Wpis

wtorek, 20 lutego 2018

Lustra nie ma. Część 9.

Jak poczujesz czyjś smród, to zaraz podświadomie tracisz do tej osoby szacunek.

 ...................................................................................................................................................................................

Jonatan

Obudziłem się z lekkim szumem w głowie. Wczoraj zabalowaliśmy bardziej niż zwykle. Umysł zatkany.

W living roomie siedział Rudi z kawą i śniadaniem. Twarz zwieszona nad talerzem. Zauważyłem ze ma na sobie te same wymemłane ciuchy, co wczoraj. Zaduch. Poczułem lekki smrodek jego ciała. Nie lubię czuć innych. Jak poczujesz czyjś smród, to zaraz podświadomie tracisz do tej osoby szacunek. Po wymianie porannych uprzejmości, spontanicznie postanowiłem Rudiego umotywować. 

Mogę dać Ci dobrą radę? – zapytałem.

‒ Nie wiem. Musisz? ‒ wycedził, patrząc na mnie przez wąski lufcik między powiekami.

‒ Muszę ‒ oświadczyłem zdecydowanie.

‒ Noo dobra.. Co to za rada?

‒ Mycie zębów.

‒ Co? Mycie zębów? Super extra rada wujku ‒ odpalił sarkastycznie.

‒ Tak, tak.. Mycie zębów, obowiązkowe. Zanim wyjdziesz rano gdziekolwiek. I zanim położysz się spać i zawsze, kiedy czujesz taką potrzebę. To się tylko wydaje takie banalne.

‒ No wydaje się.. – Rudi przewrócił oczami.

‒ Ale zastanów się nad tym. Ja, choćbym nie wiem jak bardzo był najebany, czy zmęczony to myję zęby przed położeniem się spać. Bo jak się tak napieprzyłeś, że zębów nie jesteś w stanie umyć, to jest początek końca Ciebie, jako człowieka. To jest poważny sygnał. Staczasz się.

‒ Rudi pokiwał obojętnie głową.

‒ I wiesz co mi to uświadamia, jak myję te zęby? ‒ pytam.

‒ Nie, nie wiem. Co ci to uświadamia?

‒ Że to ja jestem ważny. Bo mnie nic nie obchodzi, choćby nie wiadomo, kto na mnie czekał. Nie daję się wciągnąć w panikę. Sama czynność, spojrzenie w lustro ‒ uspokaja mnie. Tym sposobem unikam wielu problemów.

‒ No brawo, brawo ‒ Rudi złośliwie zaczął bić mi oklaski ‒ jestem wzruszony ‒ dodał.

 ‒ No to pięknie. Bo Ty leniwcze wczoraj nie umyłeś zębów, co? Trochę narkotyków i tracisz poczucie własnej przyzwoitości. Myślisz, że to śmieszne z tymi zębami? A to tak ze wszystkim jest. Prosty wybór; albo coś robisz albo nie robisz. Albo myjesz, albo gnijesz. To, co myjesz?

‒ Myję. Będę mył. Mój Ty motywatorze.

‒ Więc zaprawdę powiadam ci: myj zęby a reszta będzie ci dodana!

‒ Dobra, dobra wujku, wszystko będzie dobrze.

 

Rudi

Mimo że wyśmiałem ten jego wykład o zębach, to wieczorem w łazience ‒ szorowałem jak pojebany, co najmniej 10 minut. Gęba parowała mi czystością.

Wysłuchałem wykładu na TEDzie, o facecie, co zaczął brać zimne prysznice codziennie, aby dokonać przemiany. Narodzić się na nowo. Idea przemiany uśmiechała się do mnie. Zmienić imię. Wybielić szaty we krwi Baranka. Przywdziać nową osobowość!

Strumień lodowatej wody z prysznica leciał przede mną. Ja stałem nagi przed kabiną ‒ nie mogłem się zdecydować. No, bo to przecież bez sensu. A może nie?

Przypomniałem sobie matkę. Oznajmiała mi głosem pełnym tzw. życzliwej uprzejmości, że z wielką przykrością, ale po wykluczeniu nasze kontakty muszą się zmienić. Jej jest bardzo przykro. Że zawiodłem. Jehowę. I ją. Matkę..

Nie gadałem z nią od miesięcy.

Kurwa!

Wszedłem jednym śmiałym ruchem pod zimną wodę.

Co robisz tłuku! Krzyczało moje ciało. Ale po 5 sekundach upajałem się moim zwycięstwem. Już nie jest zimno. Pokonałem to! Oto wszystko nowe czynię! To ja! Zmieniony! Narodziłem się ponownie!

Jest nadzieja. Chwycę się jej i nie puszczę. Ten pieprzony ćwok ma rację! Myj zęby a reszta będzie ci dodana. Będę kurwa trenował! Będę miał kasę! Wyprostuję krzywe zęby! Będę zapierdalał i będę miał najpiękniejsze kobiety. Koniec Mateusza fajtłapy.

Śmiałem się do siebie w lustrze, wyszczerzałem zęby i napinałem mięśnie. Ta karykaturalna sytuacja nadawała mi rytu wyjątkowości. Zdawałem sobie sprawę ze śmieszności. Ale miałem to gdzieś. W tym ciele rodzi się nowych duch Kurwa! Ten brzuch będzie miał kaloryfer. Te bicepsy jeszcze pięknie zarysują się w przylegającej do ciała koszulce. A te oczy zabłysną blaskiem pasji i mocy!

 

Jonatan

Nadszedł moment, którego się bałem. Z wakacji wrócił Krzysztof. Musiałem podjechać po niego vanem na przystanek. Z Krzysztofem sprawa była prosta, znaliśmy się już długo. Nie musiałem udawac, że obchodzi mnie jak spędził wakacje. Bo wiedziałem, że koncept wakacji nie występował w jego konstrukcie świata. Krzysztof spędzał wakacje pracując. Wykańczał dom w Polsce budowany metodą gospodarczą od przynajmniej 15 lat.

‒ O pa! Zoba co tam jest! Drabina se leży. Stań no.  – krzyknął tryumfalnie Krzysztof, gdy przejeżdżaliśmy vanem obok skipu.

Stanąłem bez dyskusji. Krzysztof nigdy nie jest bardziej szczęśliwy niż w chwili, gdy uda mu się znaleźć w śmieciach coś dobrego.

‒ prawie dobra, tylko szczebelek dorobić hahaha Biere!!!

Krzysztof nie był specjalnie zadowolony z postępów pracy we flacie. Ale to normalne. Podczas wielu lat pracy z nim, przyzwyczaiłem się, że jest to człowiek, który w swoim repertuarze zachowań, nigdy nie korzystał z możliwości pochwalenia kogoś innego. Bardzo za to lubił, jak się chwaliło jego. Czego mu nie skąpiłem. Szczególnie teraz, gdy musiałem przyznać się do tego, że w naszym remontowym duecie pojawił się Rudi.

Dzyń, dzyń, dzyń – Krzysztof z wielką zawziętością napierdalał łyżeczką o krawędzie kubka, mieszając kawę którą mu przygotowałem. Mało mleka, jeden cukier ‒ tak jak lubi. Częstotliwość  dzwonienia doprowadzała mnie do szału. Krzysztof zamyślił się. Próbował jakoś zagadać, ale nie wiedział za bardzo jak:

‒ Co to jest Jahol? – zapytał, pokazując mi smartfona, którego sobie kupił, ale nie wiedział jak obsługiwać, w związku z tym musiałem mu wszystko wyjaśniać.

‒ Jaki Jahol?

‒ O tu tu ‒ podał mi telefon i pokazał palcem na wyświetloną reklamę Yahoo.

‒ A to nic takiego, reklama.

‒ Aha, reklama. No słuchaj dobra, wzięłeś obcego, nie wiesz skąd i mu płacisz? Przecie sami byśmy ten flat zrobili. Po co się dzielić? Za dużo masz pieniędzy? – tak do mnie gada

‒ Krzysiu, trzeba pomóc też drugim. On jest w kiepskim stanie. Przyda mu się parę dni z nami popracować.

‒ Tylko, żeby pracowity był. I nie zajebał czegoś ‒ powiedział z miną wyrażającą zupełny brak zrozumienia dla moich motywów.

‒ Dobra, ręczę za niego. Jest w porządku.

‒ Mnie się to średnio podoba, no ale jak tam chcesz ‒ powiedział przez zęby, a ja wyczytałem z jego miny, iż podejrzewa mnie o zdradę. To Krzysztof był moim partnerem budowlanym, a teraz ja zepsułem cały układ.

 

Rudi

Cały dzień na słuchawkach „The science of self confidence” Briana Tracy’ego, – zaczyna na mnie naprawdę działać. Ma rację facet, trzeba się szanować. Trzeba wymusić  aby inni szanowali ciebie.

Ja szedłem przez życie jak dokumentny frajer. No fakin respekt for me!! Anywhere. Ciągle muszę wysłuchiwać przemów i rad Jonatana. I jeszcze przyjechał ten wiejski przygłup Krzysztof, i mnie opierdala, że niby źle maluję. Mnie! Dają mnie tylko na wałek i cały dzień macham, a oni sobie bardziej lightowe roboty wykonują. Albo gruz mi każą nosić. Nigdy do niczego nie dojdę w ten sposób.

Zacznę żyć. Niedługo. Zacząłem znowu marzyć. W myślach już wielokrotnie przenalizowałem drogi, które zaprowadzą mnie na szczyty. Jeszcze nie wiem, co wybrać. Mogę zostać programistą Pythona. Albo nauczę się kite surfingu i będę udzielać lekcji na Wyspach Kanaryjskich. Jebać już tą całą religię. Niby wiem, że to prawda. Ale jebać to po stokroć. Będę żył tak jak chcę. Zawsze zdążę się nawrócić przed Armageddonem. Koniec z poniżaniem siebie. Ja chcę coś osiągnąć i być ważnym. Chcę tu i teraz.

Możesz to zrobić! – krzyczę na samego siebie w myślach.

Napinam mięśnie

Jesteś ważny. Nie bój się konfrontacji. Walcz o swoje.

 

Jonatan

Przed domem na ławce siedziała staruszka. Naprawdę stara. Wpatrywała się we mnie, jak kompletowałem narzędzia w samochodzie.

‒ Good Morning! – powiedziałem do niej z uśmiechem i kiwnąłem głową. Ale chyba mnie nie usłyszała, w każdym razie nic się nie zmieniło w jej wyrazie twarzy i spojrzeniu. Nie wiedziałem czy patrzy się na mnie czy w dal. Pewnie jej widzenie dotyczyło jej samej, kontemplowała życie. Może zazdrościła mi, że mogę pracować, a ona już nie. Było w niej coś takiego, że miałem ochotę przysiąść się i porozmawiać.

‒ Ej co z Tobą, dawaj te sprzęty bo parapety trzeba wstawia, kuuurwaa!! Coś siem tak zamyślił? –podszedł do mnie Krzysztof.

Nie ma chuja, nie będę temu troglodycie wyjaśniał, o czym myślę. Jeszcze jakimś nieopatrznym słowem naruszę ekwilibrium jego jestestwa.

‒ jakbym tak wymienił dysze w pistolecie to bym napierdolił zdrowo. By tak dostać robotę od metra to by z 500 zł dnióweczki wyszło, nawet w Polsce – Krzysiu z dumą prezentował, nową końcówkę do spraya.

‒ no tak tak – powiedziałem z zadumą.

‒ wiesz, najlepsze kurwa są takie roboty jak wchodzisz na nowy dom, nowe tynki i napierdalasz od metrów. Wiesz o co chodzi?

‒ jasne Krzysiu wiem. Nowe tynki.

Krzysiu dla zaznaczenia powagi jestestwa, głośno odharknął, po czym zamaszyście splunął na chodnik.

Zasmucało mnie to. Osoba Krzysztofa wprowadziła w nasz już ustalony układ z Rudim obcy element. Skończyły się ambitniejsze rozmowy i refleksje. Krzysiu pracował super, ale na dłuższą metę trudno było z nim wytrzymać. On jest z pokolenia tych, co z dumą mówią, że kupili żonie zmywarkę, aby zaimponować w towarzystwie nowoczesnością i obyciem. Na szczęście wieczorami Krzysiu wychodził spać do domu.

Babcia dalej siedziała, ale odwróciła głowę. Na jej twarzy był tylko smutek z domieszką obrzydzenia. Instynktownie wiedziałem, co myśli; Życie jest krótkie i trzeba z niego korzystać. Nie oglądać się na innych, tylko robić to, co chcemy. Takie rady dają wszyscy starzy ludzie. Tylko nie wiadomo, co z tym robić. Bo i tak żyje się tak jak życie pozwala.

A może nie o to chodzi? Babcia wstała zamaszyście i pokiwała z dezaprobatą głową w moim ogólnym kierunku.

Oh dear oh dear ‒ powiedziała.

 

Rudi

Kończymy living room, zostały jeszcze tyko łazienki i przedpokój. A ja jeszcze nie dostałem kasy! Jonatan mówi, że po robocie zapłacą. Fair Enough! Lepiej żeby zapłacili.

‒ Kupiłem chleb. Wiesz za ile? –za półtora funta! – krzyczy z nieskrywaną dumą ten cały Krzysiu do mnie.

‒ No to nieźle – odpowiadam znudzony

‒ Taki jestem. Nie ma kurwa, co oszczędzać na jedzeniu, chleb to musi być chleb, twardy, ciężki. Nie ta dmuchana wata, co zwykle– gada cały podjarany.

Za pięć minut.

‒ Eeee kurwa to słodkie jest. Weź no zoba, co tu pisze? – biorę od niego ten chleb i czytam:

‒ Ginger Bread. No jest to piernik..

‒ Piernik? ‒ oczy Krzysia zrobiły się okrągłe ze zdziwienia.

‒ No piernik! Skąd ty to wziąłeś? Chyba nie z półki z chlebem?

‒ Na przecenach było..

‒ To chyba nie za 1,5 funta?

‒ No nie! - oburzył się - ja bym nie dał za to półtora funta, to cena wcześniejsza. Ale ja zapłaciłem mniej..


 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
wtorek, 20 lutego 2018 22:13

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/02/24 19:08:36:

    Bardzo mi się spodobał "Mur". Generalnie lubię realistyczne opisy przeżyć ludzi, w sumie to było tym, co mnie ujęło najbardziej. No i zdecydowanie nie nazwałabym tego gniotem c: Jak wspominałam, myślę, że "Kwiaty dla Algernona" przypadną Ci do gustu i jestem ciekawa Twojej opinii. Sądzę także, że to opowiadanie dobrze oddaje temat naszych rozmów.

    Sartre rzeczywiście nie grzeszył urodą, ale miał wiele innych atutów, które pozwoliły mu cieszyć się zainteresowaniem. Weźmy np. takiego kurdupla Tyriona z "Gry o tron" - mimo, iż postać fikcyjna, jest jedną z najbardziej darzonych sympatią wśród fanów.
    W naszym społeczeństwie przeważnie (choć nie zawsze) brzydota idzie w parze z ubóstwem mentalnym. Często właśnie spowodowanym kompleksami.

    Jeśli chodzi o Twój najnowszy wpis, świetnie oddałeś archetyp Polaka za granicą. Szczególnie końcówka z tym chlebem jest genialna, no odjebana w kosmos krótko mówiąc c:

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/03/04 23:43:37:

    Hej! Przeczytałem "Kwiaty" i dobra to rzecz. To takie wprost potwierdzenie tezy, że im głupszy jesteś tym bardziej szczęśliwy. Dobrze się czytało i daje do myślenia.
    Tylko nie było to wcale takie krótkie. Generalnie znalazłem w necie dwie wersje: jedna skrócona tak 40 stron i druga normalna 380 stron. Przeczytałem tą dłuższą. Ale nie żałuję :)

Dodaj komentarz

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa