Wpis

niedziela, 04 marca 2018

Lustra nie ma. Część 10.

Bo to wtedy tax free i wszyscy są zadowoleni. Może oprócz Her Majesty’s Revenue and Customs.

....................................................................................................................................................................................

comment_rrypdAF1LsBxghyhm7ZJWmwW2JlAlEE0w400

 

 

 

Jonatan

 

Łazienka wykafelkowana. Jeszcze jedna, popraweczki i niedługo kończymy. Szef zapłacił za większą część robót. W gotówce. Bo to wtedy tax free i wszyscy są zadowoleni. Może oprócz Her Majesty’s Revenue and Customs.

Koniec dnia. Niedługo łykendzik. I będzie polska impreza na mieście. No i wreszcie Krzysiu sobie poszedł, teraz można spokojnie zapalić i pogadać z Rudim o czymś donioślejszym niż końcówki do sprayów. Jak się już upalę to mi lepiej. Wtedy kocham ludzi, kocham świat. Spojrzałem na niego mentalnie nawet tak łagodniej.

On musiał zauważyć tą moją błogość, bo znowu przy rozmowie na każdy nawet najbardziej odjechany temat dąży do Boga. Jak mnie to irytuje!

Świadek Jehowy, Jehowę wsadza wszędzie. Za każdym rogiem czai się Jehowa. Zanim coś zje, zanim zaśnie i zanim umrze, to zawsze przez ramię zagląda mu Jehowa. I szczerzy zęby w karykaturalnym ostrzeżeniu: Synu ludzki! Rozczarowałeś mnie!

Pamiętam, że za młodu Jehowa psuł mi wiele przyjemności charakterystycznych dla bycia młodym homo sapiensem. Pojawiał się w najmniej odpowiednim momencie. A już mój pierwszy raz z kobietą to w ogóle mi zepsuł. Tak mnie wepchnął w poczucie winy, że prawie chciałem się wieszać. Co ten Jehowa? My best friend.

Wiele bym dał za taki przełącznik, którym można wyłączyć Jehowę. Tak bym pyknął i już. Rudi miałby wolny łeb od tego. Sam bym sobie pstryknął. Ja też ciągle na to cierpię. Od dawna nie wierzę w Jehowę. Ale jemu to nie przeszkadza, on ciągle we mnie wierzy.

Jehowa. Jehova. Dżehowa. Zojgen Jehowas. Skiwtli Jegłowy! Testigos de Jehova! ‒ mówiłem z różnymi akcentami, nieważne który język i tak uruchamiają we mnie zaprogramowany niepokój. Strach!

Spojrzałem na Rudiego, a ten sobie beztrosko zasnął. Zmęczony po robocie biedak.

‒ Jehowa!! – ryknąłem straszliwie głośno.

‒ Co? Kurwa! – wrzasnął przerażony, stając momentalnie na baczność! 

 

Rudi

 

Od słowa do słowa i znowu się zaczęło, ale tym razem ja nie będę grzecznie słuchał rad wielkiego filozofa. Wreszcie ja mu cos wygarnę:

‒ Ale kim Ty kurwa jesteś, żeby mi coś mówić? Osiągnąłeś coś? Możesz się czymś ciekawym pochwalić? Niczym. Daleko ci do tych aktorów, do telewizji, do reklam czy nawet do liderów amerykańskich religii, z których się tak wyśmiewasz. Jesteś tylko kurwa robotnikiem w Anglii. Wyszedłeś z religii i ok. Ale nic ciekawego nie robisz ze swoim życiem. Gdybym ja był na Twoim miejscu to już dawno bym miał sukces.

‒ Ale to jestem ja a nie Ty. Chciałbym sukcesu, chciałbym być kimś więcej. Nie będę pierdolił, że nie. Ale żyję tak jak mogę. Po co mam robić ciągłe porównania i być niezadowolonym? Uwielbiam siebie. Jestem fajny facet. Jestem prawdziwy w tym, co robię. A przede wszystkim jestem wolny. Rozumiesz?

‒ Jesteś sfrustrowanym ćpunem. Bez majątku. Bez rodziny. I bez planu. W porównaniu z przeciętnym człowiekiem tutaj jesteś biedakiem.

‒ Stary, ja nie chcę tak myśleć jak Ty. Czy chodzi o to, żeby jak najwięcej zapierdalać i się nachapać czy też może o to, żeby mieć wyjebane i sobie powoli to sączyć i książki czytać. Nie mam pojęcia! Szczęście trudno się mierzy. To jak z fizykę kwantową, jak zaczniesz się przyglądać własnemu szczęściu to samą obserwacją coś zmieniasz. Szczęście pod mikroskopem znika.

 ‒ Tak tak, uciekaj w te swoje mądrości i przypowieści. Może i masz coś w głowie, ale cały potencjał przetraciłeś w swojej nieudolności i jointach, które ciągle palisz, żeby zapomnieć o tym, jakim jesteś frajerem  ‒ wrzucałem na niego od dłuższego czasu, a on jakby nie reagował. Jeżeli coś, miało go trafić, to właśnie to. I chyba tak się stało, bo zwiesił głową, wyraz twarzy miał pochmurny jak wyłączony telewizor ‒ szczęście to jest wypełnić swój potencjał ‒ kontynuowałem ‒ osiągnąć tyle, ile możesz. Jak najdrożej się sprzedać w tym zjebanym świecie.

‒ Wiesz co, Mateusz… ja to bym raczej wolał się w ogóle nie sprzedać.

‒ Tak jasne, w ogóle nie sprzedać. A jak tutaj zapierdziulasz na remontach to się sprzedajesz czy nie?

‒ To chyba chodzi o coś innego.. Ale wiesz co, robi się dziwna, ta rozmowa ‒ powiedział smutno Jonatan ‒ nie wiem skąd ta agresja? Może jest w tym, co gadasz, trochę prawdy. Ale zwyczajnie przykro mi, że tak mówisz po tym, co dla Ciebie zrobiłem.

‒ Przecież sam chcesz być jak najbliżej prawdy to Ci ją mówię. Może się ogarniesz przez to?

‒ Aha ‒ powiedział nerwowo ‒ to ty wielkodusznie martwisz się o mnie ‒ przeciągnął ostatnie zdanie ‒ jakże szlaaachetnie z Twoje strony. Tak jest łatwiej prawda? Dopieprzyć drugiemu, dzięki temu sam czujesz się lepiej?

‒ O tym, to Ty powinieneś najlepiej wiedzieć! Myj zęby Mateusz! Bo Mateusz jest taki biedny i zagubiony, to przecież mu można. Bo ja powinienem z wdzięcznością przyjmować jakąkolwiek uwagę od ciebie, bo przecież jestem nic nie wartym porzuconym człowiekiem nie? Takich się najbardziej lubi.

‒ Stary! To nie jest tak..

‒ Dobra! Daj spokój wiem jak jest.

‒ Jak jest?

‒ A tak jest, że Tobie właśnie się podoba, mieć takiego zdołowanego kolegę. Pamiętasz? Jak tylko zaczynałem się podnosić, wtedy w dyskotece, wyrwałem te panienki, to widziałem, że było Ci to nie w smak. Bo Mateusz nie jest już taki biedny.

‒ Ej co to za pierdolenie! Starałem się Ci pomóc. Dałem Ci robotę! Spędzam z Tobą czas! A Ty masz pretensje o jakieś niestworzone głupoty?

‒ No tak, jak ja coś mówię to są to głupoty. A jak Ty, to jest to najwyższa mądrość! Nauczaj mistrzu! ‒ krzyczałem kpiarsko ‒  myślisz, ze jak czytasz Żiżka i Nietzschego to wiesz coś więcej o świecie? Całe to napuszenie to tylko element starej jak świat gry. Poczucie hierarchii! Ja jestem lepszy, ty jesteś gorszy.

‒ Wydaje mi się, że to poczucie hierarchii jest silniejsze w Tobie niż we mnie, ja staram się tak nie myśleć o świecie.

‒ Gówno! Potrafisz tylko, w bardziej wyrafinowany sposób objaśnić rozmówcy, że nic nie wiadomo. To cała Twoja wiedza ‒ rzuciłem gniewnie.

‒ Wiesz co? Nie chce mi się tak dyskutować. Dobranoc! ‒ rzucił cicho, wstał z fotela, nie spodziewając się odpowiedzi i jej nie otrzymał.

Zostałem sam w pokoju. Najpierw uczucie, że wreszcie pokazałem, że mam jaja. Potem przychodzi myśl, może mu się należało, ale trochę przesadziłem.  A na koniec, ciągle powtarzające się ukłucie; znowu zrobiłem z siebie kretyna. Ale nie dam tego po sobie poznać choćby nie wiem co.

 

Jonatan

Zawsze po kłótniach na następny dzień staram się za wszelką cenę pokazać, że wszystko jest w porządku. Że się nie obrażam, bo ja jestem przecież wyluzowany człowiek. Mnie nic nie bierze. Ta taktyka nie przyniosła żadnego rozwiązania, bo Rudi zachowywał się jak obrażona szesnastolatka. Nikt ze sobą nie rozmawiał, wszyscy na słuchawkach, wszyscy wsłuchani w audiobooki, oprócz Krzysia, który wsłuchany był w szum maszynki do cięcia płytek.

Powoli zbliżała się pora lunchu.

Najważniejszym sprzętem w angielskiej kuchni są nożyczki. Takie zwykłe. Do otwierania opakowań, ready made food. Do nakłuwania folii dań gotowych do wrzucenia do mikrofalówki na 2 minuty.

I z tych nożyczek przed chwilą skorzystałem, przygotowując pizzę taką „do piekarnika”. Wiem, że syf, ale są chwilę w życiu, gdy nic się nie chce. W ramach zachowania resztek przyzwoitości na pizzę wrzucam własne pomidorki, ser, papryczki, czosnek ‒ wszystko, co mogłem znaleźć. Aby tylko jakieś wartości odżywcze z tego wyciągnąć.

No i jest przerwa. Siedzimy we trzech, wszyscy smutne mordy. Nikt się nie odezwie. Bo nie wiadomo, co mówić. Udają, że obchodzi ich „Antique Roadshow” w telewizji.

‒ Krzysiu, zjesz kawałek pizzy? ‒ zagaiłem. Widziałem jak łapczywie spojrzał, gdy wyjmowałem z piekarnika.

‒ Nie dzięki. Jadłem wcześniej. Muszę dbać o linię ‒ poklepał się po brzuchu.

Wiedziałem, że on chce tą pieprzoną pizzę, tylko nie chce jej, jako przysługę ode mnie, bo w jego umyśle, będzie mi wtedy winny. Albo będzie się bał, że ja pomyślę, że on jest mi winny i o coś go poproszę jeszcze. Postanowiłem zrobić eksperyment.

‒ Hej Krzysiek, no we no zjedz trochę, bo ja całej nie zjem. A przecież nie wyrzucę ‒ dodałem patrząc się w podłogę.

‒ A no to może kawałeczek ‒ zakwilił słodko, zadowolony z takiego postawienia sprawy.

‒ A Ty chcesz Jehowito? ‒ powiedziałem z uśmiechem do naburmuszonego Rudiego.

‒ Nie chcę! ‒ warknął.

‒ No weź, starczy dla wszystkich.

‒ To wyrzuć, jak za dużo ‒ odparł gniewnie Rudi.

‒ No i po co wy się tak kłócita. Mnie tam to wszystko jedno czy to Jehowy, katolik czy nie. Ja tam nic nie mam do nikogo, byle dobry człowiek to był ‒ niespodziewanie w dialog włączył się Krzysiu.

‒ No wiemy, wiemy Krzysiu. Tak powinno być. Ale my nie o to się kłócimy, prawda Rudi? ‒ mrugnąłem do niego.

Jak nie o to! Jak mu ciągle dogadujesz! Ja Jehowych to lubię, bo to porządni ludzie ‒ poklepał Rudiego po plecach ‒ przypomniało mi się, jak raz węgiel wrzucałem do piwnicy ze 4 tony miałem, i tacy chodzili po wsi naszej, młodzi byli. Wody chcieli i pogadać o Bogu. Ja wodę dałem, ale gadać to nie mogłem, bo robota. I oni we dwóch mi pomogli ten węgiel wrzucić. Tacy dobre! I ja na nich nie dam złego słowa powiedzieć ‒ dodał Krzysiu rezolutnie.

 

Rudi

 

Całe zagadki stosunków międzyludzkich, o tym jak wpływać na ludzi można sprowadzić do dwóch prostych rzeczy. Albo podchodzisz ludzi na litość albo wpływasz na nich z pozycji władzy. Chciwość i strach. Dwie emocje rządzące światem. Ludzi pewnych siebie, emocjonalnych przekonanych o własnej wyższości trzeba brać na litość i jednocześnie nie szczędzić pochlebstw. Chciwi atencji, admiracji i potwierdzenia własnej wartości, będą Cię uwielbiać, bo odbijają w Tobie swój własny geniusz.

Osoby zagubione, niepewne siebie, należy stłamsić z pozycji władzy. One boją się kompromitacji, nie są pewne własnej racji. Takim możesz krzyknąć wysoką cenę za usługę, zapłacą bez mrugnięcia okiem. Zagadka polegała tylko na tym, aby wiedzieć, kto jest kto.

Postanowiłem zagłębić sztukę czytania mowy ciała. Będę wyczuwał, kto jest zdenerwowany, kto jest niepewny siebie. A kto myśli, że wygrywa. Życie to pierdolony poker. Oszukuj, tłamś, dziel i rządź.

Jonatan zaproponował wyjście na polską imprezę w sobotę. Zgodziłem się. A jakże, nie będę wybrzydzał. Tylko on mówi, że trzeba tez Krzysiowi zaproponować, bo inaczej się obrazi.

‒ A jak będzie chciał iść z nami? ‒ zapytałem z przestrachem.

‒ Nie będzie chciał. Wyluzuj.

 

Jonatan

 

‒ Jak chcesz to możesz iść z nami? ‒ dodałem cicho jakby od niechcenia, jednocześnie głową wykonując gest przeczący ‒ ale pewnie nie chcesz?

Obaj z Rudim czekaliśmy w wielkim napięciu. Krzysiu popatrzył na nas badawczo i chyba kumał, o co chodzi.

‒ Eeee nie.. to dla was młodych takie imprezy, ja se na weekend skoczę odwiedzić kumpla we Swansea.

‒ A no to jak chcesz ‒ ufff nawet nie próbowałem nic więcej mówić, bo wiedziałem, że nie można ryzykować, bo Krzysiu może zmienić zdanie. A to byłaby porażka. Oczami wyobraźni widziałem, jak wbijamy imprezę w towarzystwie Krzysia, który podryguje na parkiecie z gracją ciężarówki ze żwirem, w tych swoich spodniach podciągniętych za pępek i kraciastej koszuli, pamiętającej ubiegły system.


Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
niedziela, 04 marca 2018 23:36

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/03/06 18:36:25:

    Coś się chyba jebło, bo nie widzę Twojego komentarza w/w wpisie, o ile napisałeś.

    A w odniesieniu do notki. Żywię współczucie zarówno w odniesieniu do Rudiego, jak i Jonatana. Regularnie ogarniam sobie jw.org i powiem Ci, że w żadnej innej religii nie spotkałam tyle literatury skierowanej do wyznawców per se. Tak ogłupiającej literatury. No może Kroniki Długosza też mają niezłe pierdolnięcie, ale kiedy to było, gdy Długosz pisał.
    W każdym razie, język, dobór słów kluczowych, "życiowe" i "naukowe" przykłady, statystyki, obrazki, zdjęcia - to wszystko jest tam idealnie wyważone. To, plus te spotkania w Salach Królestwa, plus głoszenie i cała reszta, to jest Matrix. Świat w świecie. Pamiętam jak z ciekawości poszłam na jedno jehowickie zebranie - pierwsze, co mnie rozjebało, to jakaś spokojna, wręcz relaksacyjna piosenka, kolektywnie śpiewana na stojąco, takim błogim, natchnionym tonem, traktująca o zagładzie świata i "złych" ludzi. No powiem Ci, że to mnie jakoś tak nieźle trzepnęło. I wyobrażam sobie tylko, jak taki repertuar zachowań musi ryć banię, gdy jest wałkowany przez kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat.

    Szczęście, natomiast, jest sposobem odbierania rzeczywistości zależnym od punktu widzenia i siedzenia. Dziecko na wózku inwalidzkim, gdyby miało perspektywę odzyskania władzy w nogach - jakby się czuło, gdyby rzeczywiście ją odzyskało, chociaż na jeden dzień? To paskudne, że właśnie na takich strunach gra ta religia. Mówiąc, że szczęście jest czymś, czego nie można mieć tu i teraz, ale gdzieś tam, kiedyś, może, jeśli zasłużysz. Możesz być robolem w UK i być szczęśliwszym, niż hollywódzki aktor, czy gwiazda rocka. Zresztą, ilu z nich, tych wielkich, którzy osiągnęli sukcesy, wieszało się na klamkach pięciogwiazdkowych, hotelowych kibli? Być może nie mam racji, ale szczęście jest czymś, co może wypłynąć jedynie z wewnątrz. To chyba kwestia doceniania i delektowania się tymi małymi rzeczami, pozornymi pierdołami, których na co dzień zwykliśmy nie dostrzegać. Dla jednego będzie to kasa na lokacie, dla drugiego joint, a dla innego możliwość obudzenia się w ciepłym łóżku w zimowy poranek. To cholernie płynne pojęcie.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/03/06 21:17:44:

    To niezmiernie ciekawe dla mnie czytać Twoją relację z zewnątrz na to szaleństwo. Jak się było w środku, to to wszystko nie wydaje się aż tak dziwne, ale w istocie właśnie jest.

    Dobrze masz rozgryzioną tą religię, ja już od dawna nie jestem w stanie przeczytać nawet zdania od tych "pieszczochów". Ale to też pewnie skutek tego, że w tym siedziałem. Nie jestem w stanie się wobec tego tematu zobojętnić.

    Odpowiedziałem w poprzednim wpisie, nie wiem czy zauważyłaś?

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/03/07 12:15:24:

    O, rzeczywiście! Wczoraj jeszcze mi się nic nie wyświetlało, może miałam problem z przeglądarką.

    Cieszę się, że Ci się podobało. Szczerze, nawet nie wiedziałam, że jest dłuższa wersja! Ja przeczytałam tę na ok. 20 stron (nawet nie na 40). Muszę koniecznie ogarnąć tę dłuższą.

    Tak czy inaczej, czekam na dalsze Twoje relacje. Dzięki, że nadal piszesz c:

Dodaj komentarz

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa