Wpis

wtorek, 23 stycznia 2018

Lustra nie ma. Część 6.

Jakby pokrzepiająca dla nich była myśl, że ktoś jest już tak zryty, że chce się zabić.

.................................................................................................................................................................................................................. 

 

Rudi

 

W czasie mojej depresji zdążyłem zauważyć, że ludzie prawdziwie „żywi” dobrze reagują na takich biedaków jak ja. Na przegrańców. Ze zrozumieniem. Jakby pokrzepiająca dla nich była myśl, że ktoś jest już tak zryty, że chce się zabić. Nadaje to ich egzystencji wartość. Bo z nimi nie jest jeszcze tak źle..

Może to pomysł na biznes? Rozmowy z samobójcą dla poprawienia humoru.

Tak się sam wkręciłem w to samobójstwo, że chyba będę musiał je popełnić, aby nie naruszyć własnej spójności. Wdzięczny byłem Jonatanowi za pomoc. Ale im dłużej o tym myślałem, to nabierałem do siebie szacunku. Ja naprawdę jestem w niezłym bagnie. Zasługuję na współczucie. Niejeden na moim miejscu już by się dawno wyłożył. To, że żyję dalej to sukces. I całkiem dobrze pracuję. To Jonatan mnie powinien być wdzięczny. Że z nim wytrzymuję.

Zacząłem jednak myśleć o tym wszystkim inaczej. Może nie byłem tutaj tak bardzo winny i beznadziejny jak myślałem wcześniej. Przecież faktycznie, robiłem wszystko tak jak należy: pracowałem, utrzymywałem rodzinę, chodziłem na zebrania, chodziłem do służby. I tu nagle klops. Żona (ta szmata) mnie zostawiła. I zakablowała (ta szmata). I tu nagle wszyscy na mnie. Mój tata, że to moja wina, że zawiodłem Jehowę. I nie dał wytłumaczyć, że to zagranica, że bracia tutejsi mnie nie zrozumieli. A on od razu, że jak taką podjęli decyzję, to taka wola Jehowy. I że dla mojego dobra nie może utrzymywać kontaktów. Dla mojego dobra!! To był nokautujący cios. Własny ojciec. Własna mama. Nie mogli się wznieść ponad to? Dla mnie? Jak to jest? Wtedy, gdy ich najbardziej potrzebuję to ich nie ma. Łzy lecą mi po policzkach.

A gdyby tak skoczyć? Prosty ruch ‒ zastanawiałem się, wyglądając z okna położonego na ostatnim piętrze apartamentu.

Nie, nie..

Ale lubiłem tę myśl. Z przyjemnością zboczeńca, smarowałem się nią po całym ciele. Zlizywałem jej, jednocześnie ohydny, jak i przyjemny smak cieknący z gnijącej części mojego mózgu.

 

Jonatan

 

Nie wiem, może to nie jest ważne, ale jest coś takiego w podejściu do samobójców, że nie chcemy ich widzieć, tak naprawdę. Wiemy, że takie zjawisko występuje. Wiemy, że może nas teoretycznie dotknąć. Ale wrzucamy to w szufladkę o nazwie „pomyślę nad tym później”.  Odmawiamy spojrzenia na nich poważnie. Raczej mówi się; „ach zabił się, pewnie był chory albo nieszczęśliwy”. Zdrowy na umyśle samobójca, jest wypryskiem tzw. prawdziwego świata, na tkance naszej iluzji, którą wytworzyliśmy w głowach, aby wstać do pracy kolejny dzień.

W samobójstwie jest dla mnie pociągająca myśl, by okazać światu, taką samą obojętność, jaką świat okazuje mnie. Mieć totalnie wyjebane.

Odpuściłem z psychologiem. Niby źle to wszystko, bo wiem, że Rudi potrzebuje pomocy. Ale kim ja jestem, żeby go zmuszać. Chcę go traktować jak dorosłego, wolnego człowieka, a nie jak kukłę do nadawania kierunku.

Snułem marzenia o wielkiej przyjaźni. W swoim życiu przerobiłem już kilku tzw. najlepszych przyjaciół. Ze trzech, może czterech. Niby fajnie. Ale zawsze kończy się rozczarowaniem. Teraz już nie miewam ‒ ani rozczarowań, ani przyjaciół. Tylko życie takie smutne. Ale o przyjaźni myślę dalej. O osobie, która kuma co gadasz i akceptuje. Ktoś, który jak zobaczy, że dzwonisz to odbierze. I jak powiesz, że chcesz się spotkać to nie powie, że akurat mu coś wypadło.

Z wiekiem człowiek zaczyna mieć po prostu znajomych.  Spotkać się raz na miesiąc albo i rzadziej. Wypić piwo. Pośmiać się. I to wszystko. Raczej nie zwierzaj się ze swoich problemów, nie narzekaj. Nie proś o przysługi. Bo możesz stracić towarzystwo. Oni spotykają się z Tobą, żeby mieć dobry czas, żeby poczuć akceptację, żeby oderwać się od kieratu dnia codziennego.

Teraz pojawił się Rudi. Po paru dniach wspólnej pracy, zaczęliśmy wytwarzać wspólne zwyczaje i rutyny. Za dnia ostro pracowaliśmy, wieczorami piliśmy i ćpaliśmy. Gadaliśmy na różne tematy. Wspominaliśmy czasy Organizacji. Oglądaliśmy filmy, chodziliśmy na fish and chips. Nabraliśmy do siebie szacunku. Dwaj robotnicy, pracujący ramię w ramię to zawsze rodzi przyjaźń. Czy to był teraz mój najlepszy przyjaciel?

 d8279

 

 

 

Rudi

 

Z lenistwa i przez trafik nie chciało nam się jeździć samochodem do Tesco. Obok naszego apartamentu był tylko Waitrose. Po robocie szliśmy tam od razu, po drodze wyrzucając gruz do skipu.

‒ Nie lubię tam wchodzić tak w ciuchach roboczych, to silniejsze ode mnie – zagaduje do mnie Jonatan. Powiedział to w momencie, w którym myślałem o tym samym. Ale nie dałem tego po sobie poznać.

‒ E tam, przesadzasz. Ja to mam gdzieś takie rzeczy‒ powiedziałem śmiało, przekonując tym kłamstwem nawet samego siebie.

 

Jonatan

 

Po obecności Waitrosa rozpoznacie dobre, bogate dzielnice gdziekolwiek w UK. Tam na parkingach stoją drogie samochody, a kasjerzy są extra mili. Przechadzają się tam dobrze ubrani, ładnie pachnący, nadludzie w wykwintnych sweterkach, designerskich okularach i butach Johnston and Martin. Wszystko stonowane, takie z klasą, nie ostentacyjne. 

Jak zwykle wypalałem jointa pod skipem z gruzem, żeby jeszcze uprzyjemnić proces kupowania. Przez to dopadały mnie dziwne przemyślenia;

Oto ja. Polak wykonujący należną mi misję budowlaną na emigracji. Pamiętam swój pierwszy raz, gdy ze świeżo odebranym dyplomem magistra filozofii, zameldowałem się na angielskim placu budowy. Wioząc taczkę z zaprawą, myślałem o apriorycznych właściwościach umysłu. Z zamyślenia budził mnie zwykle łomot piosenek Kylie Minogue unoszący się z przenośnego radia Makity, które włączyli scaffolderzy.

‒ All right? – pytał mnie sympatyczny przygłup Andrew.

‒ Yeah mate! All right! – odpowiadałem entuzjastycznie. Couldnt be fucking better. Boga za nogi trzymam. I am holding God’s legs motherfucker!

Początkowo próbowałem dzielić się zainteresowaniami z moimi serdecznymi przyjaciółmi z budowy. Jakże naiwny byłem. Im Lévi‒Strauss kojarzył się jedynie z jeansami, a Sokrates z brazylijskim piłkarzem. Patrzyli na mnie jak na wariata. Dla nich byłem jakimś wypryskiem natury, elementem nie przynależnym do odpowiedniej szufladki. To był świat hałaśliwych spaślaków bekających, podśpiewując piosenki Rhianny. Na budowie gadało się o piłce nożnej albo o przechodzących dupach. O ile jakikolwiek angielski builder uznał za stosowne zaszczycić Cię rozmową.

I jestem tu kurwa, 10 lat później, w ciuchach roboczych, w spodniach ogrodniczkach, utytłanych w farbie, w śmierdzącej od potu podkoszulce i spracowanych butach.  Snuję się alejkami Waitrosa między tymi eleganckimi, pięknymi ludźmi, którzy wydawali się mnie nie zauważać spod swoich designer okularów. Chodzili  z pełną dumą i gracją. A ja brudas przemykałem pomiędzy alejkami chyłkiem, szukając  produktów z czerwoną naklejką „still fresh” i piwa w promocji.

Niby to zlewałem, ale zawsze jakiś deficyt w głębi duszy był.

Ja należałem do świata Lidla i Aldiego, do świata brudnych kubków po kawie instant parzonej w przyczepie budowlanej. I chuj, że byłem po studiach i mogłem pogadać z przedstawicielami upper class o Degasie i Dostojeswskim..

‒ Ej co z Tobą! Bierzesz te Nachosy?

‒ Tak tak.. – uświadomiłem sobie, że od dobrych paru minut gapię się na półkę z chipsami eee crispsami kurwa.

ad_224104910

 

 

Rudi

 

W telewizji leciało akurat Quantum of Solace. Lubiłem Jamesa Bonda. Od dziecka. Ciekawił mnie już wtedy, gdy rodzice kazali mi wyjść z pokoju, mimo że miałem już 16 lat, a oni dalej uważali, że nie powinienem oglądać takich filmów. Może mieli rację.. ale to dziwne jednak.

‒ Każdy facet chce być Jamesem Bondem – powiedziałem, głęboko w to wierząc.

‒ Każdy facet jest najszczęśliwszy w roli beztroskiego jebaki  – dodał Jonatan.

‒ Bond nie jest taki beztroski, Bond działa dla idei ‒ dodałem z przekonaniem.

‒ A ja myślę, że Bond przemawia do mas przede wszystkim stylem życia; gadżety, samochody, panienki, piękne garnitury.

‒ Bond ratuje świat, walczy z terrorystami ma zasady i moralność.

‒ Please! Bond działa, jako obrońca imperium Brytyjskiego, dawnych kolonizatorów. Bond to obrońca kapitalizmu i zachodniego stylu życia, w którym się świetnie odnajduje.

‒ No tak, ale Bond ma misję, czuje się z nią świetnie, bo poświęca się na rzecz lepszego świata. Ma ciekawą pracę, otoczony jest najnowszą technologią i pięknymi kobietami. Kto by tak nie chciał? Pewnie Ty? ‒ dodał kpiąco.

‒ Nie no. Ja też bym chciał. Ale to nie o to chodzi czy bym chciał czy nie chciał. Wizja systemu w filmach o Bondzie jest mocno lukrowana, żeby nie powiedzieć naiwna. On jest po prostu jak przystojny facet z typowej reklamy samochodów. Elegancki, successful, pewny siebie. Korzysta z najlepszych produktów, jakie oferuje kapitalizm; Martini, Rolex, Aston Martin. A przy tym tępi jakiegoś bardzo złego człowieka, który może zaburzyć ten wspaniały porządek. Albo tych bardzo złych komunistów we wcześniejszych filmach. Podrywa panienki i fajnie, fajnie jest. A nie ma refleksji nad systemem.

‒ No i co z tego? Co masz do systemu?

‒ System ogłupia. Tworzy iluzję. Herosów. Takich jak Bond czy Batman. I faceci porównują się podświadomie z tajemniczym, przystojnym milionerem z zajebistą furą i dziewczyną modelką. I na skutek porównania stają się nieszczęśliwi. Bo mają brzydką żonę, nudną pracę, obskurne mieszkanie i zardzewiałego fiata Punto. Tak jak my. Dwóch roboli ze Wschodu, przygłupów, otumanionych tanimi używkami, oglądający na ekranie jak wygląda prawdziwy mężczyzna. Jak wypadamy w porównaniu z Bondem?

‒ Słabo – przyznałem – ale będę walczył, mnie to motywuje.

‒ No właśnie, o to chodzi. Żebyś chciał więcej, kupował gadżety i bez końca na to zapierdalał.

‒ No to, co mam zrobić?

‒ Nie wiem stary, nie wiem. Ja zamierzam jeszcze zapalić – powiedział sięgając po odgaszonego wcześniej blunta.

 

 

2c79872a000005783264241imagea19_1444260557769

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
wtorek, 23 stycznia 2018 23:37

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/01/24 11:03:15:

    Zanim jebnę komcia właściwego, to jeszcze odniosę się do Twojego poprzedniego.

    Wiesz co, przeważnie prawdą jest, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Im bardziej starasz się komuś pomóc, im lepsze masz chęci, tym bardziej ta osoba pogrąża się sama w sobie. Imho, każdy ma swoją "mapę świata", która obejmuje rzeczy takie jak relacje z ludźmi, to, jak wygląda rzeczywistość, jak powinna wyglądać, jak należy się zachowywać i tak dalej. Ale moja mapa świata i mapa świata innych pełna jest rozbieżności, bo nagle okazuje się, że na to samo zjawisko patrzymy kompletnie inaczej. Z jednej strony go rozumiałam, ale z drugiej - sam wiesz. A co do muzyki, to uważam, że i tak łagodnie pojechałam. W końcu nie pierdolnęłam mu na ryj jakiegoś Burzuma, Borgira, Samaela, czy Vadera.

    Komć właściwy.
    Przede wszystkim serio się cieszę, że publikujesz. Mam tylko nadzieję, że nie męczy Cię jeszcze moja grafomania.
    Podzielam uczucia Jonatana tak bardzo, że jak już wcześniej wspomniałam, czuję się czasami, jakbym czytała własne myśli. Z chęcią pogadałabym z nim o Dostojewskim, Sokratesie i innych fajnych, niedocenianych przez współczesne umysły osobistościach. A samobójcy... mhmm... uwielbiam ich. Może brzmi to dziwnie, ale serio, moim zdaniem świadomy samobójca to człowiek, który się obudził. Myśl o samobójstwie jest kurewsko ekscytująca - to taki moment, w którym możesz powiedzieć światu stanowcze "wypierdalaj". Sama myśl, że jednak masz jeszcze ostatnie słowo do powiedzenia, że, o ironio, nie pozostajesz całkiem bezsilny.
    Świat bywa okrutny, ale człowiek ma skądinąd fajne założenie, że powinien być dobry, sensowny i piękny. Wymyślają religie, odprawiają obrzędy, by wytłumaczyć sobie jakoś bezsens umierania. Gdyż bezsens śmierci oznacza bezsens życia. Mają oczy wpatrzone w horyzont, ciągle chcą więcej, lepiej, zawsze chcą czegoś, czego akurat nie mają.
    A według mnie jest tutaj coś więcej. Ktoś, kto szuka sensu i głębi poza sobą, gówno znajdzie. Sensem całego życia są momenty. Życie przypomina godzinne wchodzenie na górkę i taszczenie nart tylko po to, by w pół minuty z niej zjechać i mieć jak największą frajdę w ciągu tej pół minuty.
    Gdy ludzie rozprawiają o Syzyfie, skupiają się tylko na tym, że koleś musiał non stop wtaszczać ten pierdolony kamień na górę, a on i tak się staczał, i tak w kółko, i tak bez sensu. To uosobienie beznadziei. A czemu nie myślą o tym, że przecież podczas schodzenia z góry odpoczywał? Miał czas poukładać myśli, trochę się odprężyć, znaleźć coś wartościowego. Niezwykłe jest to, że człowieka nigdy nie zadowala to, co ma, choćby o tym marzył przez całe życie.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/01/29 18:28:34:

    Nie nazwałbym Twoich komentarzy grafomanią. Jeżeli ktoś jest tutaj grafomanem to raczej ja :)

    Ciężkiej muzy słuchasz. Też lubię od czasu do czasu. Samael "Passage" to była dobra płyta. Zasłuchiwałem sie tym swego czasu.

    Cieszę się, że ktoś myśli podobnie i do tego ma ochotę pisać i się dzielić. Trudno mi skomentować, bo to są myśli, od których sam nie stronię, i nawet nie wiem co dodać, poza tym, że się zgadzam.

    Z tym mitem Syzyfa to przypomniałaś mi esej Alberta Camus. Zdaje się, że też idziesz w podobną stronę co on. Jego też interesuje Syzyf schodzący z góry, świadomy bezsensowności swojej pracy. Ale paradoksalnie ta świadomość właśnie go uwalnia. Bo on akceptuje bezsensowność. I dzięki temu może zacząć się cieszyć tym co ma. Te kilka chwil spaceru, rozmyślania itd.
    Męczymy się codziennie ileś godzin w pracy, ale w nagrodę możemy się później zrelaksować. I na tym trzeba się skupić, bo tak na dobrą sprawę, chyba nic więcej nie ma. Oprócz szeroko rozumianych: pracy i relaksu, przykrości i przyjemności.

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/01/31 00:09:26:

    Jeśli tak, to grafomań jak najwięcej, bo cierpię na niedostatek dobrych tekstów.

    Ja wiem, czy takiej ciężkiej? Fakt, gustuję w cięższych brzmieniach i w czasach nastoletnich jakoś odnajdywałam obrazoburczą radość w darciu mordy, z którego kompletnie nic nie rozumiałam (musiałam czytać teksty, żeby wiedzieć o czym jest dany kawałek). Nie przeszkadzało mi to jednak naprzemiennie słuchać takiego Samaela z Paganinim, czy tam innym Rachmaninovem. "Passage" to wręcz zajebista płytka, nie tylko dobra. Lubię też "Reign of Light". Obecnie jednak trochę stonowałam. Jak mam coś napisać, albo poprowadzić tęgie rozkminy, to muszę sobie puścić coś klasycznego, jakieś pianino najlepiej. Nie potrafię się już skupić przy takim darciu kopary, jak niegdyś.

    No ba, ja to ogólnie jestem zdziwiona, że znalazłam w gronie ŚJ kogoś takiego, jak Ty. Naprawdę zadziwiające jest to, jak wiele własnych myśli, przekmin i teorii przeczytałam u Ciebie. Zdarzało mi się myśleć, że tylko ja jedna tak postrzegam świat, który Ty opisujesz, a tu proszę.

    O chuj. A myślałam, że byłam pierwsza i że to ja wymyśliłam. Camusa kojarzyłam jedynie z "Dżumy". Sprawdziłam i rzeczywiście jest taka rozprawa.
    W przypadku ludzi przeważnie rzecz ma się inaczej, bo oni zasadniczo nie mają tej wyzwalającej świadomości. Człowiek ze swej natury jest kurewsko roszczeniowy, a to, co posiada, uważa za oczywistość. Potrafi docenić świat, w którym żyje dopiero wtedy, kiedy zacznie mu się zwalać na łeb. Dlatego brak mu syzyfowej świadomości. Nieświadomy Syzyf może doceniłby bardziej swój los, gdyby zamienić go miejscem z Tantalem?

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/02/01 23:42:39:

    Będę grafomanił jeszcze przez jakiś czas, aż mi się domknie ta historia.

    Mam tak samo jeśli chodzi o muzę. Kiedyś dużo ciężarów słuchałem. Teraz czasem wracam. Tak "Passage" to świetna płyta, muszę sobie odświeżyć. Z rzeczy do których wracam to na pewno "Rage Against the Machine" - energia i gniew w ich kawałkach to jest coś nie do podrobienia.

    Ponoć my, ludzie, nie jestesmy wcale tak wyjątkowi jak nam się wydaje. I często bardzo prywatne i osobiste rozkminy okazują się charakteryzować wielu. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jest mi bardzo miło, że ktoś potrafi utożsamić się z moim "modelem" rozmyślań.

    Z Tantalem to chyba nikt by się nie chciał zamienić. Ja bym wolał umrzeć. Ale myśl o czymś takim faktycznie pozwala docenić co się ma. To prawda, jesteśmy strasznie rozpieszczeni w naszym zachodnim świecie. Mało co nas cieszy, a byle co czyni nas nieszczęśliwymi.

    Co do Camusa, to polecam bardzo, krótką książeczkę pt. "Obcy". Bardzo niepokojąca lektura. Nie wiem dlaczego, tego się nie czyta w szkołach, jako lekturę zamiast tej strasznie długiej i trudnej do zrozumienia Dżumy.

Dodaj komentarz

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa