Wpis

wtorek, 02 stycznia 2018

Lustra nie ma. Część 3.

‒ Masz smartfona? – zagajam do Mateusza. ‒ Mam – odpowiada z pewną dumą. ‒ To idziemy do kibla.

 .................................................................................................................................................................................................................

26170605_2024398474242910_4683565365222956973_o

Miejsce akcji: Klub "Pryzm", Cardiff.

 

Jonatan

 

‒ Masz smartfona? – zagajam do Mateusza.

‒ Mam – odpowiada z pewną dumą.
 
‒ To idziemy do kibla.
 
‒ Co?
 
‒ Chodź! 

Wpycham go ze mną do kabiny. Trochę się wystraszył gamoń. 

‒ Dawaj telefon! ‒ wysypuję proszek na ekran iPhone’a i wydzielam dwie kreski kartą kredytową Nationwide. Robię rulon z nowego wydanego przez Bank of England plastikowego banknotu 5 funtowego. 

‒ Wciągaj!

‒ Ale ja chyba nie chcę – boi się – to narkotyki. 

‒ Ej Mateuszu! Miałeś iść na całość i spędzić mocny weekend tak? 

‒ No, ale to chyba przesada.
 
‒ Dawaj tam!

 

Mateusz

 

Wychodzimy z kabiny, otwarci na inny świat. Serca biją w rytmie Staying Alive, remixowanego na parkiecie. W mózgu pulsuje niekonwencjonalny zestaw hormonalny.

Zapomniałem o problemach. W głowie zaświtał mi cytat z Marka Aureliusza, który Jonatan wykrzyczał mi do ucha:

„Przypomnij sobie, że nie gnębi ciebie ani przyszłość, ani przeszłość, ale zawsze teraźniejszość”.

Teraźniejszość już mnie nie gnębiła i to było to. Ha ha ha ha Staying alive! Staying alive!

 

 

 

 

Jonatan

 

Dobrze jest odetchnąć i popatrzeć, co się dzieje. Opieram się o ścianę i obserwuję wydarzenia:

 Młody samiec przybrany w swoje najlepsze godowe ciuchy, pragnie pokazać dominację nad innymi osobnikami na parkiecie. Nosi emblematy, które wskazują na to, że jest silny i potrafi zadbać o samicę; zegarek Omega, taki jak miał Bond, kupiony okazyjnie na Ebayu. Złoty łańcuszek, który wcale nie jest złoty, ale dobrze udaje. Gustowna marynarka z wyprzedaży TK Maxx, trochę za mała, ale chuj. Spodnie Versace, zabrane bratu, który jest już na nie za gruby. Rozstawia szeroko ramiona i gestykuluje nadmiernie, myśląc, że to pokazuje jego pewność siebie. Pracuje w branży kanalizacyjnej, a jego codzienne obowiązki to przebijanie się przez wielkie pokłady gówna. Lecz nauczył się o tym nie wspominać.

Na samicę odurzoną bacardi breezerem i przemyconą w torebce wódką wydaje się to działać.  Zbliża się powoli, wypinając delikatnie uda w jego ogólnym kierunku. Samiec jakby przypadkiem, od niechcenia, zatacza w tańcu figury, które zbliżają go do upragnionego celu. Samica nie jest płochą łanią. Nie liczy już na najlepszą zdobycz i wie, że chce dzisiaj kogoś wybrać. Udaje, że jest upper class, akcent szlifuje na Liz Hurley, a tak naprawdę pochodzi z council house. Niezdrową cerę przykrywa potężną warstwą makijażu, braki w inteligencji ogromnym biustem. Jest sekretarką w „local estate agents”. Nie ma kwalifikacji, ale według badań rynku, jej cycki zwiększyły ilość klientów o 18%.  Party girl, wysmarowana samoopalaczem i wygadana. Lubi Calvina Harrisa i programy o gotowaniu, mimo że najczęściej jada fish and chips z serem.

Nagłe natarcie to najlepsza taktyka. Blitzkrieg! Samiec spojrzał jej w oczy szukając zachęty. I znalazł. Jego ręka nie została odrzucona z talii. To ważny dla jego pewności siebie sygnał. Zaczyna wykonywać ruchy płodowe, muskając ją tanecznie genitaliami w szerokim rozkroku. Ona wydaje się być tym zachwycona, pląsa odwłokiem między jego nogami.  Jego rozpostarte dłonie schodzą niżej w celu zapoznania się z jej za dużymi, ale dalej ponętnymi udami. Delikatnie przejeżdża rękoma po ciele. Zaczyna całować po szyi. Samica odwraca się i patrzy mu głęboko w oczy. To ona inicjuje namiętny „french kiss”. Wydaje się, że wszystko zmierza do „full intercourse”.

Samiec bieży do baru, po ostateczne rozwiązanie kwestii miłosnej.

Ruch rozsądny, ale obarczony ryzykiem. Pozostawia zdobycz na pastwę losu. Czy będzie w stanie przepchać się przez tłum przy barze i sprawnie zamówić drinki?

Wtem pojawia się ktoś, kto wybudza mnie z zamyślenia.

Oto Mateusz. Słowiański lover boy.

Bez ceregieli podbija do samicy. Inicjuje klasyczny polski taniec weselny. Ona pobudzona przez poprzedniego śmiałka, chętnie staje do konkurów. Mati zamienia się w polskiego Freda Asteir’a, ona podryguje niczym rusałka. Pięknie razem wyglądają.

Czytała Krystyna Czubówna. 

Odleciałem.

 

Mateusz

 

Jonatan gapił się w parkiet, sącząc zawzięcie piwo. I’ve got the power! Duma mnie rozpiera, podbiłem już do dwóch lasek i nie zostałem odrzucony! Jak na UK to super wynik. Co z tym Jonatanem?

‒ Ej bawimy się? – zagajam.

‒ Daj mi moment, muszę trochę ochłonąć. Ale ty działaj, dobrze Ci idzie – pokiwał głową z uznaniem.

Nie wiem, kurde. Mam go tu zostawić? Chciałem go zmusić do wyjścia na parkiet, ale poczułem, że mi nie wypada. To ja byłem tutaj ofiarą losu, a nie on.

‒  Słuchaj, może to głupie pytanie teraz, ale dlaczego chcesz mi właściwie pomóc? – wszedłem w swoją rolę.

‒ Bo mnie ująłeś tym Nietzschem – spojrzał na mnie jakby łaskawiej.

‒ Co!? Serio?

‒ Nie no co ty.. Fajny chłop jesteś. Lubię Cię! Lubię!!

„Want you to make me feel 
Like I'm the only girl in the world” 

Zawyło na parkiecie, powodując ekstazę wśród uczestników zabawy.

Jonatan, wrócił do głębokiego zamyślenia. Co on wyrabia? Ja nie będę tu tak stał jak cipa przy słupie. Ruszam do akcji.

 

 

Źródło: Maciej Dakowicz, "Cardiff after dark". Więcej: https://www.flickr.com/photos/maciejdakowicz/sets/1391696/

 

 

 Jonatan

 

Mijające mnie osoby, patrzą się dziwnie. Ktoś mnie czasem szturchnie:

‒ All right mate?

‒ Yeah man, cool – odpowiadam nieprzekonująco.

 Koktajl narkotykowy nie zadziałał na mnie najlepiej. Straciłem kontakt z czasem. Ale zacząłem walczyć o nawiązanie łączności z przestrzenią. Wyrywam się powoli z marazmu.

Come on baby I am worth it!! – naparza muzyka. Mój oszołomiony umysł, ledwo rozpoznaje się we własnym ciele. Kto tutaj dowodzi? Resztki kontroli na dnie świadomości. Ale to dalej ja! JA! Pewny siebie i swoich ruchów.

Wiara nadzieja i miłość a z tych wszystkich najważniejsza jest miłość – coś szepce mi w głowie.

‒ Spierdalaj Paweł ty wałachu! – bełkoczę na głos.

Wygląd, seks i pieniądze, a z tych wszystkich najważniejsze są pieniądze.

Dobre! Tylko czy to cyniczne czy prawdziwe? – zastanawiałem się nie potrafiąc określić własnej pozycji światopoglądowej.

Zaprawdę powiadam wam, szukajcie najpierw pieniędzy i sprawiedliwości ich, a cała reszta będzie wam dodana.

Rozsądnie zdecydowałem, że muszę jednak udać się do toiletu. Z kabiny wyszedłem już w o wiele lepszej formie. Serwujący ręczniki i perfumy czarny jegomość, śmiał się w niebogłosy. Kumał, o co chodzi. Nos miałem przypudrowany kokainą. Dałem mu funta. Niech ma.

Gdzie jest Jehowy?

Uj tam z nim. Wbijam się w tłum na parkiecie. Szukam dobrych spotów z dziewczynami. Taktyka próbowania przynosi efekty. Każda próba lepsza jest od żadnej. Śmiało poczynam sobie w tańcu. Jakże pięknie pachną te Walijki.

Młode, ociekające żądzą mego wzroku, cycki. Żądza je uwzniośla. Dopieszcza. Pod jej wpływem pięknieją jakbym miał photoshopa w mózgu.

Nie ma ucieczki przed cyckami.
There's no escape
I can't wait
I need a hit
Toxic!

Na hebanowej skórze, seledynowa, nieskromna sukienka, nieukrywająca krasy przystrojonych w białe majteczki pośladków. Czuję te uda, jak przemieszczają się, lekko muskając moje krocze. Zatracenie.

Ręce też chcą poczuć ten magiczny, pulchny, wodzący na pokuszenie zad.

‒ No, no, no! Don’t! – dobiegło moich uszu. Odwróciła się wymachując palcem wskazującym przed moim nosem. Uśmiech seksownej czarnulki omotał moje neurony i pozostawił odcisk w synapsach. Spowolnił reakcję i udusił błyskotliwość.

‒ You are a really good dancer – krzyknęła mi do ucha.

‒ Really? – tylko tyle zdołałem wykrztusić. Chyba ją pojebało ‒ pomyślałem

‒ Yeah..

‒ I haven’t heard that before

‒ Really?

‒ Yeah.. But you are a great dancer too. And I am sure you have heard that many times –  wydukałem moim twardym, słowiańskim angielskim.

‒ Thanks! I got to go – powiedziała z cudownym brytyjskim akcentem. Dała mi buziaka. I poszła.

A ja wpatrywałem się w mistyczną dupę, która falując oddalała się ode mnie jak we śnie..

‒ Ej!! Co z Tobą? – szturchnął mnie pan Marynarka i zniszczył metafizyczne doznanie – naprawdę niezła! Będzie coś?

‒ Chyba nie.

‒ Chodź na drinka na górę. Poderwałem cztery laski. Ja Mateusz! Do tego one są z UKIP!!

‒ What?

Aha on ma na imię Mateusz

Poczynał sobie. Uwiódł cztery. Nastawiał im drinków za 100 funtów i przekonał, iż jesteśmy właścicielami firmy produkującej przepływowe ogrzewacze wody i właśnie świętujemy podpisanie nowego kontraktu w Cardiff. Zadziałało pięknie.

Poczułem lekkie ukłucie podziwu. To ten sam Mateusz, co przed chwilą był słaby i godny pożałowania? Co za metamorfoza! Muszę się do niego przyzwyczaić. Więcej sympatii czułem do jego wcześniejszej wersji. Czy zaprzyjaźniłem się z nim tylko z litości?

Samcze instynkty dominacji nakazały mi wejść w to, co nagle stało się rywalizacją. Chciałem zaznaczyć swoją ważność. Wkroczyłem w zabawianie czterech lasek na ostro.

W wyniku zmasowanego ataku Jager Bombami, komplementami i kokainową elokwencją – dziewczyny szybko doszły do wniosku, że „some Poles are cool”, że mogą ewentualnie wpaść do naszego apartmentu na drinka i od teraz będą głosować na Corbyna.

 

 

 8537e6eca8bed3fd2c91c5cd2bdd4c81africanamericanartafricanart

 

Mateusz

 

‒ Water heaters people! It is the future!

Jak w transie. Instynkt. Nigdy nie przypuszczałem, że to może się tak łatwo odbywać. Chyba w całym życiu nie byłem tak blisko z tyloma panienkami, co tutaj w ciągu paru godzin. Dopadła mnie refleksja podczas wolnego z Cathy, gdy do jakiejś tam ballady Robby’ego Williamsa, wtuliła się we mnie jak w poduszkę.

Ależ się dobrze czuję.

Ale co ja wyrabiam? Jehowa patrzy..

Nie chcę tego teraz. Chcę żyć.

Trzecia w nocy. Spadamy z klubu przygotować mieszkanie na wizytę naszych nimf. Oczami wyobraźni już widzę, jak wskakuję do łóżka z całą czwórką.

 

 235101500_6d5145bbef_o

 

Jonatan

 

Musieliśmy iść przez Chippy Alley, czyli zakamarek, gdzie masy oszołomionych imprezowiczów wpieprzają frytki polane octem i topiącym się serem. Człowiek brodzi w hałdach plastikowych opakowań porzuconych przez konsumentów. W gęstości jeden na metr sześcienny występuje zjawisko zwane: kompletnie najebany człowiek.

Dziewczyna z uniesionym wysoko nad głowę, pluszowym różowym trójzębem, przykucnięta nad kratą ściekową, wygląda jakby w tajemnym rytuale wzywała Neptuna władcę kanalizacji. A tak naprawdę to wymiotowała zawartość żołądka.

Jej gruba koleżanka, z różowymi rogami na głowie, odpina różowy ogonek, podciąga spodnie i zaczyna sikać na chodnik.

‒ The fuck you’re staring at? – agresywnie syczy kolejny diabełek, walczący o równowagę, przy pomocy kosza na śmieci. ‒ Fuck Off! You Cunts!! Fuck Off!!! – drze się histerycznie, po czym rusza do ataku machając łapami w szamańskim transie.  Bezradna przewraca się na kolana.

‒ Chodźmy stąd – mówię do Mateusza.

‒ Yeah fuckin foreigners! Fuck Off to bloody Romania! – usłyszawszy obcą mowę, pozbierała się i szarżuje na nas na czworaka. Wymachuje pięściami, próbując nas dosięgnąć.

‒ Poland. Bloody Poland – rzekł Mateusz arystokratycznym angielskim. Stojąc nad nią wyprostowany i dumny jak pieprzony Phileas Fogg.

 1

 

Mateusz

 

 ‒ UUU HUUUU! Bloody Poland –  dziewczyna naśladuje sarkastycznie akcent.  ‒ Fuck Off to bloody Poland then!

Jonatan pociągnął mnie za sobą. Oddaliliśmy się nieśpiesznie. Inni świadkowie wydarzenia, zamiast na bandę pijanych diabełków, wydawali się patrzeć na nas jak na odmieńców. Ale dla mnie to żadna nowość. Jestem odmieńcem podwójnym: Świadkiem Jehowy i Polakiem w UK. Bycie odmieńcem to moja prawdziwa natura.

‒ Może ona jednak ma rację Mateusz? – odzywa się Jonatan – może powinieneś wypierdalać do Polski?

‒ Może – kiwam głową i przez moment nawet otrzeźwiałem.

 

9982ae6c31247dc507d22c357dd6765a

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
wtorek, 02 stycznia 2018 23:04

Polecane wpisy

Trackback

Kalendarz

Czerwiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa