Wpis

środa, 31 stycznia 2018

Lustra nie ma. Część 7.

Z problemów to jedynie był taki, że skończyła mi się marihuana.

................................................................................................................................................................................................................. 

 

Jonatan

 

Robota szła bardzo dobrze. Szef zadowolony. Dwie sypialnie zrobione na gotowo. Jedziemy dzisiaj  z living roomem. Niedługo przyjeżdża Krzysztof i weźmie się za kafelkowanie łazienek. Nie mogę się już doczekać momentu, gdy dostanę kasę za robotę i będę mógł wyruszyć w podróż. Jeszcze tylko nie wiem gdzie.

Z problemów to jedynie był taki, że skończyła mi się marihuana. A internetowe zamówienie przez Dream Market na Torze, jeszcze nie doszło.

Tymczasem trzeba było jechać do Wickesa po materiały budowlane.

Czekałem w korku na światłach. Zobaczyłem ją już z daleka, blondynka, gdzieś ponad 30, jedzie na vintagowym rowerze. Lubię popatrzeć na dziewczyny. Nie patrzę na nią pożądliwie (jak Jezus zabronił), ona ma w sobie coś innego. Jedzie na tym rowerze i się uśmiecha. Do siebie. Nie przestaje. Było coś zachwycającego w tym widoku. Szczęśliwa osoba. Czerpiąca błogość z własnych myśli. Rozmarzona. Może zakochana. Przejechała tuż przed moim autem, prawie uderzając w sygnalizator świetlny. Jakby nie wiedziała gdzie jest i dokąd zmierza.

 

Rudi

 

Odpowiedzią na Twoje pytanie jest: nie wiem ‒ beztrosko mówi Jonatan.

­­‒­­­ Nie wiem? ‒ powtarzam rozczarowany.

‒ Tak. Nie wiem. Zwykłe nie wiem. Piękny stan, który przez wszystkowiedzących religiantów został ujęty, jako jakaś skaza. A „nie wiem” jest piękne. Tajemnicze. Uczciwe. Odarliście je z wzniosłości. Z „nie wiem” uczyniliście zarzut. Bo wy wszystko niby wiecie. A jak się wie wszystko to się traci zachwyt i ciekawość.

‒ Ale to życie bez sensu. Nachapać się i umrzeć. Naprawdę tak nisko się cenisz?

‒ To nie ma nic wspólnego z wyceną, to ma wszystko wspólnego z racjonalną oceną aktualnej wiedzy i z wygodą oraz higieną życia. Po prostu żyj na luzie, realizuj się w normach, które aktualnie obowiązują, twórz cele na podstawie tego, kim aktualnie jesteś. I tyle.

‒ No ale jak żyć ze świadomością, że wszystko w co wierzysz i według czego żyjesz może być błędem?

‒ Wspaniale. Na serio. Mam spokój duszy. Nie mam potrzeby angażowania się całym sobą w dyskusje. Nie mam prawdy, za którą chciałbym wydrapać komuś oczy. Żyję z dnia na dzień.  Skupiam się na tym, co działa.

‒ Ok, brzmi w porządku. Ale świat działa inaczej. To się wszystko porusza za pomocą fanatyzmu i absolutnych żądz. To, że Ty i może wielu innych myśli inaczej to nic nie zmienia. Większość jest inna. I mówię nie tylko o religii.

‒ Masz rację. Dlatego wszyscy musimy złagodnieć. Nosić w sobie pokorę.

‒ Łatwo powiedzieć. Nie wierzę Ci, że tak wspaniale się czujesz z tą pustką.

‒ Wspaniale to może nie. Staram się o tym nie myśleć. Jak każesz się komuś zastanowić nad tym czy jest szczęśliwy, to zawsze znajdzie coś, co sprawi, że przestanie być szczęśliwym. Dlatego lepiej się nie zastanawiać. 

‒Tak te Twoje wzniosłe recepty, w starciu z praktyką życia nadają się tylko do podtarcia sobie tyłka. Religia daje Ci sprawdzone i pewne metody, od tysięcy lat.

‒ Sprawdzone i pewne? Czyli tak jak zwykle; ludzie upierający się przy swoim aż do posrania; czyli wojna na miotacze ognia przy śniadaniach, nienawistne dyskusje w debatach politycznych i naloty bombowe w telewizji. Zobacz to na przykładzie jednostki, którą jesteś Ty. Spędziliśmy bardzo fajny weekend, a Tobie coś nie pozwalało się nim cieszyć prawda?

‒ No trochę tak było ‒ przyznałem bardzo niechętnie.

 4951

 

Jonatan

‒ To było twoje wewnętrzne rozjebanie pomiędzy idealistycznymi wartościami a prostymi ziemskimi potrzebami. Ty się nie zastanawiaj ciągle jak żyć, tylko po prostu żyj. Czy ty musisz mieć jakąś teorię zanim przystąpisz do życia? Skup się na teraźniejszości i bierz to, co Ci życie przynosi. Pojawia się okazja, kierunek to go po prostu obierasz albo nie. I już. Nie ma wielkiej filozofii w tym wszystkim ‒ jak wejdę w rytm dawania rad i motywowania to nie mogę z niego wyjść. Tym bardziej, gdy wygląda, że Rudi tego potrzebuje.

‒ Ale czy nie uważasz, że w tej przestrzeni jest miejsce dla Boga? Że tylko On jest w stanie znaleźć rzeczywiste rozwiązanie ludzkich problemów? Tylko trzeba poczekać ‒ twarz Rudiego nabrała odcienia świętości i ubóstwa.

‒ Nie! Nie..  Absolutnie. Co ty gadasz? Kto chce świata, w którym wszyscy czekają na Jehowę? Ja nienawidzę czekać na cokolwiek! Ja chcę świata, w którym idzie się do przodu i rozwiązuje problemy.  Wszyscy, którzy czekali na Boga to po prostu czekali i umarli ‒ zacząłem wykrzykiwać.

‒ W tak agresywnej formie nie mam ochoty dyskutować. Kpisz ze wszystkich i ze wszystkiego. A może ci, co czekali, obudzą się w raju i zasłużyli swoją postawą na zbawienie - oburzył się Rudi.

‒ Jaasne. Obudzą się w raju – akcentowałem dobitnie sarkazm ‒ luz. Na wszystko możesz znaleźć odpowiedź. Zapytaj tylko sam siebie, czy ta odpowiedź jest racjonalna. Sugerujesz, że całe nasze życie to taki teleturniej pt. „Zasłuż sobie na zbawienie”. Big Brotherem jest Jehowa, prowadzi Jezus Chrystus z Szatanem Diabłem, a publiczność to miriady aniołów?

‒ Bardzo śmieszne. Wyśmiać można wszystko. Dla niektórych to piękne życie i nadzieja. A co ty masz? Masz bezsens ‒ Rudi zaczynał się bardzo denerwować.

‒ Już mnie to męczy Mateusz. Ile razy mam to powtarzać. Ja jestem zadowolony, na tyle ile mogę. Ale ja drogi nie daję. Drogę znajdziesz sobie sam – zaśpiewałem w rytm Krawczykowej piosenki, uświadamiają sobie o wiele za późno, iż jej oryginalny tekst mógłby urazić Rudiego.

‒ No tak – zaczął powoli, chyba podświadomie jednak dostał strzała, bo przygasł ‒ ale już nie mówmy o mnie. Ja mówię o Tobie. Ty nie wiesz nic. Nie wiesz nawet, co jest dobre a co złe. Jak możesz tak żyć?

‒ Kto ci powiedział, że nie wiem? Dobro i zło to sprawy, które wyczuwa się instynktownie. Jest sumienie. Wystarczy, że spojrzę sobie w oczy w lustrze i już wiem jak się czuję z danym czynem.

‒ A co jeśli lustra nie ma?

‒ Jak to nie ma?

‒ No nie ma, no bo z czym się porównujesz patrząc sobie w oczy w lustrze. Z samym sobą. Kto to jest ten w lustrze? On nic nie wie tak samo jak Ty. Możesz właściwie tylko sam siebie oszukiwać. 

‒ W tym przysłowiowym spojrzeniu w lustro, to nie jest tylko dialog z samym sobą. To jest dialog z kulturą, społeczeństwem, w którym zostałeś wychowany. Wyrobiliśmy sobie pewne normy zachowania, które są akceptowalne i które nie są.

‒ No ale w Twoim ujęciu to są normy, to są zachowania, które ewolucyjnie zwiększały zdolność danego społeczeństwa do przetrwania. To nie jest dobro i zło. Prawdziwe dobro i zło możesz zobaczyć tylko poprzez umysł Boga. To jego wartości widzisz we własnych oczach odbitych w lustrze. Niebo gwieździste nade mną..

‒ Tak wiem kurwa – przerwałem mu brutalnie – i prawo moralne we mnie. Każdy podaje ten cytat z Kanta myśli, że to takie fajne i zrozumiałe. Dla mnie nic tam nie ma. Nietzsche mówił, że Kant wyrzucił Boga przez drzwi, ale później wpuścił go oknem. Obsesja na punkcie idealizmu. Same duże słowa; Dobro, Zło, Sprawiedliwość, jeszcze pewnie Miłość zaraz się pojawi. A to wszystko związane ze słowem największym, czyli Bóg. Jak nie ma Boga to nie ma dobra, zła i sprawiedliwości i miłości tej Twojej wielkiej też nie ma. Są tylko zachowania i normy charakterystyczne dla danej kultury. Mnie to nie przeraża.

‒ Nie? Mnie to bardzo przeraża. Nie wyobrażam sobie takiego życia.

‒ Ta pustka daje spokój, bo ja nic nie muszę. Nie mam presji. Nie ma Boga, który by mnie oceniał i wymagał. Nie ma poczucia winy. Tylko czyste istnienie. Bezsensowne, przypadkowe, ale za to moje i mogę je sobie zapełnić, czym mi się tylko wymarzy. Nie mam potrzeby nikogo nawracać, jestem w stanie akceptować wiele odmiennych poglądów i postaw.

‒ Ale moich poglądów nie akceptujesz. Prawda?  ‒ pokręcił głową Rudi.

‒ W jakiś sposób akceptuję. Rozmawiamy.

‒ Ale bądź poważny!! – morda wygięła mu się w pałąk oburzenia ‒  nie wciskaj mi kitu. Please! Weź się przyznaj, że uważasz moje poglądy religijne za bzdurę.

‒ Tak. Uważam twoje poglądy religijne za bzdurę – rozłożyłem ręce w poddańczym geście. – Zadowolony?

 ‒ Czyli jesteś na 100% przekonany, że Świadkowie nie mają racji?

‒ No zależy w czym.. –  zacząłem, ale spojrzałem na jego zniecierpliwioną twarz i na potrzeby tej dyskusji zdecydowałem się skrócić te rozważania. ‒ No ok. Ogólnie mogę tak powiedzieć.

‒ Jak możesz tak bezpośrednio to stwierdzać? Nie masz otwartego umysłu. Przecież świadkowie mogą mieć rację – zaatakował Rudi jednocześnie zadowolony i wkurzony.

‒ A Ty trzymasz otwarty umysł na każdą nawet najbardziej niewiarygodną religię? Co powiesz na kult Kargo? Murzyńskie plemię, które uważa, że samoloty to Bogowie?

‒ No nie no przestań. Przecież tu jest mowa o racjonalnej religii opartej na Biblii.  Nie możesz wykluczać istnienia Boga.

‒ Ja nie wykluczam istnienia Boga, ale nawet jak na potrzeby dyskusji przyjmę istnienie Boga, to od tego Boga do Biblii, a potem do Twojej niby racjonalnej religii jeszcze daleka droga.

‒ Dlaczego niby racjonalnej? Nie możesz się powstrzymać od takich uwag?

‒ No nie mogę. Sorry.

‒ Co może dawać większy sens niż Bóg wszechmogący i jego prawdziwa religia?

‒ Oj Wojtek. Proszę Cię. Mnóstwo rzeczy daje sens. Przyjaźń, miłość, sport, twórczość, kreatywność. Nauka, wiedza. Podróże. Świat pełen jest sensów i pełen jest dróg. Świadkowie nie mają immunitetu na szczęście i sens. Oni tylko próbują wszystkim wmówić, że tak jest, a co za tym idzie ograniczając, wprowadzając podziały i ustawowo zamykając się na tzw. świat. To jest fanatyzm. Szkoda na to czasu.

‒ Ja rozumiem, co do mnie mówisz. Ale masz pretensje do religii, że jest religią.

‒ Religie to jest rodzaj partii politycznych, które spełnienie obietnic wyborczych umiejscawiają w jakiejś formie zaświatów. I weź tu ich kurwa rozlicz. Wierzysz w jakąś partię polityczną bezgranicznie?

‒ Nie.

‒ No widzisz to tak samo nie powinieneś obdarzać wiarą bezgraniczną żadnej religii.

 

Rudi

‒ Będę sobie obdarzał wiarą to, co zechcę ‒ wkurzało mnie lekceważenie Jonatana ‒ to moja sprawa.

‒ A pewno, że Twoja, my tylko rozmawiamy.

‒ Czy moja wiara i przekonania ci przeszkadza?

‒ Nie wiem.. Chyba chodzi o rodzaj tej wiary i o konkretne przekonania. Między wiarą a fanatyzmem jest cienka granica. Człowiek mądry chyba zawsze musi dopuszczać jakieś wątpienie, możliwość pomyłki, gotowość do zmiany zdania.

‒ Skąd wiesz, że ja tak nie mam?

‒ Nie wiem. Kiedy pukałeś do wszystkich drzwi na terenie i przekonywałeś obcych ludzi, że masz dla nich „Prawdę” o świecie, to chyba trudno było wtedy podejrzewać Cię o wątpliwości. Mam nadzieję, że teraz masz.

‒ Ja dużo o tym myślę. Ale musisz zdać sobie sprawę iż to że Tobie się to nie podoba to jeszcze nic nie znaczy. Zaakceptuj, że dla niektórych to jest piękne życie. Że my się w tym spełniamy, że to nadaje sens i wyjaśnia świat.

‒ No to bardzo ciekawe bo ja na każdym kroku widzę, że świat nie działa według zasad proklamowanych przez Świadków. Rozejrzyj się wokół siebie. Nasz świat działa na zasadzie hierarchiczności i zwierzęcości. Najbogatsze samce, zgarniają najlepsze samice.  Jesteśmy wszyscy jebanymi zwierzami. Odbywającymi tańce godowe. Ssakami, których młode piją mleko z sutków. Wydalamy, jemy, zabijamy, kopulujemy dokładnie tak samo jak reszta zwierząt. Jak można tego nie widzieć? Jak można się nad tym nie zastanowić?

‒ No tak, ale to jest ten stary zły świat, rządzony przez Diabła. W Organizacji jest inaczej, przecież wiesz.

‒ Gówno a nie inaczej. Funkcjonuje to według tych samych praw. Stary, sorry, że to mówię, ale to, że zostawiła Cię żona tez się wpisuje w ten schemat.

‒ Moją żonę zostaw w spokoju!! ‒ poczułem gorąco na twarzy. Tego tematu Jonatan nie powinien tykać.

‒ Ale przykro mi, to niestety prawda - ciagnął beznamiętnie dalej -  z jej punktu widzenia zrobiła logiczną rzecz. Zamieniła Cię na samca, który ma więcej zasobów ‒ dodał cicho.

‒ Pierdol się Kurwa!! ‒ chęć aby wyjebać Jonatanowi w ryj, była coraz trudniejsza do odparcia ‒ ty i te twoje teorie. Ja dalej wierzę w wartości. To, że niektórzy zachowują się jak zwierzęta to nie znaczy, że wszyscy tacy są.

‒ Sam się pierdol! To, że dana teoria, umiejscawia Cię nisko w hierarchii społecznej to nie znaczy, że nie ma w sobie prawdy. Możesz sobie wierzyć, w co chcesz, w ideały, w metafizyczną miłość. Ale spójrzmy prawdzie w oczy. To Ty z tym wszystkim chcesz się zabić, a ja z moim twardym stąpaniem po ziemi – chcę żyć dalej. 

‒ To sobie kurwa żyj dalej! Konsumuj, zezwierzęcaj się, patrz w lustro i bądź zadowolony. Zaćpaj pustkę, przeżryj wyrzuty sumienia i przeruchaj przyzwoitość. Żyj w tym swoim świecie bez dużych liter i bez sensów.

‒ Możesz to ubrać w takie słowa i to spłaszczyć. Ja też mogę powiedzieć, że całe To Twoje Królestwo Boże i nadzieja to zaklinanie rzeczywistości i jeszcze większe ćpanie niż ja uprawiam. Bo Ty kurwa nigdy nie trzeźwiejesz. Masz zaprany mózg na dobre, i to wypranie sprawia Ci przyjemność, bo w Twoim świecie nie jesteś przegrańcem, tylko bojownikiem o prawdę. Jesteś pierdoloną koroną stworzenia, maluczkim, którego pokochał Bóg.

‒ Może tak jest, nie masz prawa się z tego wyśmiewać.

 ‒ Ja właśnie mam prawo wyśmiewać się z czego chcę. To ty masz ograniczenie. Chyba Voltaire powiedział: „Aby dowiedzieć się kto naprawdę Tobą rządzi, sprawdź po prostu kogo nie wolno Ci krytykować”.  

‒ Och jaki Ty jesteś „mundry”. Cytaty na każdą okazję. Tylko dlaczego jesteś zwykłym robolem? ‒ mówiłem najbardziej prowokacyjnym tonem, jaki mogłem z siebie wydobyć.

‒ Oj daj spokój, nie chcę w ten sposób rozmawiać. Ja myślę, że w głębi duszy wiesz, przeczuwasz, że ten cały raj i życie wieczne to pic na wodę. I to wcale nie pokora sprawia, że jesteś Świadkiem Jehowy. Tyko pycha. Ta wasza postawa ludzi, którzy pozjadali wszelkie rozumy i mają odpowiedź na każde pytanie. Bo Bóg ich wybrał. My jesteśmy very special a wy światuski będziecie się smażyć w Armagedonie.

‒ A może jesteśmy. Może to jedyne wyjście. I może trzeba mieć pokorę, żeby zaufać Bogu i Biblii a nie ułomnym ludziom. 

‒ Pokory to wymaga moja postawa, trzeba jej mieć w sobie dużo, aby przyznać, że się można mylić, że się czegoś nie wie, żeby przyznać, iż nie jestem wyjątkowy ani wybrany tylko zwykły, że jestem jak to nazwałeś „zwykłym robolem”.

‒ Taak Ci się wydaje? Czy pokorny człowiek, szczyci się swoją pokorą? To może to Ty sobie wszystko przekręciłeś, co? Nie potrafisz powstrzymać chuci, to wywracasz hierarchię i teraz mówisz, że to wszystko bzdury. A ja wiem, że to nie są bzdury. A ja czuję całym sobą, że Bóg jest. To, że Ty go nie dopuszczasz w imię doczesnej przyjemności to nie znaczy, że go nie ma.

‒ Weź już z tą moją chucią nie przesadzaj. Nie jestem degeneratem. Zresztą pierdol się! Nikt nie będzie mnie znowu wbijał w poczucie winy. Ty też masz św. Mateuszu potrzeby i skądś się one wzięły. Według Twoich teorii to zawdzięczamy je temu samemu Bogu, który jednocześnie karze nas za ich zaspakajanie. To niezwykła perfidia nie? Wierzyć w takie coś, to wręcz największa potwarz, jakiej można się wobec Boga dopuścić. Jeżeli tym prawdziwym Bogiem miałby być ten ksenfobiczny despota z Biblii to ja z powodów czysto moralnych nie chcę w niego wierzyć.

‒ Dobra, skończmy to, bo taka dyskusja do niczego nie prowadzi. Nie chcę z Tobą rozmawiać.

 

Jonatan

Rudi zamaszyście wstał. Nawet nie spojrzał w moim kierunku. Zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Przypierzył tak mocno drzwiami frontowymi, że cały budynek się zatrząsnął. Zostałem sam. I zacząłem się zastanawiać. Czy to ma sens z tym Rudim? Może on jednak powinien być tym Jehowym i już. Mam tylko nadzieję, że nie poszedł się zabić.  

 38988fb11df93bf66dd22e6a46c5c2cdbibletruthjehovahwitness

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
środa, 31 stycznia 2018 22:32

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/02/02 18:34:17:

    Oh, jak domkniesz tę historię, mam nadzieję, że będzie kolejna?

    Swego czasu miałam podobną fazę na kawałek "On Earth". Był czas, że z kompa leciała non stop zapętlona dyskografia Samaela. Także podzielam Twą opinię.

    Prawdę mówiąc mam różne teorie na temat wyjątkowości człowieka i na temat tego, czy w gruncie rzeczy jesteśmy wszyscy ulepieni z tej samej gliny, czy nie. I nie wiem, czy słusznie, ale wydaje mi się to kwestią mocno relatywną. Np. głęboko wierzę, że człowiek jest zepsuty i podły z natury. Że każdy nosi w sobie to samo paskudztwo. Z drugiej, poznałam wielu wspaniałych ludzi. Teoretycznie ciężko to pogodzić, myślę jednak, że tu wchodzi w grę tenże właśnie relatywizm. To chyba trochę tak jak w tej indiańskiej przypowieści o dwóch wilkach. Myślę, że tylko ten, kto znalazł się na jednym skraju może przejść również na drugi - jak wahadło, które mocno wychylone z łatwością przelatuje na drugi kraniec. Przeważnie jednak, co przeraża mnie i boli, głębia intelektualna niektórych osobników - gdybym miała stawiać znak równości pomiędzy nimi, a sobą - jest dla mnie jak strzał w mordę. Nie wiem czy to kwestia pychy, arogancji, albo rozczarowania ludźmi, ale czasami mam wrażenie, że jest pomiędzy mną, a nimi przepaść.

    Niestety to prawda. Nie wiem czy też tak masz, ale zauważam, że często w gorszych momentach, kiedy jest naprawdę chujowo, tak zwane "małe rzeczy" potrafią cieszyć bardziej, niż kiedy jest "chujowo, ale stabilnie".

    A dziękuję za propozycję, na pewno ogarnę jak już skończę "Mądrość psychopatów" Duttona. Rzeczywiście Camusa kojarzy się tylko z "Dżumy", która jakby nie patrzeć, jest lekturą ciężką.

    Co do notki, jak zawsze mam podobne refleksje do Jonatana. Choćby względem "nie wiem", które współcześnie jest synonimem ograniczenia i głupoty. Co do reszty, spotkałam się kiedyś z pewnym cytatem, który nie pamiętam do kogo należał i jak dokładnie szedł, ale zapadł mi w pamięć - jeśli nie potrafisz cieszyć się życiem, które ci dano, to nie zasługujesz na życie wieczne. Koślawa parafraza, ale jakoś tak to było. Pokrótce chodziło o to, że na co komu wieczne życie, skoro nie potrafi wykorzystać doczesnego.
    Koniec końców wydaje mi się też, że w większości Świadkowie powinni sobie zostać w tym swoim mikroklimacie. Właściwie to zależy od odwagi; z tego powodu podziwiam też Ciebie, że mimo wszystko udało Ci się znaleźć własną drogę. Na pewno wiele czynników miało na to wpływ, w tym spory też studia. Większość ŚJ nie wybiera edukacji, a nawet nauki (nie uważam, by edukacja i nauka były tożsame). Mają umysły nastawione na przyjmowanie informacji, a nie na opiniotwórczość, nie na dyskusję i dociekanie. Nie daje się im możliwości stymulowania intelektualnego. W gruncie rzeczy cała ta organizacja jest świetnym narzędziem - zawsze byłam pełna podziwu wobec ich technik manipulacyjnych, umiejętności posługiwania się sofizmatami i administracją. Wielu marketingowców mogłoby się od nich uczyć. I mówię to bez cienia ironii. Z racji na to, że jest to środowisko hermetyczne i w pewnym sensie elitarne (wbrew temu, co ŚJ publicznie twierdzą), jednostka nie ma za bardzo możliwości się wyłamać. A jeśli już, to jest to proces bolesny, powolny i wymagający wielu wyrzeczeń - nie każdy jest gotowy na koszty. Z tego powodu dla niektórych lepiej, żeby już tam sobie chodzili po domach, śpiewali piosenki o Armagedonie i żyli nadzieją na ujeżdżanie żyraf w raju. Tak przynajmniej wynika z moich dotychczasowych obserwacji. Ja z jednej strony kpię z tego wszystkiego podobnie jak Twój Jonatan, a z drugiej rozumiem, współczuję i życzę jak najlepiej.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/02/08 01:00:35:

    Kurcze nie wiem czy będzie kolejna. Mam problem z domknięciem tego. Utknąłem trochę. Ale niedługo wrzucę.

    On Earth było dobre. Mnie najbardziej chwycił kawałek: Liquid Soul Dimension.

    Tak. Też uważam, że człowiek z natury bliższy jestem temu, co nazywamy "złem". Głębia intelektualna - no nie są to najlepsze czasy na takie pojęcia. Jak się zastanawiam nad sobą, to może wydać się dziwne, ale chyba wolę ludzi złych i inteligentnych niż dobrych ale głupich. Często Ci dobrzy ale głupi - robią więcej złych rzeczy niż Ci otwarcie samolubni i hedonistyczni.

    Jeśli chcesz przeczytać coś krótkiego ale bardzo dobrego, to zostaw tego Camusa, chociaż też jest dobry, i przeczytaj pierwszą historyjkę ze zbioru o nazwie "Mur" napisanego przez Jean Paul Sartra. Jak dla mnie to chyba najlepsze short story, które czytałem.

    Trafnie Organizację opisałaś, nic dodać. I dzięki za miłe słowa. Wyjście z tej sekty to naprawdę jest sukces. Jeden z większych w moim życiu. Dlatego tez, ja zazwyczaj próbuję świadków przekonywać, zasiać im jakieś ziarno niepewności. Wychodzę z założenia, że zawsze jest lepiej wiedzieć więcej niż mniej. Chętnie powyciągałbym tych ludzi z ich pieprzonych kokonów. Gdyby to nie było takie trudne albo i niemożliwe w wielu wypadkach niestety. Ale zawsze jak tylko widzę w kimś, choćby ułamek refleksji i samodzielnego myślenia to próbuję.
    Pozdrawiam Cię i dzięki za komentowanie. Dużo to dla mnie znaczy.

  • Gość mucha napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2018/03/18 12:16:11:

    "Religie to jest rodzaj partii politycznych, które spełnienie obietnic wyborczych umiejscawiają w jakiejś formie zaświatów. I weź tu ich kurwa rozlicz."

    Genialne. Nie wiem czy wymyśliłeś to sam; jeżeli tak, to biję pokłony. To porównanie trafia do mózgu lepiej niż 1000 najmądrzejszych słów.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/03/18 14:46:52:

    Dziękuję bardzo. Też mi się to zdanie podoba :) Chyba nawet sam to wymyśliłem. Chociaż nigdy nie można byc pewnym, bo zawsze, nawet podświadomie bazuje się na lekturach i wielu innych rzeczach, które mają wpływ.

Dodaj komentarz

Kalendarz

Październik 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa