Wpis

niedziela, 31 grudnia 2017

Lustra nie ma. Część 2.

W moim przełyku pojawia się uśmiechnięta buzia nadrukowana na żółtej drażetce.

..................................................................................................................................................................................................................

rugbyincardiff05

Miejsce akcji: Prince of Wales, pub, Cardiff. 

 

Jonatan


W moim przełyku pojawia się uśmiechnięta buzia nadrukowana na żółtej drażetce.

Prince of Wales. Dziwaczne miejsce. Teatr ze stuletnią tradycją, później nightclub, sex Cinema a teraz tani pub z sieci JD Wetherspoon. Kapitalizm kurwa!

Lubię wchłaniać atmosferę dawnych czasów kultury wyższej, piękne zdobienia, ganki, loże, balkony, Na ścianach oryginalne plakaty dawnych przedstawień. Obecnie w fascynującej kombinacji z hałaśliwymi autochtonami wciśniętych w koszulki narodowej drużyny Rubgy. Wszyscy tłuści i wielcy, pochłaniający beer and burger. Wpadnijcie tam na piwo jak będziecie w Cardiff.

  Siedzę sam. Podszyty melancholią obserwuję świat. Spoglądam ukradkiem na kolejne stoliki, zastanawiając się, z kim mógłbym się zaprzyjaźnić a kto jest totalnym ćwokiem. Na razie ćwoki wygrywają. Idę zapalić jointa na zewnątrz. Wracam otumaniony, ale szczęśliwy. Świat nabrał kolorów.

‒ Can I have a dark fruit cider please!

‒ Sorry?

‒ Dark fruit cider. One – pokazuję na palcach. Czyżbym bełkotał? Albo barman specjalnie udaje, ze nie rozumie. Albo.. Dobra nieważne.

 

Mateusz

‒ Pint of Fosters please!

‒ £2.50!

Bezradność. Piątek. Beznadzieja. Ciało jak z waty, a mózg odpuszcza dowodzenie tułowiem. Najwygodniej się położyć i nie ruszać. To przerabiam od miesięcy w domu. Sam. Znacie ten stan? Wszystkie dobre seriale na Netflixie obejrzane. Moment, gdy zewnętrznie trzymasz fason, ale w środku już się nie oszukujesz ‒ rozpadłeś się na drobne kawałki. Nie wiem już jak żyć i co robić. Wszystko straciło sens. Skomleć o pomoc tylko. Ale komu? Tak nisko upadłem, że nie mam z kim iść na piwo. Tylko z Bogiem jeszcze gadam. Może On na mnie wejrzy. Pomocy! Nie wstydzę się Boga. Nigdy! Pomodlę się tu i teraz.

‒ Boże Jehowo, jeśli istniejesz, to pomóż mi teraz, bo bardzo Cię potrzebuję. Nie no, może nie tak. Wiem, że istniejesz. Dlatego modlę się do Ciebie. Nie chce mi się dalej żyć, nie potrafię, nie mogę. Mam dosyć. Wiem, że jesteś. Wiem, że możesz mi pomóc. Jak mi teraz pomożesz, to obiecuję, że będę Ci służył wiernie, będę chodził do służby na przynajmniej 10 godzin w miesiącu i będę chciał znowu zostać starszym. Tylko pomóż mi teraz, bo już nie wiem, co z sobą zrobić. Proszę! Czuję, że już sam nie dam rady. W imię Jezusa Chrystusa Ame..

Nagle! Co jest?

 

 

Jonatan

Siadam w rogu, mętnym wzrokiem wpatruję się w stary plakat przedstawienia o tytule „Human Nature”. Jednocześnie pijąc łapczywie pinta ze zdecydowanie zbyt dużą ilością cukru. Mój mózg chce sobie porozmyślać, a ja nie dostarczam mu ciekawych danych. To się nazywa nuda.  A może to jest samotność? Trochę przegryw siedzieć samemu w pubie.

Czemu to nie rozgrywa się tak jak w filmach; wchodzi facet do baru i zaraz robi się akcja. Po 5 minutowym przemyśleniu barowych scen i związanych z tym zagadek wszechświata, rozglądam się wokół siebie, szukając natchnienia.  Wpadłem w marihuanowy ciąg świadomości.  

Nagle jawi mi się znajoma twarz. Czy na pewno? Czyż to nie ten głosiciel, pan Marynarka?

Sam. Smutny. Ubrany już po cywilnemu. Zamówił piwo, ale nie pije. Siedzi ze zwieszoną głową. Jestem w rubasznym nastroju, a moja pewność siebie sięga stratosfery. Może Bóg ateistów zesłał go do mnie? Podejdę. Komfortu psychicznego w tej sytuacji dodawała mi myśl, że on kiedyś do mnie podszedł pierwszy.

Idę powoli, cichutko po pubowym dywanie. On mnie w ogóle nie widzi. Staję wreszcie metr przed nim, a on dalej zwieszona głowa. W głowie mi się trochę kręci, rzeczywistość jest taka urzekająco nierzeczywista. Nie mogłem się powstrzymać:

‒ Sławcie Jah!! – krzyczę mu do ucha znienacka i walę go mocno w plecy.

‒ EJ??!! Co jest? – podskoczył na krześle barowym, jak na elektrowstrząsach. 

‒ Hahahaa! – prycham ze śmiechu. Nie mogę przestać się śmiać dobre kilkadziesiąt sekund. Zaraz się reflektuję. – Przepraszam Cię. Jonatan jestem. Poznaliśmy się kiedyś. Głosiłeś mi. Nie pamiętasz? Poznał. Jest zaskoczony jak cholera. Wręcz przerażony. Trochę za bardzo. Dziwny typ.

‒ Mateusz. Cześć – podaje mi rękę na tzw. flaka, wierci się na krześle, nie może się odnaleźć w tej sytuacji. – Pamiętam, sorry, ale nie jestem w nastroju – odpowiada wreszcie głosem zbitego psa. W oczach widzę dużo smutku i zrezygnowania. Wygląda to na poważną awarię. Żałuję swojego grubiaństwa.

‒ A co się stało? 

‒ Wiesz co, nie mam ochoty gadać. 

‒ Ej, widzę, że masz problem. Nie znajdziesz lepszej osoby do pogadania tutaj niż ja. Chyba nie będziesz się zwierzał walijskiemu schabowi opętanemu przez rugby?

 

Mateusz


Wystraszył mnie! Z początku go nie poznałem. Boże..  Dlaczego on? Czy to jest odpowiedź na modlitwę? Niemożliwe. Nie, na pewno nie. To przypadek.

 Whatever.. Fuck it.. Lepszy on od spędzenia godzin samotnie w barze, bojąc się odezwać do kogokolwiek.

‒ Dobra dawaj na górę, stawiam drinka – doszło do mnie.

‒ W sumie, czemu nie – odpowiadam głosem, którego sam nie poznaję. Dźwigam swoje zdrętwiałe stresem ciało. Czy ruszyłbym się gdybym był sam?

Wchodzimy na pierwsze piętro dawnego teatru. Wielkie okna, zachęcają do gapienia, widokiem Cardiff szykującego się do piątkowej nocy.

‒ Ale mamy szczęście stolik przy samej szybie wolny! Wiesz, uwielbiam tu siedzieć, mogę patrzeć na tych tam wszystkich i myśleć, kto kim jest. Wtedy nie muszę myśleć o sobie.

‒ Ja też – tylko tyle z siebie wydobyłem. Co jest ze mną.. Opanuj się. Mam dużo do powiedzenia, ale nie wiem, co mówić. Siadam powoli i ostrożnie.

‒ Dobra Ty! Uprawiamy small talk, czy może zechcesz od razu powiedzieć, dlaczego wyglądasz jakbyś miał się zamiar powiesić? – mówi do mnie śmiało.

‒ Bo mam się zamiar powiesić  – odpowiadam bez namysłu.

‒ O kurwa! Serio? – jego twarz przybiera pozę powagi.

‒ Serio – potwierdzam i dodaję do tego poważną minę i ton głosu.

‒ O kurwa.. Skoczę do baru po whisky.. – powiedział wyraźnie zakłopotany.

Jakie to polskie. Nie sądzicie? W przetrawienie każdego poważnego problemu musi być zaangażowany alkohol. Jak gdyby najebanie się w czymkolwiek pomagało.

W tym momencie stan depresji napawa mnie paradoksalnym rozluźnieniem. Człowiek na dnie jest wolny, nic nie musi. Tak jak wariat. Mój problem jednak nie polega na tym, że coś muszę, ale na tym, że nic mi się nie chce i nic nie ma dla mnie sensu.

Taki niezdefiniowany ten Jonatan. Poważny z twarzy, a zachowuje się i ubiera jak jakiś pętak. Koszulka z wielką czaszką. Dziwne obcisłe jeansy. Po co chce ze mną gadać? Ja jestem teraz chodzące zero, nie przedstawiam dla nikogo żadnej wartości, nawet dla siebie.

Rozglądam się. Chłopak z dziewczyną przy sąsiednim stoliku nawiązali długotrwałą łączność ze swoimi ekranami. Dalej, na skórzanych kanapach „chubby girls” rozpoczynają „hen party”. Wszystkie przebrane za różowe diabełki z ogonkami, rogami i widłami. Słodko szczebioczą. A tylko ja smutny, bezwładny w środku. 

 

 

 4376350_3a7df6dc_1

 

Jonatan

 

W co ja się wpakowałem? To wariat. A mogłem zostać w domu i obejrzeć reżyserską wersję „Blade Runnera”. Jaki ten los nieodpowiedzialny.. Powierza mnie, naćpanemu misję ratowniczą załamanego „jehowego”..

Wracam z długiej wycieczki do baru. Pan Marynarka (już zapomniałem jak ma na imię) gapi się bezmyślnie w okno. Kładę na stoliku dwa podwójne Jacki.

‒ Pewnie masz mnie za wariata? –  odwrócił się nagle i powiedział powoli i niepewnie, patrząc się na mnie uważnie.

‒ Nie no co Ty! – ubrałem słowa w jak najbardziej wiarygodny i przymilny ton, przez co brzmiały jeszcze bardziej sztucznie – każdemu może zdarzyć się dołek. Powiedz lepiej, co się stało?  Kobieta tak? – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, mówiąc ten klasyczny tekst filmowych barmanów.

‒ Też – odpowiedział żwawiej, ale uśmiechu nie odwzajemnił.

‒ Hmm gdzieś czytałem, że głównym powodem samobójstw jest trudna sytuacja finansowa ‒  Kurcze co ja gadam.

‒ No nie, to chyba nie to. Ale sorry, że jestem statystycznie nieadekwatny.

‒ Ależ nie ma problemu, to nawet lepiej.

 

Mateusz

 

‒ No to, dlaczego o tym myślisz w ogóle? – doszedł do mnie jego głos.

‒ O czym? – pytam rutynowo, dla zyskania czasu.

‒ No jak to, o czym?

‒ A co to ma być? Spowiedź księdza Robaka? – chciałem żeby zabrzmiało to sympatycznie i żartobliwie, ale wyszło tak jak się czułem, czyli nerwowo. Czy naprawdę rozmawiamy o moim samobójstwie? ‒ Ok dobra – odpowiadam powoli ‒ skoro mój stan jest widoczny gołym okiem, to nie ma sensu zaprzeczać. ‒ Tylko nie wiem, od czego zacząć – mówię cicho.

‒ Zacznij od momentu, w którym zaczęło się wszystko pieprzyć ‒ spojrzał na mnie uważnie i wypił prawie całego drinka na raz.

‒ To właściwie od zawsze, tylko ja tego nie widziałem. Przyjechaliśmy do UK z 8 lat temu. W Polsce bez perspektyw. Załapałem się na program Tesco: praca w Wielkiej Brytanii. Ja dumny mgr zarządzania, świetnie nadałem się do wykładania chipsów na półki. Upokarzające, ale co tam, funt po 7 zł. Miałem zresztą dobre towarzystwo, na mrożonkach prawnik, marchewki wykładał filolog angielski. Przepracowałem tam kilka lat. Od razu po przyjeździe zapisaliśmy się do tutejszego zboru Świadków Jehowy. Później zmieniłem pracę na strażnika ochrony w Mariott Hotel. Poprawiło się nam. Mamy córeczkę. Kupiliśmy mieszkanie na kredyt. Wydawało mi się, że jest dobrze.

‒ No i co się stało?

‒ No, więc po dłuższym pobycie straciłem dobre samopoczucie. Brakuje przyjaciół, jestem wyobcowany. Wkoło mnie sami tubylcy, którzy żyją na zupełnie innym poziomie i stanie umysłu. Nie rozumieją mnie, nie interesuję ich. Czułem się nieudacznikiem, pariasem, planktonem. Nie pasowałem. A za to Agnieszka odnalazła się w tym kolorowym i niby beztroskim miejscu bez problemu. Włączyła się w pracę zboru, a ja rypałem po nocach i brałem nadgodziny, bo płacą 3 funty więcej. Powoli zamykałem się na świat. Liczyłem tylko funty na koncie. Logowałem się na stronę banku i sprawdzałem ile mam. Obsesyjnie. Codziennie. I liczyłem. Chyba podświadomie chciałem przez pieniądze zyskać szacunek. Bo nie było mnie stać, żeby pójść do wykwintnej restauracji jak lokalsi. Bo ja nawet wolę tanie fish and chips u Hindusa. Ubrania kupuję na eBayu, a zakupy w Aldim, Nie dla mnie Waitrose albo Calvin Klein. Kurwa. Wiem, że to brzmi dziwnie.

‒ Wcale nie. Wiem, o co chodzi. Nie mieliście żadnych znajomych z Polski?

‒ Świadków Jehowy kilku, ale niespecjalnie w moim typie. A inne towarzystwo nam nie odpowiadało. Zresztą wiesz jak jest. Tutaj wszyscy gonią za kasą, jak im jesteś nieprzydatny to nie mają czasu. Dla Walijczyków przez moment byliśmy ciekawym zjawiskiem, później się nami znudzili.

‒ No i co dalej?

‒  Od jakiegoś czasu kręcił się obok Agnieszki niejaki brat John, starszy zboru, umawiał się z nią do służby, uśmiechał i takie tam. Wszystko widziałem, ale do głowy mi nie przyszło, że coś tam ten. Ale najśmieszniejsze w tym wszystkim jest, że to mnie pierwszego wyrzucono od Świadków. A później ich, za rozwód i powtórne małżeństwo. Ale są pewnie na dobrej drodze do powrotu i do szczęśliwego życia. A ja pędzę na motorweju do palnięcia sobie w łeb.

‒ Ale za co Ciebie wyrzucono?

‒ Wiesz może Ci się wyda to głupie. Ale tak jest u Świadków Jehowy. To się nazywa „wykluczenie”, robią ci to, gdy nie spełniasz norm. Moja żona postarała się pokazać mnie w jak najgorszym świetle. Żenujące to było. Mówiła, że pijak jestem, ktoś tam mnie niby widział z papierosem. Zaniosła, mojego laptopa do starszych, gdzie w historii przeglądania, znajdowało się wiele treści tzw. nieodpowiednich

‒ Porno? ‒ uśmiechnął się spolegliwie Jonatan.

‒ No też. Nieodpowiednia muzyka. Nie ukrywam, że kilka randkowych zagadnień itd. Strony szkalujące Świadków. Mieli dość materiału dowodowego. Ta idiotka nawet zaniosła im książki z mojej biblioteczki.

‒ Tak? A jakie? – wyraźnie zaciekawił się Jonatan

‒ Np. Dawkins, i takie tam, ale najbardziej zasmucił ich „Antichrist”, Fryderyka Nietzschego. Kupiłem na wyprzedaży w local library. Przykuła moją uwagę tytułem no i kosztowała tylko 50 pensów.

‒ Czytałeś?

‒ Taaa, trochę tam przejrzałem. Nie porwało mnie. Tytuł przemówił im do wyobraźni. No i mnie wykluczyli za całokształt. Za brak skruchy. Kurwa! To była z jej strony zaplanowana z Johnem kutasem akcja. Nie ujechałem tego. Ci starsi to jego dobrzy znajomi od lat. A ja to obcy, biedny Polonus. Nie miałem szans. A może tak naprawdę zasługiwałem na to wykluczenie.

‒ Człowieku, nikt na takie coś nie zasługuje. To jest patologia ten system.

‒ Nie wiem. Może. Ale fakt jest taki, że się wszystko rozwaliło. Zostawiła mnie żona. Nie mam kontaktu z córką. Nie mam nawet z kim pogadać, bo rodzice i większość przyjaciół oznajmili mi, że dopóki mnie nie przyłączą to nawet przez skype nie można. Ostatnio jestem w takiej depresji, że popełniam pomyłki w pracy i wysłali mnie na przymusowe wakacje. Mieszkanie jest na kredyt i niespecjalnie mnie stać, żeby samemu za nie płacić. To w skrócie tyle, jakbym jeszcze trochę pomyślał to przypomni mi się kilka innych powodów, dla których chcę umrzeć.

‒ Nie no spokojnie. Lepiej pomyślmy o powodach, dla których chciałbyś żyć.

‒ Będzie ciężko. W zborze nikt mnie nie lubi. Przestałem już chodzić na zebrania, to są takie spotkanie religijne, msze. Wiesz jak się traktuje wykluczonych od Świadków?

‒ Coś tam wiem. Nawet ręki nie podadzą.

‒ Idziesz na to zebranie, siadasz z tyłu jak skazaniec i nikt się słowem nie odezwie. Tylko czasem ktoś zerknie z obrzydzeniem. A obok mnie, dawna żona z nowym mężem..

 

Jonatan

 

Po wypiciu kilku następnych kolejek, zaczęliśmy osiągać porozumienie. Poczułem sporą dozę sympatii do Mateusza. W mojej głowie kiełkował plan:

‒ Widziałeś taki film „Knocking on Heavens Door”?

‒ Widziałem. Niemiecki?

‒ Tak! Mam propozycje, coś w stylu tego filmu.  Zamiast się zabijać po prostu się zabawmy. Bez limitów! Zróbmy coś, co zawsze chciałeś zrobić. Nie wiem kurwa, polećmy do Paryża, zwiedźmy opuszczony szpital psychiatryczny, zaatakujmy stojak, wynajmijmy motorówkę, cokolwiek. Skoro i tak masz umrzeć, to przynajmniej zrób coś ze sobą przed śmiercią. Coś ciekawego.

 

Mateusz

 

Jego plan do mnie przemówił. Ale nie ufałem mu. Tak się pojawił bez powodu? Światus. Nie wiadomo z takim. Może mnie chce oszukać?

‒ A Ty, co masz z tego? Też masz zagrożenie życie? – zapytałem prowokacyjnie.

‒ W sumie nie. Ale nuda bywa śmiertelnie niebezpieczna – odpowiedział bardzo poważnie.

 

 Jonatan 

 

Ze wszystkich emocjonujących planów, które w swym szale kreśliłem, Mateusz wybrał ten najłatwiejszy. Chciał iść na clubbing.

 ‒ Ja nie jestem fanem klubów – mówię z niesmakiem – ale specjalnie dla Ciebie pójdę. Tylko na trzeźwy umysł nie dam rady. No i musimy oszukiwać. Nie możemy być polskimi społecznymi pachołkami.

Nieatrakcyjność polskich mężczyzn jest znana w UK, tak jak bigos i kiełbasa. Wolny rynek nie wycenia wysoko polonusów na giełdzie matrymonialnej. To produkt przaśny i pełen kompleksów. Pozamykane w utraconych szansach umysły, nieprzystosowane do kapitalistycznej bezczelności. Bez marketingowej wartości, bez uśmiechu, bez gestu i najczęściej bez kasy.

‒ Mam propozycję; remontuję mieszkanie pewnej nieprzyzwoicie bogatej szui angielskiej. Mam klucze na dwa tygodnie. Rooftop apartment nad rzeką. Piękny widok z tarasu, 3 sypialnie i pełny barek. Możemy być, kim chcemy. Tylko nie sobą. Idziemy kupić fajne ciuchy i bawimy się na ostro.

‒ Wchodzę w to jak w masło – tako rzecze podszyty alkoholem Mateusz.

 

Mateusz

Wydaliśmy kupę kasy w River Island i Top shopie. Raz się żyje. And we look fuckin bussines.

Zacumowaliśmy w klubie „Pryzm”.

Dziewczyna ze srebrnymi włosami. W zwiewnej kreacji. Jej kuszące małe piersi, tylko delikatnie ukryte. Bije od niej tak intensywna woń słodkich perfum, że przez moment tracę przytomność.

Podoba mi się to.

 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
niedziela, 31 grudnia 2017 13:41

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Rei napisał(a) z 85.255.234.* komentarz datowany na 2018/09/01 12:09:44:

    Czytam, czytam i zastanawiam się tylko czy to bardziej biografia czy beletrystyka (chodzi mi tylko o "Lustra")
    Ogólnie Twój blog trochę mnie dziś pochłonął.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/09/03 18:19:30:

    Ponoć zawsze się pisze biograficznie.. Biografii w tym sporo, ale na pewno nie wszystko. Miło mi, że mój blog jest w stanie kogoś pochłonąć. Przyjemnej lektury!!

Dodaj komentarz

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa