Wpis

wtorek, 09 stycznia 2018

Lustra nie ma. Część 4.

Wszystko Jest. Udało się zabawić i nie ponieść za to kary. Życie dalej piękne.

 

.............................................................................................................................................................................................................

aspaceinthecitycenturywharfcardiffbay_030320091403308921

 Miejsce akcji: Apartament, Century Wharf, Cardiff.

 

Jonatan

 

Przez parę minut gorączkowo sprawdzałem kieszenie:

Portfel? Jest. Komórka? Jest. Klucze? O nie.. A nie są.. Uff!!

Wszystko Jest. Udało się zabawić i nie ponieść za to kary. Życie dalej piękne.

Wjechaliśmy windą na ostatnie piętro najwyższego budynku na osiedlu Century Wharf.

‒ O żesz w mordę! ‒ powiedział Mateusz, gdy przekroczył próg.

Rooftop  faktycznie prezentował się wyśmienicie. Trzy bedroomy, ogromny lounge i wspaniały wielki taras, z którego rozpościerał się piękny widok na rzekę i miasto. Zawsze mam ochotę zapalić joincika na tym tarasie. Ale jeszcze nie teraz. Musieliśmy się śpieszyć. Zanim przyjdą dziewczyny należało uprzątnąć narzędzia, powynosić worki z klejem i gipsem, posprzątać. Wszystko wrzuciliśmy do trzeciej sypialni, którą już zacząłem remontować.

Jak tylko skończyliśmy, odezwał się dzwonek. Dziewczyny były veri quick. Tylko dwie. Ale akurat te najładniejsze. Tutaj nie było niezręcznych sytuacji, niedomówień i nieśmiałych podchodów. One były nastawione na rozrywkę. I już w progu drzwi dały nam o tym znać.

Rzuciły się w nasze ramiona.

Mnie przypadła Cathy. Pięknie i często się śmiała, była całkiem zgrabna. A przede wszystkim miała taką pozytywną lekkość bytu. Zaraz po wypaleniu jointa i wypiciu taniego, ale bardzo dobrego wina, kupionego przeze mnie w Calais ‒ znaleźliśmy się w oddzielnych sypialniach. Ja i słodka Cathy w jednej oraz Mateusz i słodka Stacey w drugiej. 

Cipka członkini UKIP pachniała wiosną. Wpatrywałem się w nią jak urzeczony, smakowałem ją powoli, bawiąc się jej oczekiwaniem. Nie była z tych, co leżą usztywnione niezdolne do inicjatywy. Pokazywała mi, czego chce bez cienia zażenowania.

Uśmiech, pewność siebie i autentyczna żądza, którą obdarzyła mnie, skromnego producenta ogrzewaczy przepływowych sprawiły, że wspominam tę noc ze szczerym uśmiechem zadowolenia.

 

Mateusz

 

Obudziłem się w słabej formie. Realność poprzedniej nocy uderzyła mnie mocno w i tak bolącą głowę. Dałem się sprowadzić na tzw. manowce. Czy Jonatan był Diabłem?

Moje złudzenia o powrocie do Świadków, o tym, że gdybym służył gorliwie – to może moja żona by do mnie wróciła ‒ rozpadły się. O zawiedzionych rodzicach myślałem. O Bogu. Przede mną życie upadłe. Czułem się jak szmata. I do tego jeszcze musiałem udawać, że jestem zadowolony przed leżącą ze mną dziewczyną.

Dziewczyny zostały na śniadanie. O ile posiłek o godz 13 można tak nazwać. Jonatan był super wesoły. Zrobił wszystkim jajecznicę. A mnie to wkurwiało. Trzymałem fason. Ale jak tylko wyszły ‒ wylałem swoją frustrację na niego. Wydawał się być zaskoczony i zmartwiony:

‒ Ale co niemoralne? Mieliśmy super czas. Przecież to Ty je poderwałeś! Fajnie było. Obie strony zadowolone. Win Win situation! Nie ma pokrzywdzonych. Moja moralność nie została przekroczona – tak tłumaczył się Jonatan „on the morning  after”.

‒ A moja została. Źle się z tym czuję. To nie jestem ja.

‒ Dlaczego? Coś się stało?

‒ Właśnie nic się nie stało. Całą noc dyskutowałem ze Stacey o niuansach angielskiej kultury, o filmach Kubricka i o problemie imigracji w UK.

‒ Zaskoczyłeś mnie. Nie wyglądała na taką, co fascynuje się Kubrickiem!?

‒ A widzisz she knows. Nie wszyscy są tacy głupi jak myślisz.

‒ A o których? Chyba nie o „Mechanicznej Pomarańczy” albo „Odysei”?

‒ Nie. Bardziej w stronę „Lśnienie” i „Full Metal Jacket”. Ale nie zmieniaj tematu.

‒ Też dobrze. A nie mogłeś przekierować rozmowy na „Eyes Wide Shut”? – powiedział uśmiechając się ironicznie.

‒ Jeśli chodzi ci o seks, to ona bardzo chciała i próbowała.

‒ Czyli coś tam jednak było?

‒ Coś było, ale..

‒ Ale co?

‒ Nic no.. po prostu byłem otumaniony i sprzęt odmówił posłuszeństwa. Nie śmiej się. Po co ja tak gadam? Prawda była inna ‒ opanowało mnie takie poczucie winy i grzechu, iż nie byłem w stanie nic zrobić.

‒ Nie śmieję się.

‒ Z tego to akurat jestem zadowolony. Czułbym się źle, gdybym się z nią przespał.

‒ Jesteś zadowolony, że sprzęt ci nie zadziałał? ‒ Jonatan, kręcił z niedowierzaniem głową.

‒ Nie udawaj, że nie rozumiesz! Ja i tak przekroczyłem granicę. Jestem złym człowiekiem. Jak Ty!

‒ To może Jehowa wywołał awarię sprzętu, żebyś nie nagrzeszył za mocno?

‒ Zamknij się! Przez Ciebie czuję się o wiele gorzej niż wcześniej.

‒ Daj spokój. Po prostu mamy zjazd. Trzeba to przetrwać. Zjemy drugie śniadanie, wypijemy kawę na tarasie – będzie lepiej.

 

Jonatan

 

Mateusz nie wyglądał dobrze. Domyślałem się, o co chodzi. To był dzień, w którym stanął twarzą w twarz z życiem bez Jehowy. To trudny moment. Zarzucił mnie litanią praw moralnych, że wystarczy tylko pożądliwie spojrzeć na niewiastę, że lepiej sobie kamień młyński na szyję zarzucić i takie tam.

‒ Mateusz, mi się naprawdę nie chce w to wchodzić. Te rozważania o tych grzechach, drugich owcach, pokoleniach, zborach w jebanej Antiochii. To jest wszystko bezwartościowa sieczka. Ja i tak w tym za długo siedziałem, nie mam zamiaru się w tym babrać ani chwili dłużej. Szkoda mojej przestrzeni umysłowej do wracania do tego.

‒ Jak to siedziałeś? Jak to wracania? – podejrzliwość uwypukliła się na twarzy Matiego. Oj niedobrze!! Zagalopowałem się i mnie złapał.. Poczułem jak robię się czerwony na twarzy. Chyba lepiej się przyznać niż dalej udawać.  

‒ Wiesz.. hmmm.. ja w sumie też byłem Świadkiem Jehowy – powiedziałem cicho i z lekkim poczuciem winy.

‒ Co? Okłamałeś mnie! – odparł wyraźnie zaskoczony, aż wstał z fotela i patrzył na mnie z niedowierzaniem. Wiedziałem, że źle to przyjmie.

‒ Przepraszam, ale bałem się przyznać – powiedziałem ze skruchą ‒  myślałem, ze może sam się domyślisz. Kto kurwa ma na imię Jonatan?! – dodałem już bardziej buńczucznie.

‒ Nie domyśliłem się. Wierzyłem Ci! Czyli zajebiście! Spędziłem całą noc z wykluczonym odstępcą – ruszył w stronę okna i odwrócił się do mnie plecami.

‒ Nie wiem czy to cię uspokoi, ale ja nie jestem wykluczony – wtrąciłem cicho, z niecelową domieszką kpiny, którą sam rozpoznałem dopiero słysząc brzmienie własnego głosu. Za późno.

‒ Co do cholery!? – znowu spojrzał się na mnie z niedowierzaniem i złością.

‒ No nie jestem po prostu. Zapomnieli o mnie. Przeprowadziłem się do UK i nie mam kontaktu z nimi – mówię usprawiedliwiając się jakbym był czegoś winny.

‒ Jak to możliwe? Przecież Bóg nie da z siebie drwić!?

‒ Widocznie da.

‒ Bluźnisz. Powinienem donieść na Ciebie – no teraz to mnie zdenerwował.

‒ Proszę bardzo. A może ja na Ciebie? Bo mam nadzieję, że dostrzegasz ironię tej sytuacji? Czy to nie ty wczoraj narzekałeś, że mama, tata znajomi nie odzywają się do ciebie? A teraz chcesz donieść Organizacji, która cię wykluczyła, że jeden jej członek nie ostracyzuje Cię dostatecznie mocno? Please! To jakbyś był w Oświęcimiu i poskarżył się komendantowi obozu, że któryś strażnik zbyt delikatnie Cię bił – roześmiałem się głośno i udałem się po e – papierosa, o którym myślałem od samego rana. Kurwa, jak zwykle rozładowany, gdy potrzebuję go najbardziej.

 

 download_4

 

Mateusz

 

Irytował mnie na całej rozpiętości skali. Część mnie chciała stąd wyjść bez słowa. Obrazić się. Ale druga potrzebowała towarzystwa ludzkiego. Postanowiłem zostać. Ale dalej tyrałem go swoim oburzeniem. Po mojej litanii, bez słowa wyszedł na taras. Rozpostarł teatralnie ręce i krzyknął do nieba:

‒ Boże Jehowo! Niech grzechy Mateusza spadną na mnie, a nie na niego. Ja go zwiodłem! Boże!! Mnie ukarz a jemu wybacz!

Osłupiałem. Przez moment nie wiedziałem, czy to na serio. Wątpliwości rozwiała cynicznie uśmiechnięta morda Jonatana:

‒ Zadowolony jesteś? – rzekła.

‒ Daj spokój. Jaja sobie robisz z Boga i z mojej religii. Swojej też – powiedziałem obrażony.

‒ Biorę na siebie Twoje grzechy. Jak Jezus. A ty marudzisz. To ja już nie wiem czy to oznacza, że jestem ten dobry czy ten zły – odpowiedział głupio się śmiejąc.

 

Jonatan

 

Mateusz nie był gotowy na moje żarty i luźne podejście do religii, wiedziałem o tym. Ale nie mogłem się powstrzymać. Świadko – Jehowe  rozterki obrazujące się na jego twarzy powodowały we mnie dziwną wściekłość.

‒ Słuchaj, gramy w otwarte karty. Niech stracę. Pogadajmy o tej zafajdanej religii. Pozwól, że wyrażę swoje zdanie w najprostszej formie, na jaką mnie stać: Sprawa Świadków sprowadza się do jednej podstawowej decyzji, którą powinno się spróbować podjąć. Albo kurwa jesteś gościem, który poddaje się wpływowi innych i podąża ścieżką ściśle wytyczoną przez kogoś. Albo jesteś kimś, kto chce myśleć samodzielnie, kto szuka, próbuje, wytycza własną drogę.

 Spojrzałem na Mateusza. Smutna morda. Nie wyrażał innych emocji. Postanowiłem ciągnąć dalej, bo chyba słuchał:

 ‒ A możesz być, kim chcesz. Chcesz być owcą bądź owcą. Ale jak zaczniesz się zastanawiać się; co to jest owca, co sprawia, że jestem owcą i czy naprawdę chcę być owcą – to przestaniesz być pierdoloną owcą.  

‒ No, ale w ogóle nie dopuszczasz myśli, że to właśnie Organizacja może mieć prawdę. I może nieść szczęście. I może fascynować. Przecież te zasady są mądre i wielu ludzi żyje tam dobrym życiem, odgraniczając się od tego całego syfu, który jest na świecie – powiedział przez zaciśnięte zęby.

‒ Ale Ty mi tu wciskasz wizję, według której jeżeli posłucham się Organizacji to już niedługo będę szczęśliwy jak rodzinka w reklamie płatków śniadaniowych. Naprawdę? A Ty jesteś szczęśliwy?

‒ Nie jestem. Ale to moja wina. Nie posłuchałem zaleceń.

‒ Człowieku! Jakich zaleceń?! To jest właśnie cała perfidia sekciarskiego podejścia do rzeczywistości. Jak jesteś szczęśliwy i wszystko układa się dobrze to dzięki Organizacji. Jak coś się spieprzy to już absolutnie nie wina Organizacji tylko to już wina twoja.

‒ Bo może tak jest.

‒ Tak! Jasne! Żyj sobie w tym perfidnym potrzasku z poczucia winy. Tych rad nie da się wprowadzić w życie! A jak ktoś się napnie i zmusi to kończy ze schizofrenią w głowie. Pierdol to! Stary!! Nic Ci to nie daje oprócz dodatkowego obciążenia, które musisz dźwigać, idąc i tak przez bardzo trudne szlaki życia.

‒ Ok, ja wszystko rozumiem. Ale porozmawiajmy o faktach. Ja wiem, że jestem w czarnej dupie, ale Ty wcale nie wyglądasz na lepszego. Masz wyraźny problem z narkotykami, nie wiesz, dokąd zmierzasz, jesteś generalnie niezadowolony z siebie i tak naprawdę w nic nie wierzysz. Czy to sprawia, że ja chcę być taki jak Ty? Nie za bardzo.

‒ Ale co to ma znaczenie? Nie jesteś mną, masz być sobą. Ja mogę być nieszczęśliwym i niespełnionym człowiekiem i jednocześnie mieć rację, co do Świadków Jehowy. Jedno nie przeczy drugiemu.

‒ Nie przeczy. Ale analogicznie to, że ja jestem nieszczęśliwy to nie znaczy, że Świadkowie to fałszywa religia.

‒ Hmm tu masz rację – nie wiedziałem, co powiedzieć, miałem tylko nadzieję, że e – papieros już się naładował.

images1

 

Mateusz

 

‒ Idę do kibla, zaraz dokończymy – moje słowa zabrzmiały prawie jak groźba.

Stanąłem przed lustrem w łazience. Wylałem na łeb dużo wody. Impulsywnie przecierałem twarz mokrymi rękoma. Ufff lepiej. Spojrzałem sobie głęboko w oczy. Jest dobrze stary. Dajesz radę. Nabrałem jednak trochę pewności siebie! Część mnie czuje się bardzo źle, ale też tam gdzieś w głęboko – zaczynam czuć się dobrze. Nie domyślacie się dlaczego? To przecież jasne. Spojrzałem znowu w lustro, mój filuterny uśmieszek mówił sam za siebie! Tak! To było to. Ależ ja wczoraj sobie poczynałem! Wyrwałem cztery laski! I jedna spędziła ze mną noc!! Nie puknąłem jej. Ale sam fakt, że mogłem – liczy się! Jestem coś warty! Nie jestem stracony! Kobieta nadaje facetowi sens i poczucie wartości.

 Wróciłem z powrotem na taras do Jonatana. Siedział głęboko zamyślony. W ręce trzymał największego e – papierosa, jakiego widziałem w życiu. Wydmuchał z siebie potężną chmurę dymu.

‒ Wow! Palisz to świństwo?

‒ No, lepsze to niż zwykłe fajki.

‒ No nie wiem.

‒ Ale ja wiem. Nie ważne. Coś tam przemyślałeś w łazience?

‒ Tak! Bez religii nie masz kręgosłupa, drogowskazu moralnego i życiowego. Jest po prostu trudniej trzymać się w ryzach.  Tam masz sens, masz cel, wiesz jak do niego zmierzać – mówię super poważnie, mimo iż w łazience myślałem o czymś zgoła przeciwnym.

‒ Trochę racja. Mam pustkę. Mam niespełnienie. Czy to bezpośredni wynik tego, że nie wierzę w Boga? A może to bezpośredni wynik tego, że kiedyś od dziecka, zindoktrynowano mnie, wszczepiono irracjonalną nadzieję i sens.  A wiele lat później gdy odkryłem, że to bujda, to i tak musiałem się mierzyć z potężnym rozczarowaniem. Nie jestem wieczny. Życie nie głębszego sensu i takie tam – odpowiedział, dalej melancholijny i wpatrzony w dal. Próbował znowu zaciągnąć się tą wielką maszyną, ale chyba bateria się wyczerpała. Odłożył ją z rezygnacją na bok.

‒ A jeśli to prawda? Ten sens i ten Bóg? To co? – kuję żelazo póki gorące.

‒ Oż kurwa.. przestań – ruszył się nagle na krześle i sięgnął po plum tomato ‒ to jest demagogia! – powiedział ożywiony i wrzucił pomidora do gęby – wolałbym, aby przez całe dzieciństwo nie prano mi łba słodkimi bajkami o życiu wiecznym. Wtedy mógłbym brać świat, jakim jest. 

‒ Dalej nic nie wiesz o tym, jaki jest świat. Dalej się miotasz.

‒ Tak, ale teraz przynajmniej wiem, że nie wiem.

‒ Tak Ci się tylko wydaje. Świadkowie mogą mieć rację. A Ty się buntujesz bez powodu.

‒ Powiem Ci szczerze, że gdyby to okazało się prawdą – roześmiał się dziwnie, sięgnął po pomidory i zaczął nimi żonglować, nie przestając mówić ‒ i nie wiem, obudziłbym się po śmierci w raju, wśród radosnych chłopków w garniturach to byłbym bardzo zdziwiony. Ale bardziej rozczarowany. Światem. Bogiem. Przede wszystkim Bogiem. Serio! Że można to wszystko tak fatalnie urządzić . Tą całą Biblię napisać tak enigmatycznie, sprawić żeby prawda brzmiała totalnie jak kłamstwo i jeszcze dać ją ogłaszać ludziom, których intelekt nie świeci najjaśniejszym światłem. To byłby okrutny żart. Niegodny najmądrzejszej i najpotężniejszej istoty we wszechświecie – ostatnie zdania wypowiedział bardzo poważnie, patrząc mi się oskarżycielsko w oczy.

‒ Nie zgadzam się z takim punktem widzenia – odpowiedziałem twardo.

‒ Wiem. O wiele za wcześnie dla Ciebie, żebyś się z tym zgodził – powiedział rzucając wysoko do góry małego pomidorka i łapiąc go bezpośrednio do buzi siedząc. Kurcze.. ja nigdy nie potrafiłem tak zrobić, próbowałem dziesiątki razy.

‒ Dobra, nie patronizuj. Denerwuje mnie to – powiedziałem naprawdę zły.

‒ Może jeszcze kawki bracie Mateuszu? – zmienił ton na łagodny i ruszył do kuchni.

‒ A poproszę bracie Jonatanie! – odpowiedziałem w ten sam deseń.

Udobruchał mnie tą kawą. Parzona z super drogiej maszyny, smakowała wyśmienicie. Powoli się uspokajałem.

‒ Ja właściwie nie mam na imię Mateusz. Mało komu to mówię. Mateusz mam na drugie – odezwałem się już kontemplacyjnym tonem.

‒ A jak masz na pierwsze?

‒ Rudolf

‒ Rudolf!? Jak ten renifer?

‒ Tak. Tak jak ten renifer.

‒ Podoba mi się. A czemu używasz Mateusz?

‒ Gdy miałem kilka lat, to rodzice zostali Świadkami. No i Rudolf tak budził niesmak. Więc zaczęli zwracać się do mnie Mateusz.

‒ Ha! Typowe! Ja myślę, że jesteś w momencie granicznym. Coś się zmienia w Twoim życiu. Może powinieneś narodzić się na nowo i zmienić imię. Mogę Ci mówić Rudi?

‒ A wiesz, że to jest dobry pomysł – odpowiedziałem po chwili zastanowienia.

Wziąłem łyka zajebistej kawy i pierwszy raz od dawna spojrzałem z pozytywnym usposobieniem na świat wokół mnie. Wstałem od stołu z kubkiem w ręku i podszedłem na skraj tarasu; malował się przede mną piękny krajobraz miejski. Na rzece Taff zawzięcie wiosłowała para kajakarzy. Chłopak i dziewczyna. Młodzi, wysportowani. Uśmiechnięci. Jakie to fajne! Czemu ja tego nigdy nie zrobiłem?

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
wtorek, 09 stycznia 2018 00:10

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość menetekel napisał(a) z *.dynamic.mnet-online.de komentarz datowany na 2018/01/09 10:45:26:

    Myslalem juz, ze jestes na "rencie". Ale jak raz do Org. wdepniesz, to nawet na rencie nie wymazesz jej z pamieci. Dzieki Ci za oznaki zycia i kreslenia go jakim naprawde jest, bez szminki. Ciekaw jestem dalszych losow Rudiego. Zycze Ci weny i powodzenia na wyspie.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/09 11:02:04:

    Dziękuję bardzo! Renta jeszcze nie dla mnie. Chociaż faktycznie długo nie miałem siły na pisanie w tej tematyce. Jednak tak jak piszesz ciągle coś w głowie siedzi. Ale to chyba będzie w innym stylu niż wcześniej.

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/01/13 12:09:30:

    Oooh, proszę proszę, a jednak wróciłeś. Dawno tu nie zaglądałam myśląc, że rzuciłeś pisanie o śj w pizdu, a tu takiego suprajza mam w Nowym Roku. Fajnie znów Cię czytać po tak długiej przerwie!
    Tak coś przypuszczałam, że musiałeś wyjechać, albo zmienić zajęcie. Twoje teksty jak zwykle czyta się lekko, a teraz są jeszcze bardziej dynamiczne. Widać, że wciąż ten świadkowy mikrokosmos siedzi w Tobie. Jestem ciekawa, co wydarzy się dalej i mam nadzieję, że mogę spodziewać się kontynuacji.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę weny, duuużo weny! c:

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/14 22:05:47:

    Hey Malikra! Dzięki za sympatyczne słowa! To dla mnie zawsze fajna motywacja no i w ogóle miło, że ktoś czyta i nawet ciekawy co będzie dalej. A więc kontynuacja będzie i cały czas się pisze. Myślę, że w ciągu tygodnia coś wrzucę. Dziękuję za życzenia. I wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

Dodaj komentarz

Kalendarz

Czerwiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa