziałem to po raz kolejny sam do siebie, gładkim głosem mojej myśli, wypuszczając marihuanowy dym z płuc. I gapiłem się znowu bezrefleksyjnie w dal, stojąc na balkonie i udając sam przed sobą, że moje przemyślenia mają jakąś głębię. Udawać. To istota życia. Udawać tak, żebyś sam nie wiedział, że udajesz.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
sobota, 14 lutego 2015 21:27

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość rawgain napisał(a) z *.aztw.cable.virginm.net komentarz datowany na 2015/02/14 22:50:36:

    SJ23, ociekasz zajebistością. Właśnie smutny siedziałem przed komputerem przeglądając internet w akompaniamencie Jacka Danielsa.. Myślałem jaki to ja jestem popsuty, brak mi tej filozofii życiowej bo uciekłem z dnia na dzień z SJ-rodzinki do innego kraju i jakoś sobie radzę. "Jakoś" - słowo klucz. Pieniądze - są, samochód i mieszkanie też. Tylko jestem popsuty emocjonalnie. Te lata spędzone będąc SJ, lata młodzieńcze mnie ukształtowały przecież.. Mam 26 lat a nie potrafię się przełamać i zaprosić fajnej dziewczyny na kawę. Zawsze było: głoszenie a reszta "przyjdzie sama". Kurwa mać! Nie znam smaku młodzieńczej miłości, wspólnie spędzonych świąt ani bliskich znajomości, takich nie podbitych pierzem "Jehowa to i tamto". Próbuje to nadrabiać ale mam w sobie skazę.
    Cieszę się, że żyjesz i przelewasz te emocje na zdania.
    Naprawdę pisz więce,j bo pomagasz mi i pewnie innym rozchwianym kozłom.

    "Jebać to! To tylko życie!" Chyba tak będzie brzmiała myśl przewodnia mojego życia.

    Ave!

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/15 11:24:51:

    Dzięki Rawgain, zawsze miło przeczytać komentarz od Ciebie.
    Skoro uciekłeś z dnia na dzień do innego kraju, to myślę, że dasz też radę zaprosić tą fajną laskę na kawę. 26 lat - piękny wiek. Nawet jak odmówi to i tak będziesz bardziej zadowolony, że spróbowałeś niż gdy nie spróbujesz wcale. Nie oglądaj się wstecz, tylko żyj. 26 lat. Piękny wiek. Mam nadzieję, że do zobaczenia kiedyś, przy akompaniamencie JD oczywiście ;)

  • Gość Julia napisał(a) z *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl komentarz datowany na 2015/02/15 12:01:32:

    Smutne. Szczególnie to z udawaniem przed sobą samym. Skoro to tylko życie i jest jedyne jakie nam dano, żyjmy mądrze - każdy tak jak uważa. Rawgain - kobieta, którą zprosisz na kawę albo przyjmie te zaproszenie albo powie Ci spadaj. Nic ponad to. Odważ się :) Nie będziesz żałował.

  • Gość a. napisał(a) z *.8-4.cable.virginm.net komentarz datowany na 2015/02/15 13:05:15:

    Szkoda, że tak rzadko piszesz, SJ. Kiedy czytałam dziś Twój tekst, poczułam wdzięczność za istnienie internetu.

  • Gość normalnieodjazd napisał(a) z *.centertel.pl komentarz datowany na 2015/02/15 14:04:43:

    Kula Jehowy - taki tytuł roboczy ;)
    "Jebać to, to tylko życie! " ...
    Postaram się być delikatna i łagodna bo depresyjny ten twój wpis bardzo....
    "Jebać to, to tylko życie"..... chyba ci się w dupie poprzewracało !!!! ( za przeproszeniem). Biegnij wypłukać buzie !!! Sprawdź czy ci nie sczerniał język !!! Coś co mnie wprawia w autentyczną trwogę to moment kiedy uzmysławiam sobie z całą mocą, że mogłabym nigdy nie zaistnieć... Nie mieć szansy ... nigdy i na nic... Nie doświadczyć ani jednej rzeczy, nigdy nic nie poczuć, nigdy nie móc zmienić zdania. nigdy nie wypić kefiru. Możność nie zaistnienia nigdy mojej konkretnej świadomości ... to jest to, co budzi we mnie trwogę i daję wyobrażenie pustki...
    "kula u nogi ciągle tam była i jest dalej. Każdy ma jakąś kulę i trzeba się nauczyć z nią chodzić. "
    Przydatna ta kula trochę... co? Ćwiczysz mięśnie ramion, żeby móc ją podnieść i podbiec kawałek. W innej sytuacji zawsze można powiedzieć " Nie mogę. Wiesz... moja kula..." Kiedyś Jehowa .... teraz Kula...
    Taka Kula na której można wydrapać "wszystkie stracone życiowe szanse", "teraz już jest za późno", polerować ją sobie w samotności, wziąć do ręki poczuć jej ciężar i poczuć się .... bezpiecznie?, wytłumaczonym?
    Można też spróbować się tej kuli przyjrzeć... Poczuć głęboki żal, rozpłakać się nad dzieckiem, któremu robiono krzywdę, ukołysać je, poczuć gniew... i odciąć tą Kulę... wypieprzyć w kosmos... przebaczyć ... i uczyć się na nowo równowagi. Stawiać kroki pierwsze ostrożne bez odwiecznego balastu.
    To proces ... trudny i bolesny. Potrzeba odwagi i wsparcia. Człowiek nie za bardzo umie zrobić to sam. Logiczne konstrukcje wypracowane przez lata są zbyt "wewnętrznie spójne ". To zabiera czas a zawsze przecież są ważniejsze, pilniejsze problemy. I tak płynie dzień za dniem, rok za rokiem...
    I jak jest dobrze to się okazuję, że jest źle, i jak jest źle to się okazuje, że nie tak bardzo....

  • Gość rawgain napisał(a) z *.aztw.cable.virginm.net komentarz datowany na 2015/02/15 17:58:56:

    @SJ23
    Hej. Przeczytałem twój komentarz i się podbudowałem. Niestety jak życie potrafi być przewrotne. Moja opieszałość będzie chyba powodem depresji. Ktoś się nie zastanawiał i wiem od przyjaciółki tej panny że była dziś na pierwszej randce. Czujesz to? DZIŚ!
    Jestem rozjebany i skończyłem już tego JD. Wiem, że przynudzam ale czuję się źle. Źle tak bardzo że nie wiem co ze sobą zrobić. Już nigdy nie będę myślał dwa razy nad zaproszeniem na wspólną kawę.. Gorsze od głoszenia na klatce w bloku pełnej kolegów to nie będzie.
    Ave.

  • Gość normalnieodjazd napisał(a) z *.centertel.pl komentarz datowany na 2015/02/16 00:47:08:

    a i jeszcze małe p.s.
    Ktoś mi ostatni przypomniał o mądrym człowieku więc zacytuję
    "Obłęd: pow­tarzać w kółko tą samą czyn­ność ocze­kując in­nych rezultatów."
    A. Einstein

  • Gość elvis napisał(a) z *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl komentarz datowany na 2015/02/16 01:36:56:

    Doczekałem sie kolejnego wpisu.Nie rezygnuj nigdy.Twoje przemyślenia a także komentarze czytelników są bardzo potrzebne dla mnie i innych.Kiedyś myślałem że tylko ja mam zjebane dzieciństwo.Kurde tyle opisów jest tak podobnych do tego co siedzi w mojej głowie.Pozdrawiam

  • Gość Tedi napisał(a) z 91.75.228.* komentarz datowany na 2015/02/16 09:40:02:

    Super tekst. Masz fajne pióro. GRATULACJE!!!
    Wszystko co piszesz to prawda, potwierdzam nie dla Ciebie a dla innych którzy będą czytać. Ja urodziłem się ŚJ i byłem nim 40 lat. Choć wielu rzeczy nigdy nie akceptowałem to zbyt późno dałem sobie spokój z ŚJ. Religia jak każda inna, może jak piszesz, bardziej komercyjna. Liczą się dusze, a dusze to kasa.
    Z moich obserwacji ŚJ teraz bazują głównie na "nowych". Ci urodzeni jako ŚJ dość szybko rezygnują z pracy w tej korporacji, bo szybciej niż ich rodzice zauważają głupotę, obłudę oraz manipulacje o której tak fajnie piszesz.
    Jak można się z Tobą skontaktować?

  • Gość ml vel Alicja napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2015/02/16 17:18:23:

    Dobry wpis, prawdziwy, a ja mam jeszcze jeden kamyczek do swojego ogródka Ja wpakowałam się w to na własne życzenie. Nikt tylko ja sama... Głupia ... nie powiem kto

  • Gość Greta napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2015/02/17 09:53:45:

    Nie mogłam się oprzeć, żeby nie dodać nieco dziegciu do tego miodu płynącego z komentarzy. Parafrazując cytowany tu tekst piosenki świetnego Lao Che , nie wiem czy autor bloga rzucił papierosy, ale "Kościoła" na pewno jeszcze nie...o czym świadczy ten swoja droga całkiem nieźle napisany tekst.

    Nie rozumiem po co się cały czas babrać w czymś, co jak twierdzi, zniszczyło mu życie. Nie wiem czy autor jest aż tak wrażliwym człowiekiem, że nie może zapomnieć "obciachów" lat młodości, czy jest tzw. Drama Queen i po prostu przesadza, czy są jakieś inne przyczyny dla których wciąż wraca do pewnych spraw.

    Ludzie niszczą sobie życie z bardziej błahych powodów i często nie wykorzystują swoich szans nie dlatego, że tak jak twierdzi autor zostali "oszukani", ale z własnej winy, z powodu charakteru, lenistwa, nieśmiałości, pecha w życiu, innych osób itd. Chciałabym zaznaczyć istnienie takich osób. One też czuja pustkę mimo, że nie poświęciły się całkowicie żadnej idei, w tym religijnej.

  • Gość Tedi napisał(a) z 91.75.228.* komentarz datowany na 2015/02/17 12:20:23:

    Ja teraz do Grety.
    Jak ktoś zniszczy sobie życie na własną prośbę lub na własne życzenie to trochę jego sprawa. Sam żnie co posiał, a napisać tez może. Gorzej jak ktoś został wmotany w coś, np. w kupno fotela na raty, a teraz nie ma kasy na życie.
    sJ23 pisze z takiego powodu jak i ja, tak domniemam, aby uchronić innych przed stresem i frustracją. Żeby nie mówili; mam wyjęte z życiorysu tyle a tyle lat bo mnie wmotano. Ktoś wykorzystał mój zły dzień, moje kłopoty, wmówił mi królestwo boże naćpał nadzieją, która nigdy się nie ziści. Teraz minęło ileś lat życia które się nie cofną. Dzięki ludziom którzy znają firmę ŚJ b. dobrze od środka np. jak ja, można innych ostrzec i mogą uniknąć odmóżdżenia i ubezwłasnowolnienia dokonanego w imię boga i Organizacji.
    Każda religia jest taka sama. Chce mieć duszę, o nich decydować równocześnie drenując z kasy. Kapłani (u ŚJ starsi) mają poczucie władzy i czują się ważni, prosty lud jest szczęśliwy bo myśleć nie musi. To główny cel religii, ŚJ też. Pamiętaj o tym Czytelniku gdy zapukają do twoich drzwi lub zaczepią na ulicy oferując "działkę" na czas słuszny.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/17 14:40:27:

    Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. Super, że piszecie i dzielicie się swoimi przemyśleniami. Czytam je po kilka razy. W jakiś dziwny sposób robi się człowiekowi raźniej, gdy przeczyta, że są osoby, które czują podobnie. Skontaktować się ze mną można na: gangrena@10g.pl Odzywajcie się. Dodatkowo jeżeli ktoś chciałby się podzielić swoją historią i odczuciami - to moje łamy są otwarte na publikacje wszystkich osób. Jedyny warunek, że tekst ma być prawdziwy i szczery.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/17 15:23:44:

    Greta: Dziękuję za konstruktywną krytykę. Wytłumaczę się;
    Tekst faktycznie jest mocno depresyjny. Ale skupiałem się właśnie na takich rzeczach. W głowie mam też serię którą można zatytułować: "Błogosławieństwo urodzenia się Świadkiem J" Bo takie też są.

    Nigdy nie chciałem sprawiać wrażenia, ze jestem jakąś straszną ofiarą kultu i że mam potrzebę użalania się nad sobą i zmarnowanymi szansami. Zdaję sobie też sprawę, że wielu ludzi ma o wiele potężniejsze problemy. Co nie znaczy, że nie warto pisać o tych bliskich mnie, oraz wielu innym osobom.
    Ten tekst to nie było błaganie o pomoc i autoterapia. To zwykłe dzielenie się przeżyciami i przemyśleniami.
    To też moja osobista reakcja na czasy w których w dobrym smaku jest mówienie, że wszystko jest cool i super i pięknie, i że "możesz wszystko" i "jesteś zwycięzcą". Tego typu presje są moim zdaniem bardziej chorobotwórcze niż same gołe problemy. Dlatego ja wyłamuję się z tego i piszę otwarcie o tym jak się czuję czy jak się czułem.

    To, że ktoś bywa smutny albo ma nie do końca pozytywne przemyślenia natury egzystencjalno-filozoficznej - to nie znaczy, że trzeba go od razu leczyć, reperować i wgniatać w nie zawsze wygodną foremkę wiecznie uśmiechniętego i zawsze zadowolonego człowieka kultury zachodniej.

    Ja nie mam problemu przyznać się, że bywam smutny i czasem czuję się tak jak to opisałem. Uważam, że biorę świat takim jaki jest. Jeżeli świadkowe pranie mózgu wpłynęło na mnie, to nie mam zamiaru zakłamywać rzeczywistości i mówić teraz, że wszystko jest ok, i że nic się nie stało. Bo pierwszym krokiem do
    rozwiązania problemu jest uświadomienie sobie że jest. Ja mam to w miarę ogarnięte. Staram się pisać o rzeczach uniwersalnych - a nie tylko o sobie. I dostaję sporo sygnałów, że są ludzie, którzy czują podobnie.

    Mam też wiele do powiedzenia w aspektach bardziej pozytywnych. Postaram się w ramach zdrowego balansu, napisać coś i w takim stylu. Tymczasem musicie mi uwierzyć na słowo, że jestem za afirmacją życia a nie za negacją.

    Pytasz dlaczego piszę. Podstawowym powodem jest:
    1) najbardziej to chyba wpłynięcie na drugich, którzy być może dalej w tym tkwią.
    2) "babrzę się w tym" również dlatego, że ta religia nie daje o sobie zapomnieć i wokół mnie co chwila widzę efekty jej negatywnego wpływu.
    3) zwyczajnie lubię pisać, a jak piszę to staram się to robić do bólu szczerze.
    4) zaangażowany jestem w różne projekty, które wymagają ode mnie przypominania sobie rzeczy z zamierzchłych czasów zniewolenia mentalnego.

    Mam nadzieję, że choć trochę rozjaśniłem. Przepraszam za chaotyczną formę. Ale niestety nie mam tyle czasu na pisanie ile bym chciał. Z tego powodu moje teksty pojawiają się dość rzadko.
    Serdecznie pozdrawiam
    SJ

  • Gość normalnieodjazd napisał(a) z *.centertel.pl komentarz datowany na 2015/02/18 01:00:53:

    Najbardziej "wystraszyło" mnie chyba to motto " Jebać! To tylko życie!" Bo dla mnie to "Aż Życie" ... coś najcenniejszego czym dysponuję.... Przychodzili do mnie "różni świadkowie" i cały czas próbowali mnie przekonać, żebym wzięła gumkę do mazania.... i wymazała Wielkie Litery z mojej obecnej rzeczywistości... Żeby Miłość, którą czuję do mojej rodziny ... zamienić na "małe m" ... bo tylko do Jehowy mogę czuć przez duże... żeby "Dobro", którego doświadczam i które staram się dawać ... żeby odwartościować ..., żeby było przez małe "d". Bo takie Prawdziwe to będzie w Raju na Ziemi... Tam " WSZYSTKO BĘDZIE PRAWDZIWE" Sprawiedliwość.. , ta którą ja czuję jest gówno warta i należy ją pisać przez małe "s" ... Bo" Prawdziwa Sprawiedliwość" będzie polegał na tym, że Jehowa wytłucze wszystkich ( wszystko, również wieloryby i delfiny i rafy koralowe I MIESZKAŃCÓW AMAZONI I MOJĄ RODZINĘ... itd. ... w pień). Cały czas podczas Studium Biblii ...tak naprawdę starano mi się wmówić, że moje życie, moje uczucia moje przekonania... moje JA... powinnam od tej pory pisać MAŁĄ LITERĄ... bo na dużą literę mogę ewentualnie zasłużyć... odruchowy to sprzeciw mój budziło... To jest świat, który znam. Niczego po nad "to" poczuć nie umiem....
    I przychodzi do mnie ktoś i mówi, ze wszystko co wiem i co czuję jest bez wartości... że prawdzie " To" będzie w Raju na Ziemi, że teraz to namiastka....że Miłość, którą czuję... to namiastka, że Dobro, które staram się tworzyć... to nic, że Zaufanie to fatamorgana....
    Że Świat jest Zły, że Ludzie są Źli... to jest wszystko Prawda. Tu Należy Się Wielka Litera. W pozostałych kwestiach jak: przyjaźń, miłość, zaufanie, szczerość, bezinteresowność, lojalność, ... szczęście... żebym TU SKORZYSTAŁA Z GUMKI JEHOWY i zmieniła na małe literki...bo to wszystko na czym opieram swoje życie.... to tylko namiastka...
    Mój "przyjaciel" Nietsche o tym rozprawiał... co się dzieję jak człowiek wszystkie "duże literki" umiejscawia... w Bajce... Nagle wszystko imploduje... co to jest "szCZĘŚCIE"? Teraz człowieku Uwiedziony Religią... nigdy się nie dowiesz. Religia mówi Ci, że jeżeli nawet myślisz, że "to" czujesz .. to to tylko namiastka... Bo Cała Prawda będzie... w Raju Na Ziemi... W Pąku Lotosu ( jeżeli jesteś Buddystą) w Gwiazdozbiorze Wielkiego Penisa... obojętnie... Człowiek "przesuwa" swoje "życie teraźniejsze" w obszar... jakikolwiek... To wszystko co jest Realne... co boli, zawodzi, daje radość, satysfakcję, dumę, poczucie porażki, spokój, zadowolenie .... itp. itd. ... zaczyna postrzegać "jako namiastkę"... a nie rzeczywistość...
    Dlatego tak wkurwiają mnie sekty... m.in. takie jak ŚJ...

  • Gość Greta napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2015/02/18 09:10:16:

    Do Tedi :
    A czy można być oszukanym przez kogoś, kto naprawdę wierzy w sens sprawy? Bo moim zdaniem większość SJ, nawet ci najwyżej w hierarchii są absolutnie przekonani o tym, że to prawda, więc nikt tu raczej nie oszukuje intencjonalnie, jak w przypadku ludzi sprzedających fotele, których cele są jasne.

    Nasuwa mi się natomiast inne porównanie. Wiele osób biorących udział np. w powstaniach mogłoby tez się poczuć oszukanymi. Narażali życie dla wielkiej idei, którą wielu dziś uznaje za śmieszną, a na dodatek podobno pchani byli do tego, przez ludzi, którzy sami byli względnie bezpieczni. Czy ktoś kto w to naprawdę wierzył pluje sobie teraz w brodę, że zamiast patrzeć jak jego znajomi giną, mógł swoje najlepsze lata młodości wykorzystać np. na zabawę.
    Jak inne zachowanie jest tych ludzi, którzy są dumni z poświęcenia się idei, nawet jeśli potem stracili wiarę, zawiedli się na ojczyźnie itd.

    Może warto na ten zmarnowany, zdaniem autora tekstu, czas spojrzeć z nieco większym szacunkiem. Poświęciłem się sprawie, bo wierzyłem w to, zawiodłem się, ale szanuję poglądy innych.

  • Gość Greta napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2015/02/18 10:03:17:

    Do SJ 23 :

    Dziękuję za wytłumaczenie. Z tego długiego wywodu najbardziej zastanawia mnie punkt o tym, ze chcesz wpływać na innych ludzi którzy w tym tkwią. Dla mnie to chyba jedyny, rzeczywisty, wymieniony tu negatywny wpływ Organizacji...

    Z przyjemnością przeczytam o błogosławieństwach. Jestem tylko ciekawa czy opanujesz chęć ironizowania i na serio napiszesz co widzisz w Organizacji dobrego.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/18 10:46:02:

    Trochę przestaję Cię rozumieć Greta. A może po prostu zaczynam Cię rozumieć..
    Co Cię łączy ze Świadkami Greta?

    Dziwne porównania to ich domena. Ludzie którzy walczyli o dobro ojczyzny czy żałują czy nie? Nie wiem. To zależy. Gdzie, kiedy, jak i kto? Np. wielu amerykańskich weteranów z Vietnamu, bardzo żałuje, o wiele bardziej niż ja.
    Abstrahując od tego, że ja nie mam dużo do żałowania, bo nie warto żałować rzeczy na które nie ma się wpływu. Ja się urodziłem SJ-tem. I jak zacząłem myśleć samodzielnie to odszedłem.
    Dlatego wybacz ale nie kupuję tego porównania, że okres bycia u Świadków Jehowy, to tak jak zaangażowanie się w wojnę.. hmm jakieś analogie są. Ale po co się zajmować przykładami, skoro można dyskutować o konkretnym temacie.

    Chęci ironizowania nie jestem w stanie opanować i nie chcę. Ironia to moja ulubiona broń w zamaganiach z egzystencją. Więc sorry..

  • Gość Greta napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2015/02/18 11:26:06:

    Jestem Świadkiem, tylko takim stojącym trochę z boku.

    Porównanie wydawało mi się trafne, żeby pokazać Tediemu, że ludzie poświęcający się jakiejś idei, religii czy ojczyźnie mają jednak sporo wspólnego ,pewnie więcej niż ze sprzedawca foteli, i powinno się ich szanować za to co robili bądź robią. Może dla Ciebie brzmi dziwnie, dla mnie wydawało się na miejscu.

    Ironia wcale mi nie przeszkadza, jeśli kluczowe sprawy są omówione w miarę serio, co przyznam się jestem ciekawa jak Ci wyjdzie w przypadku pozytywów Organizacji.
    W czymś jeszcze mnie nie rozumiesz bądź zaczynasz?

  • Gość Kochana napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2015/02/18 21:15:07:

    Cierpię na chroniczny brak czasu albo nieumiejętność organizacji czasu.. na jedno wychodzi - milion razy obiecywałam sobie, że przeczytam Cię od deski do deski, ale.. no właśnie - ale ten czas.. Więc zaglądam tu rzadko, ale nie żałuję ani sekundy.
    Im bardziej wczytywałam się w powyższy post, tym bardziej miałam wrażenie, że ktoś telepatycznie przekazał Ci stan mojego umysłu i duszy, a Ty to przelałeś tutaj.. Dokładnie tak się czuję od kilku tygodni. Może to wpływ upierdliwej niezimowej zimy, a może nie. Wiem jedno - mam kryzys. I wiem, że jego macki sięgają czasów zamierzchłych. Trochę parafrazując powiedzenie o nasiąkniętej skorupce - czasy bycia ŚJ mają ogromny wpływ na życie obecne mimo, że minęło już sporo lat. Ciągle myślę o napisaniu jednym ciurkiem swojej historii bycia ŚJ i pewnego okresu po odejściu od nich. Ale znowu ten czas.. Kiedyś się wezmę ;)
    Wracając do notatki:
    Akceptacja - zabieganie o nią przybierało czasem tak kuriozalne formy, że nie wiem, czy powinno mi być wstyd, czy powinnam się śmiać sama z siebie.. np. zgłaszanie się na ochotnika do służb czystości na zgromadzeniach (czytaj dobrowolne babranie się w śmieciach suchych i higienicznych, reanimacja zapchanych toalet, itp.). Teraz bez akceptacji jest mi ciężko. Są momenty, gdy umiem sobie wytłumaczyć, że jestem indywidualną jednostką, której nie muszą wszyscy rozumieć/lubić/kochać/etc., ale przeważają te, gdy bez akceptacji tej czy tamtej osoby czuję się totalnie nic nie warta.
    Kryzys odpowiedzi - u mnie objawia się w ciągłym szukaniu (niby dobrze) i ciągłym zachwycie nad co rusz to nową filozofią życiową. I niestety ciągłym braku odpowiedzi.. czyli w koło Macieju..
    A resztę to chyba napiszę inną razą..

    A jeszcze co do Grety.. Po pierwszym zdaniu w drugim akapicie przyszła mi do głowy myśl - jest ŚJ (lub z nimi sympatyzuje) i ma zamglony umysł.. no i nie myliłam się.. po kilku słowach można taką osobę "wyczuć", podobnie jak dwóch głosicieli idących ulicą można rozpoznać z odległości kilkunastu metrów.. Życzę rychło w czas przejrzenia na oczy..

  • Gość majkelo napisał(a) z *.um.wroc.pl komentarz datowany na 2015/02/19 09:40:05:

    Każdy twój tekst to kosmos, sprawy przedstawione dokładnie tak jak są bez ściemy.
    Tego nie pojmie ktoś kto nie był nigdy w organizacji, to będzie również ciężko pojąć osobom które wstąpiły tam jako dorosłe. Urodzenie się i wychowywanie w rodzinie świadków dokładnie to samo przeżyłem, zachęcam do dalszego pisania i do życia pełną piersią.

  • Gość napisał(a) z 91.238.85.* komentarz datowany na 2015/02/19 14:04:19:

    Przeczytałam wpisy na Twoim blogu z dużym zainteresowaniem. Świadkowie Jehowy uważani są za sektę, która niszczy. Z tego , co piszesz, wygląda, że tak jest. Bucha z Ciebie wściekłość za życie w kłamstwie. To oczywiste. Mam nadzieję, że na wściekłości się nie skończy i spotkasz Boga prawdziwego.
    Mam to szczęście, że doświadczyłam Jego interwencji w moim życiu, więc nie mam wątpliwości co do Jego istnienia.

  • Gość Litwin napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2015/02/19 20:35:36:

    Napisz coś o tej boskiej interwencji, to ciekawe. Może inni też to mają, a nie potrafią rozpoznać?

  • Gość Monty napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2015/02/23 09:38:39:

    jak zwykle trafione w sedno :) ja już ponad 10 lat jestem poza ŚJ, jednak wspomnienia z dzieciństwa, wspomnienia ze służby polowej, zebrań zgromadzeń często wracają, bo niestety gdzieś tam ciągle się z nimi stykamy, gdy spotykam starych znajomych, gdy odwiedzam rodzinny dom i miasto, gdy znajomi w żartach opowiadają swoje przeżycia ze świąt, urodzin, komunii i zabaw szkolnych....Także Greta tu nie chodzi o roztrząsanie czegoś, babranie się w tych wspomnieniach, one po prostu gdzieś tam są i nie da się od nich tak po prostu uciec i zapomnieć. Chociaż teoretycznie teraz żyję na zewnątrz tak jak wszyscy ( pracuję, spotykam się ze znajomymi, czuję się dowartościowana), to w środku jestem czasem małą, spanikowaną dziewczynką, która musiała tłumaczyć nauczycielce muzyki przed całą klasą, że nie zaśpiewa hymnu, bo religia jej na to nie pozwala.

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2015/02/23 12:51:33:

    Mam wrażenie, że w organizacji panuje coś na wzór współuzależnienia typowego dla domów alkoholowych, z tymże tutaj działa to na poziomie mentalnym. Dopóki jesteś ochrzczonym ŚJ, masz przyjaciół, rodzinę i poklepywanie po ramieniu. Ale gdy dochodzisz do wniosku, że to jednak nie jest tak do końca cukierkowe, że iluzjonista w rzeczywistości ma drugie dno w swoim magicznym kapeluszu, a świadkowie żyją wizją obżerania przy się suto zastawionym stole przy domku z różowym płotkiem i decydujesz się opuścić towarzystwo, to jesteś traktowany gorzej, niż obcy.
    Podejrzewam, że w bardzo wielu pojedynczych przypadkach (o ile nie w większości) relacje międzyludzkie panujące pomiędzy braćmi i siostrami są tym, co sprawia, że ŚJ mimo swoich dylematów i rozbicia emocjonalnego zostają i z uśmiechem wciągniętym na puchę śpiewają pieśni o królestwie.
    Chciałabym wiedzieć na ile szeregowy ŚJ jest przekonany o niezachwianej słuszności swoich wierzeń, a na ile jego przynależność jest zwyczajną terapią psychologiczną, przypominającą zebrania DDA, podczas których każdy próbuje wyleczyć swoje traumy. Bo każdy ma jakieś.
    Takie porównanie przyszło mi z konstatacji, że przecież znam kilku świadków, którzy twierdzą, iż to Boża Organizacja wyciągnęła ich z alkoholizmu/ćpania/masturbacji, a jeszcze więcej podobnych historii okraszonych fotami "before/after" publikują Strażnice. Nie zaprzeczam oczywiście terapeutycznemu charakterowi Organizacji, bo niewątpliwie on występuje i być może to jest jedyny jej plus, a zarazem to, co sprawia, że człowiek chce w niej siedzieć zapierając się rękami oraz nogami przed napływem tego, co "obce", "wrogie", "światowe".
    Rozumiem Twoje rozterki, drogi autorze. Nie jestem psychologiem, ale podejrzewam, że ich źródło znajduje się nie tylko w przeszłości związanej bezpośrednio z Organizacją, ale też w domu, w którym oboje rodziców było ŚJ i w tejże idei starali się Ciebie wychować - kierując się zapewne jak najlepszymi intencjami. Przepraszam, jeśli zabrzmi to nazbyt pretensjonalnie i osobiście, ale wnioskując po Twoich wcześniejszych wpisach, a także wzmiankowanych wypowiedziach dotyczących przede wszystkim ojca, myślę, że brakowało Ci ojcowskich słów pokroju "nie przejmuj się mistrzu". A musiałeś przejmować się wszystkim i uważać na niemalże każdym kroku - jakiej muzyki słuchasz, co czytasz, co myślisz, co mówisz, co brat Zdziś może sobie o Tobie pomyśleć.
    Jeśli mogę zapytać (choć zrozumiem, jeśli nie zechcesz odpowiedzieć) - bo mniemam, że zasłużyłeś sobie na zaszczytne miano odstępcy - czy nadal utrzymujesz rodzinne kontakty ze swoją rodziną? Czy w myśl dewizy, by "niegodziwego wypierdolić" odsunięto się od Ciebie i teraz jesteś traktowany gorzej, niż obcy przez niegdysiejszych "przyjaciół w wierze", rodzinę?
    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na więcej publikacji Twojego autorstwa.

  • Gość fabrykakeksu napisał(a) z *.compower.pl komentarz datowany na 2015/03/03 19:46:48:

    pisz chłopie dalej te teksty, bo wychodzi ci to znakomicie; chciałbym umieć tak przelewać myśli na papier.

    jeśli chodzi o przeszłość to jesteśmy w takiej samej sytuacji.

  • Gość wolnypo20latach! napisał(a) z *.dynamic.kabel-deutschland.de komentarz datowany na 2015/03/05 21:30:13:

    Ludzie, jeśli chcecie się od tego uwolnić (tu wstaw sobie swój dowolny problem, były, obecny czy niedoszły "sj-ocie") to trzeba przestać "karmić" te negatywne emocje związane z tematem religii. Zrobić to można tylko i wyłącznie poprzez całkowite ZAAKCEPTOWANIE tego przed czym chcecie uciekać. Innej drogi nie ma. Co to znaczy zaakceptować? Pokochać i przytulić swoje lęki! Mi to zajeło prawie dwa lata a niedawno trafiłem na filmiki z tresurymatrixa.com. Ci goscie klarują temat łopatologicznie - wystarczy zastosować. Najkrócej rzecz ujmując - klucz to miłość do samego siebie! Nawet w tzw. PNŚ nie spaprali tych dwóch wersetów, kiedy Jezus mówi o dwóch przykazaniach - miłości do Boga i bliźniego. Pamiętacie to jeszcze zapewne... Klepałem to ludziom przez 20 lat - również na wykładach, kongresach itd.
    Przeczytajcie uważnie ostatnie wyrazy w Mat 22_39 - tam jest sedo sprawy. Bez miłości własnej nie ma mowy o miłości bliźniego ani Boga. Miłość własna to min. pokochanie siebie takiego jakim się jest - ze wszystkimi konsekwencjami i wzieciem pełnej odpowiedzialnosci za siebie. Tylko wtedy następuje uwolnienie! I to jest piękne! Wiem o czym mówię... ps. nie prowadzę żadnych dysput teologicznych, szanuję każdy pogląd, z nikim nie walczę ani nie przekonuję że moja prawda jest mojsza od twojej. Cisnienie się skończyło i cieszę się pełnią życia. A stylizując się na autora tego bloga: ruszcie dupy bo jak nie to ktoś zrobi to za was i bedziecie skomleć do końca waszego zasranego zywota...

  • bragiel napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/12 00:54:36:

    No ciekawie piszesz.
    Tylko zauważyłem jedno,,Dzieciństwo to okres, gdy ciągle czegoś się bałem. Niekończące się wyrzuty sumienia."-ja miałem dokładnie tak samo, mimo, że byłem wychowano w rodzinie ateistycznej.
    Więc czy to kwestia religii czy ogólnie dzieci tak mają.
    Pozdrawiam.

  • pretorian10 napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/15 20:12:10:

    Witaj sJ-23, przeglądałem strony w poszukiwaniu czegoś na tema SJ. Z tego tytułu by mieć jakieś kontrargumenty i całokształt ich działalności. Od jakiegoś czasy mnie odwiedzają ...lubię z nimi podyskutować, nawet po to że maja dużą wiedzę na temat pisma świętego, natomiast nie do końca się zgadzam z ich interpretacją.
    Aż..wpadłem na Twoj Blog, to rewelka w skali kraju, sposób pisania, wiedza, podejście obiektywne do tematu, podtekst tak humorystyczny jak i teleologiczny, chłopie! to się czyta lepiej niż Sienkiewicza:
    Ogólnie, mam powiedzmy wypaczony sposób patrzenia na PŚ (natchnione przez istotę wyższego rzędu), i tak zastanawiam się czy warto przedstawiać "im" swój pogląd, bo w zderzeniu z Twoimi przekonaniami tworzą się argumenty trudne do odparcia, (zmieniają się, co chwilę przyprowadzając co rusz to bardziej oświeconego), i tak zastanawiam się czy warto...bo jak patrze na nich to mam wrażenie, że oni są szczęśliwi w tym co robią, są tak przekonani, twarze ich rozpromienione, zero smutku, piękne krawaty, czyste uprasowane koszule itd..czyli jeżeli patrząc od tej strony, iż udaje się tej grupie do tego stopnia prostować społeczeństwo, to moim zdaniem powinni głosić szerzej swoje teorie o końcu np. w szpitalach, na oddziałach zamkniętych, na spotkaniach AA, w więzieniach itd. na pewno jakieś pieniądze z funduszu UE na pewno by się znalazły, a państwo nasze wspaniałe by podatków na leczenie zaoszczędziło:)
    Ok. to tak pół żartem, natomiast ,jak myślisz czy warto z nimi wdawać się w polemikę typu, oni że, Ewa wyszła z żebra Adama, a ja że dzięki istotom wysoko rozwiniętym rasy pozaziemskiej poprzez DNA itd. typu teorie Erich fon Deaniken??, czy Reinkarnacja - Edgara Cayce.
    Nie chciał bym burzyć ich idealistycznej wizji, jednak że, nie przemawiają do mnie ich tezy typu :- TAK JEST I KONIEC, BO TO TEMAT NA DŁUŻSZE POSIEDZENIE...
    średnio mnie to zadowala, trochę się boję, bo przychodzi czasem taki młody człowiek który widać że ma szeroki zasób wiedzy typu program discovery (czyli jeszcze nie ma zakazu oglądania tv) i umie się odnieść do piramid itd, jednak boję się że gość w końcu powie:
    - Stary! Masz racje, spadam stąd bo coś tu nie gra i mnie nie pasuje, te liczby 144000, i te ich armagjedony :).
    Chociaż widać że już nimi przesiąkł, bo człowiek ma ze 20 wiosen, chłopak przystojny, przynajmniej tak moja żona twierdzi, ale widać że chyba jeszcze nie "pukał", w trodzik jak za małolata hihi, nawiązuje tu do Twoich Twierdzeń o celibacie przed małżeńskim.
    Reasumując: Dzięki że jesteś i poruszasz taki tematy bez pardonu.
    i na koniec też ciekawy link który też ciakawie kontrowersyjnie opisuje patrzenie na Biblię.
    Pozdrawiam wszystkich o otwartych umysłach - Platon chyba powiedział - myślę więc jestem..
    http://www.menshealth.pl/forum/index.php?/topic/9594-z-kim-obcowano-i-co-widziano-na-ziemi-tysi%C4%85ce-lat-temu-biblia-boska-technologia-i-bliskie-kontakty-naszych-przodk%C3%B3w-z-anio%C5%82ami-biblia-na-serio/

  • Gość Nick napisał(a) z *.sfld.grid4.com komentarz datowany na 2015/03/19 00:46:34:

    BRAGIEL- Ja teraza jestem ateistą, moja żona też, i muszę zapytać swoje dzeici czy tak jest jak ty napisałeś. Najlepszym nauczycielem jest ktoś, kto pamięta jak sam był uczniem. W jakimś sensie zmusiłes mnie do myślenia. Dla mnie było by to osobistą tragedią gdyby moje dzieci musiały przechodzić przez to, co ja musiałem.

    Sj23:
    Stary kolejny dobry atrykuł, wiesz co ja z tym robie, drukuje, wkładam do kopery, naklejam znaczek i wysłyłam do mojej rodziny w Polsce, ale sie cieszą, że list ze Stanów przyszedł, a jeszcz dorysowywuje długopisem znaczek stażnicy w lewym górnym rogu.

  • Gość pytanie napisał(a) z *.hviv.nl komentarz datowany na 2015/04/11 22:42:57:

    pisz dalej, blog interesujący. martwię się jednak, że odcinając się od wszystkiego, co się kojarzy, popadniesz w nihilizm.
    wspomniałeś kiedyś, że napiszesz o stosunku ŚJ do katolików. Patrząc z boku, antykatolicyzm musi być wysysany z mlekiem organizacji i jest jednym z głównych dogmatów. Wiem, że nie wszyscy to łykają za to fanatycy wykazują się gorliwością na tym polu. Czy poza publikacjami jest jakiś specjalny nacisk na to bo w skrajnych przypadkach wygląda, jakby było to niemal głownym celem

  • Gość napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2015/04/13 22:52:02:

    niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu

  • Gość Ajsek napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2015/09/06 12:19:45:

    Jak to jest urodzić się w rodzinie SJ

    Witam Cię. Mam 18 lat i jestem całkowicie wolna od nauk wiadomej organizacji. Niestety jedynie w głowie. Mieszkam z rodzicami, a oni są gorliwymi ŚW. Mam także siostrę, z którą miałam kiedyś świetny kontakt, ale teraz rzadko ze sobą nawet rozmawiamy. Ma 15 lat, od dwóch lat ochrzczona. Mam 6 letniego brata, o którego się boję, ale wierzę, że jeżeli będzie miał mój charakter, to sobie w przyszłości poradzi.

    W przedszkolu brałam cukierki na urodziny, ale miałam później okropne wyrzuty sumienia. Nie z powodu boga, którego mogłabym "zasmucić", ale rodziców których zawiodłam. Od zawsze robiłam wszystko dla rodziców. Szkoła teokratyczna - żeby im sprawić przyjemność. Głosiciel - to samo. Wpływ na tą chęć wspinania się po szczeblach zborowej kariery miała także ta presja z każdej strony, którą na pewno znacie. Agata ochrzciła się w wieku 12 lat, toż to wzór. A ty kiedy? Otóż nigdy. Zawsze wmawiałam sobie, że to już niedługo, muszę tylko bardziej uwierzyć. Za rok, w następne wakacje. I tak w kółko.

    Od najmłodszych lat miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Można powiedzieć, że przez jakiś czas wierzyłam, ale nigdy nie tak naprawdę. Pamiętam, jako 13 latka potwornie się bałam, że jak przyjdzie Armagedon, zginę. Jednak gdzieś tam z tyłu głowy szeptało mi coś wciąż, że jednak chyba nie.

    W podstawówce przeżyłam prawie całkowite odsunięcie od klasy. Zawsze byłam inna. Nie obchodziłam swoich urodzin, więc nikt nie zapraszał mnie na swoje. Na wycieczki nie jeździłam, na religię nie chodziłam, i Wigilię. W gimnazjum to samo. Najgorsze były pytania nauczycieli o różne wierzenia w " naszej" religii. Nigdy nie wiedziałam co odpowiedzieć. Wstydziłam się ich.

    Na początku ukrywałam się znakomicie. Byłam bardzo obiecującą kandydatką na siostrę. Ciągle się zgłaszałam, byłam elokwentna i wygadana. Niestety tylko w zborze. W szkole tak często byłam obgadywana i wstydziłam się swojej "wiary", że nabawiłam się chorobliwej nieśmiałości. Później przeniosło się to na zbór. Stopniowo odsuwałam się od znajomych z niego, nie miałam przyjaciół. Stałam się zamknięta, do tej pory nie lubię przebywać z ludźmi. Po kryjomu czytałam Wiedźmina, a w niedziele ładnie na zebranko. Można bylo oszaleć. Poźniej przestałam głosić, przeszłam rozmowę. Koniec. Jednak musiałam dalej chodzić na zebrania do 15 roku życia. W tym czasie kłotnie z rodzicami były na porządku dziennym. Oczywiście zniszczyłam im życie, żałują że mnie wydali na świat. Nigdy nie powstrzymywali się od bicia, poniżania i tak dalej. To są właśnie prawdziwi świadkowie. Dla współwyznawców życzliwi i kochani, w domu ujmując to dosadnie, patologia. Ale o tym nie chcę się rozpisywać, tylko zastanawiające jest, jakimi są hipokrytami. Moja siostra tak samo, uwielbia zbór i tak dalej, ale ogląda ze mną Władcę Pierścieni.

    Wyniosłam z tego napewno dużą umiejętność kłamstwa. Musiałam kłamać, żeby jakoś żyć pomiędzy tymi dwoma światami. Na szczęście pomogli mi dziadkowie, ciocia i wujek. Mogłam przynajmniej z kimś porozmawiać. Jednak byłam chowana pod kloszem i to mi zostanie na całe życie. Dopiero teraz w liceum uczę się tak naprawdę żyć.

  • Gość gość napisał(a) z *.neoplus.adsl.tpnet.pl komentarz datowany na 2016/07/25 17:47:33:

    bardzo cenne i szczere to wasze wpisy a to cenna sprawa (szczerość)
    ja co najwyżej rozmawiam z ŚJ od drugiej strony

    generalnie SJ "wykrzaczają" się na pytaniu ?
    ze sceny z ewangelii co miał na myśli Niewierny Tomasz gdy Pan Jezus mu się okazał (i Apostołom) z ranami na ciele, i powiedział włóż rękę w Mój bok .....
    a Niewierny Tomasz odpowiedział "Pan mój i Bóg Mój" a jak wiadomo SJ nie uznają Jezusa za Boga . . .
    i się tu kończy dyskusja SJ (uciekają) oddalają się...
    ale nie teologie tu chodzi, też widzę że "coś nie tak" z SJ

    niewiele poradzić mogę
    i to co napisze może lakonicznie zabrzmi

    Bóg cie kocha bezwarunkowo ... zwłaszcza z problemami
    przypowieść o zaginionej owcy , np. Przyszedłem zbawić grzeszników

    bądź sobą "to jest to " wypowiedz swoje frustracje Bogu ... to właśnie czynicie
    Bóg cię kocha, . .. kocha twoje "Ja" więc nie tłamś swego "Ja"
    zadawaj pytania, szukaj, bądź szczery . .

    książek wiele jest

    polecam : "Jezus mówi do ciebie" autor : Sara Young

    nie książka ale Łaska Boża ODBUDUJE TWOJE ZRANIONE "Ja"
    najpierw w relacji z Miłosiernym Bogiem , z sobą, i z bliźnimi

    jak trudno "miłować bliźniego jak siebie samego"
    skoro nie kocha się siebie : swojego "Ja"

    ale Łaska Boża czyni cuda. ..




  • Gość Gość napisał(a) z *.agg2.mdn.lmk-mlw.eircom.net komentarz datowany na 2018/04/15 23:30:33:

    sJ-23 bardzo ci dziękuję za twoje wpisy. Ja mam 19l i od urodzenia jestem świadkiem. Właśnie zaszło wiele zmian w moim życiu i zamierzam skończyć z tą organizacją. U mnie jest problem ze moja mama jest bardzo gorliwa a mam już jedna siostrę wykluczona a druga "nieaktywna". Mama mnie utrzymuje i wgl nic nie podejrzewa pod tym względem. Twoje wpisy dodają mi otuchy że to jednak nie jest takie straszne. Na moje szczęście mam wspaniałe przyjaciółki,siostrę i chłopaka "ze świata" którzy zapewniają że mnie przygarną w razie konieczności. Ale nadal mam tak dużo pytań. Jestem zdecydowana ale także niesamowicie ciekawa. Czuje się fałszywie, bo nadal chodzę i zgłaszam się na zebraniach, chodzę do służby. Niedawno temu sprawiało mi to radość i satysfakcję, a teraz czuję się jak amatorska aktorka w teatrze z przestarzałym scenariuszem. Nagle nic nie ma wartości i co chwilę łapie się na kłamstwie mówiąc że wszystko jest ok i po staremu. Nie mam pojęcia jak ja mam się za to zabrać...

Dodaj komentarz

Kalendarz

Czerwiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa