Wpis

piątek, 30 marca 2018

Lustra nie ma. Część 12.

‒ Przez narkotyki do serca mężczyzny - zaśmiewała się

..................................................................................................................................................................................................................focusonwomen 

 

 

 

 Jonatan

Zawiesiła na mnie swoje słodkie spojrzenie, wypuszczając dym z seksownych ust. 

‒ Przez narkotyki do serca mężczyzny ‒  zaśmiewała się ‒ uważaj! ‒ pogroziła mi palcem, jednocześnie otwierając coś w mojej duszy tym jej delikatnym uśmiechem pojawiającym się w kącikach ust.

‒ Od razu wiedziałam, że jesteś w porządku ‒ zmieniła temat błyskawicznie, jak już to zdążyła zrobić wielokrotnie odkąd ją poznałem ‒ od razu wiedziałam, że lubisz weed. Nawet miałam nadzieję, że masz coś przy sobie i że będziemy mogli sobie zapalić na zewnątrz. I tak się stało. A ja to wszystko wiedziałam po paru sekundach. Not bad ha?

‒ Not bad at all. I co jeszcze wiedziałaś? ‒ zapytałem.

‒ Ale nie jesteś pedałem? – zignorowała moje pytanie.

‒ A co wyglądam?

‒ No nie.. ale mieszkacie przecież razem, z tym koleżką?

‒ No mieszkamy, ale nasz związek nie jest oparty na seksie - zaśmiałem się. 

‒ A gdzie mieszkasz?

‒ W centrum przy rzece.

‒ Fiu fiu..  veri veri najs ‒ uśmiechnęła się znacząco.

‒ To nie moje mieszkanie, tylko szefa, robimy tam remont – z jakiegoś powodu, polskiej laski nie chciałem okłamywać. Podobała mi się.

‒ Aha rozumiem – a ja wyczułem lekkie rozczarowanie w jej głosie. Prawda jednak nie popłaca.

‒ Odprowadzisz mnie do mieszkania, nie chcę iść sama przez park?

‒ Jasne.

Ruszyliśmy do niej. Śmialiśmy się z głupot. Jak typowi Polacy kupiliśmy piwo w corner shop i wypiliśmy je w parku. Po drodze obskoczyliśmy wszystkie maszyny do ćwiczeń siłowych tam umieszczone. Na maszynie do wyciskania poziomego w siadzie, pocałowaliśmy się pierwszy raz. I od tej pory ta maszyna od zawsze już kojarzyła mi się z nią.

Nadszedł ten wspaniały moment, gdy rzeczywistość skrzywiła się w stronę dekadenckiego snu. Zmieniające się scenerie: Huśtawka. Ławka. Całowanie. Grzeszna wilgoć. Ścianka wspinaczkowa dla dzieci, którą jakimś cudem sforsowałem bez żadnej kontuzji.

Nagle znalazłem się u niej w pokoju. Rzuciła mnie na łóżko, gestem eksperta rozpięła spodnie, pasek i rozporek.

 ‒ Chcesz? ‒ zapytała, co mój umysł interpretował, jako pytanie retoryczne. Ale żeby nie było wątpliwości wykrzyknąłem kilkukrotnie: Tak chcę! Bardzo chcę!

Zabrała się błyskawicznie do dzieła, co trochę zaczęło mnie dziwić. Od razu fellatio? Bez żadnych wstępów? No ale.. nie byłem w pozycji do narzekań. To jest absolutnie prawdziwy moment szczęścia dla faceta. Gdy ona dotyka jego penisa. Tak dotknij tam. Mocniej.

Była w tym całkiem niezła, bez trudnych do odczucia chwytów zębami, pamiętała o pieszczotach jąder. Jej usta. Jej pasja. Każda upływająca sekunda przynosiła wolno sączącą się przyjemność. Seks jest wspaniały. Zatracenie. A seks po marihuanie jeszcze lepszy.

‒ Powiesz mi kiedy ok? – odezwała się zapobiegawczo. Klimat prysł.

‒ Już już – wyszeptałem po nie mierzalnym dla mnie odcinku czasu.

I wtedy jebudu, moja rozkosz w kroczu i błogość w głowie, zlały się w jedną, nadciągającą eksplozję przyjemności.

A tu flop.

Przestała w najmniej odpowiednim momencie.

Spojrzałem się na nią z wyrzutem, bo mój orgazm nie był tak dobry, jak mógłby być. Ale ona błyskawicznie po moim wytrysku odwraca się. Co robi? Rusza w kierunku umywalki, zamontowanej w jej sypialni (normalna sprawa w UK) i bierze szczoteczkę elektryczną do zębów.

Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda.. ‒ zagrała mi w głowie piosenka.

Marta odwróciła się w stronę lustra i zaczęła szorować zęby..

Tak się zaczyna wielka przygoda..

Doszedłem do siebie w miarę szybko, powycierałem, co trzeba.  A do moich uszu cały czas dobiegało irytujące bzyczenie szczoteczki. Usiadłem na skraju łóżka, czując się jakiś zbędny.  

‒ No sorry ten, ale lubię sobie po tym umyć zaraz zęby ‒ obdarzyła mnie przelotnym spojrzeniem, wypowiadając te słowa.

‒ Oczywiście, to zrozumiałe ‒ odpowiedziałem próbując za wszelką ceną brzmieć normalnie.

Próbowałem skracać dystans, poprzytulać się, ale coraz bardziej jasne stawało się dla mnie, że nic więcej się dzisiaj nie wydarzy.

‒ Wiesz co, ja dzisiaj nie mogę – oświadczyła.

‒ Ok.

Poczułem nagle chęć, żeby wyjść z tego pokoju.

‒ Skoczymy gdzieś na drinka, czy coś?

‒ Nie, wiesz, ja jutro pracuję i muszę być na chodzie ‒ rzuciła od niechcenia. Co mogę więcej? Umysł przetacza tryby po wszelkich dostępnych opcjach i zatrzasnął się na tej, która najbardziej mi spasowała:

‒ No dobra to ja w takim razie uciekam.

Dziwnie w chuj.

Buziak, przytulas, wychodzę, otwieram drzwi i nie wiem, co się tutaj odjebało. Niby czuję się świetnie. Ale trochę to podejrzane. Byłem u niej może pół godziny. Wizyta jak u prostytutki, u której nigdy nie byłem, ale jakbym był to by pewnie było właśnie tak. Czy to miły gest z jej strony? Prezent dla mnie? A może jednak najlepszy sposób do szybkiego spławienia?

Seks z Martą, jakkolwiek go nazwać, był jednak przeciętny. Ale została mi w głowie jej roześmiana twarz, zawadiackie oczy i chęć dokazywania różnego rodzaju figli. No i super się gadało. Marta bardzo dobrze znała Alberta Camus, a nawet zdradzała fascynacje w temacie molekularnej budowy wszechświata. Co nie przeszkodziło jej i tak się mnie zapytać o znak zodiaku. Ach te kobietki, pełne sprzeczności. Bardzo chciałem ją jeszcze zobaczyć.

 

 

Rudi

 

Wracałem do domu smutny. I bezrefleksyjny. Tak po prostu. Niby zawsze się o czymś myśli, ale ja myślałem zupełnie o niczym. Gapiłem się na płyty chodnikowe, które przesuwały się w rytm moich kroków.  

 

 

Jonatan

 

Portfel? Jest. Komórka? Jest. Klucze? Nie ma. Zrobiło mi się ciepło.

Ale ale.. spokój, przecież Rudi brał. Kochany Rudi!

Nastrój lekkości w głowie jeszcze mi nie wyparował.  U pana Hindusa z Indii zakupiłem czteropak Heinekena, bo był w promocji. Fajnie będzie wypić piwko z Rudim. Już myślałem o tym, jaki kit mu wcisnąć.

Dzwonię domofonem. No answer. Może śpi? Przelazłem nieporadnie przez ogrodzenie. Drzwi do naszej klatki często bywają otwarte.

Miałem szczęście.

Wjeżdżam windą na górę.

 

Rudi

 

Wybiegłem z windy. Leciałem jak wiatr. Ręce mi się trzęsły. Szarpałem się z drzwiami.

Nie planowałem tego. Czy ja to naprawdę zrobiłem?

Rzeczywistość zwolniła. Patrzyłem na świat, już zupełnie innymi oczami.

Odkąd zobaczyłem kątem oka, jak Jonatan po wizycie szefa, wkłada kopertę z pieniędzmi do plecaka  ‒ ta myśl lekko przebiegała przez umysł, nigdy nie zatrzymując się na dłużej, tak abym mógł się jej przyjrzeć. Ocenić. Zdecydować. Tak się nią bawiłem tylko. Nigdy nie biorąc na poważnie.

Gdy tylko wszedłem do pustego mieszkania, ona nagle przejęła kontrolę nade mną. Dałem się ponieść jej impulsowi.

Do jego pokoju. Działałem szybko i sprawnie. Jest plecak. Jest koperta! Otworzyłem ją, gruby plik banknotów pachniał wspaniale. Schowałem ją pieczołowicie do kieszeni.

Wszedłem do swojego pokoju i spakowałem powoli wszystko. Analitycznie. Nie można popełnić żadnych błędów.  

Należało mu się. Taki smart ass był. Wywyższał się. Ja całe życie dymany. Poniżany. Już nigdy więcej.  6000 funtów ciążyło w kieszeni i sumieniu. Ale nadało też ostrej jasności. Wreszcie się na coś zdecydowałem. Na coś wymagającego jaj.

Taki wytworzyłem konstrukt świata. Cokolwiek się robi to osobisty konstrukt świata się dostosuje. Coś tam wymyśli. Usprawiedliwi wewnętrznie. I wszystko będzie w porządku.

No i jest. Teraz tylko zniknąć i mnie nie znajdzie. Nie ma szans. Nawet nie wziął numeru ode mnie. Nie zna adresu. Nie wie jak się nazywam. Kurwa wydymałem go! Ja! Ja ten pomiatany frajer.

Wybiegam na ulicę i mam natłok myśli.

Czy to znaczy, że jestem wygrany? Czy tak się czuje człowiek czynu? Powinienem mieć w dupie Jonatana. Jebany chuj! Ateista narkoman. Poderwał mi laskę. Pomiatał mną w robocie.

A jeśli nie? Może to ja.. Jestem ten zły? Pomógł mi.

To przejdzie. Masz kasę!

Choć jeszcze mogę zawrócić..

 

Jonatan

 Nagle przeszło mi przez myśl coś niewiarygodnego. Sam skarciłem się za to. To na pewno moja polska paranoja. Że każdy to złodziej. Polacy nieufni. Ściskają swoje torby w tramwajach. Sprawdzają portfele w kieszeniach. Bo nigdy nie wiadomo. A przecież nie wszyscy tacy są. Ludzie są dobrzy.

Mimo to ruszyłem biegiem z windy do drzwi frontowych.

Nacisnąłem na klamkę.

Otwarte!

Poruszałem się po cichutku, żeby czasem nie obudzić Rudiego. Od razu do mojego pokoju. Tam leżał plecak, w kieszeni którego miałem upchnięte 6000 funtów zaliczki za robotę i zwrotu za materiały od szefa. To pieniądze moje i Krzysztofa. Rudiego w jakiejś części też. Coś kazało mi upewnić się, że ta kasa ciągle tam jest.

 

Rudi

 

Jeszcze mogę to odnieść. Jeszcze nie wrócił do domu.

Nagle impuls. Dlaczego? Nie wiem, co o tym zdecydowało. Chyba nie moja głowa. Tylko ciało. Zatrzymałem się. Zrobiłem nagły zwrot. Wracam!

I to był błąd. Wszedłem prosto pod cicho poruszającą się najnowszą Toyotę Prius.

Pisk. Opon. Uderzenie.

BÓL!

Leciałem. Nieszczęśliwie uderzyłem głową o krawężnik. Poczułem tylko ciepło uwalniające się ze mnie. To takie nierealne. A zarazem takie zwykłe.

Leżałem. I już się nie podniosłem.

 

 Jonatan

 

No i jakby mnie piorun strzelił! Wyrzuciłem wszystko z plecaka.

Nie ma kurwa! Nie ma!

Zapaliłem światło i udałem się do sypialni Rudiego.

Na stoliku klucz, który mu dałem.

Rudiego brak.

Jego rzeczy brak.

Jestem sam w mieszkaniu!

Usiadłem w fotelu. Otworzyłem Heinekena. Smakował obrzydliwie i chciało mi się płakać. Nie. Ja po prostu płakałem. Pierwszy raz od paru lat. Czy płakałem za pieniędzmi, czy też bardziej z poczucia bycia zdradzonym i wzgardzonym? Może dlatego, że lubiłem tego skurwysyna. A on mnie tak..

Nie mam nawet telefonu do niego. Ani facebooka, adresu. Nic. Znałem go nawet nie dwa tygodnie. Poczułem się jak totalny frajer. Jakby cała jego depresja przeszła na mnie. Może on nigdy nie miał depresji? Może mnie rozgrywał po prostu.

Nie dość, że jestem w plecy 6000 funtów to jeszcze będę musiał oddać z własnych Krzysiowi. Postanowiłem od razu, że nie przyznam się. Nie miałem chęci na wysłuchiwanie jego pieprzenia.

Jak to jest gdy ktoś ci ukradnie pieniądze? To tylko kasa! They say. Może i racja. Ale ta kasa to mój czas. To mój wysiłek. To miesiąc zapierdalania. To miesiąc życia. Ukradł mi czas. A czas to jest najcenniejsza rzecz, jaką na tym świecie masz.

A może powinienem się cieszyć? Jeżeli moim celem naprawdę była pomoc Rudiemu, to chyba mi się udało. Zdaje się, że skurwiel otrząsnął się z traumy i wszedł na drogą prowadzącą do zdrowia. Chwycił życie we własne ręce..

Masz okazję? Wykorzystaj ją. Nienawidziłem go. Gdybym go spotkał na ulicy.. O żesz kurwa! Pięści same zaciskały mi się na samą myśl.

Chyba bym go zabił.

Zniszczył moją wiarę w człowieka. Od teraz zastanowię się trzy razy zanim komuś pomogę. Skrzywdził nie tylko mnie. Skrzywdził całe otoczenie wokół mnie. Ja już nikomu nie pożyczę pieniędzy. Nikomu nie zaufam.

Czułem, że się powoli rozpadam.

Chwyciłem się ostatniego jasnego aspektu mojego życia, czyli poznanej niedawno pięknej dziewczyny. Napisałem smsa. Krótko. Nie chciałem dramatyzować, że jej potrzebuję itp. Podziękowałem za spędzony czas i wyraziłem nadzieję, że się szybko zobaczmy. Po paru minutach dostałem odpowiedź:

„Wiesz co? Jednak nie pisz do mnie więcej. Sorry. „

Czasem jeden zły gest, jedno lekceważące zachowanie może być tym, które dobije bliźniego. Przeleje kieliszek. Tak łatwo można się rozwalić.

What reasons do you need to die?

Die! Die! Die!

Zagrał „my mix” na you tube.

Współczesny pułkownik Kurtz, zamiast szeptać złowieszczo przed śmiercią: „horror horror”, wpisze na wallu „pustka pustka” i w trakcie jak będzie umierał to dostanie kilka lajków i uśmieszków.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
piątek, 30 marca 2018 20:46

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/03/31 16:03:06:

    O chuj. Od początku miałam jakieś obiekcje względem Rudiego, ale nie spodziewałam się, że odpierdoli takie kombo. Rozumiem odczucia Jonatana, stracić zaufanie do kogoś bliskiego to przejebana sprawa, szczególnie przez kradzież. Pamiętam, jak mnie przyjaciółka ojebała ze złotej biżuterii, w sumie jedynej cennej rzeczy, którą miałam po rodzinie. Szczerze, nawet chuj z tą biżuterią, chodziło o sam fakt bycia wydymanym przez kogoś, kogo obdarzyło się zaufaniem.
    Czy mam rozumieć, że powoli ta seria zbliża się do końca?
    Wspominałam o tym chyba, ale serio powinieneś wydać to w formie opowiadania.

    Co do poprzedniego komcia,
    no co tu dużo mówić, zgadzam się z Tobą. Nie znam Jacka Denhela, ale przejrzałam sobie kilka jego wypowiedzi i w sumie coś w tym jest. Ja z kolei przywołałabym Sapkowskiego w kategorii ludzi nadętych i przeintelektualizowanych - jakkolwiek uważam go za świetnego pisarza.

    Ano, Grzędowicz jest świetny. "Pan Lodowego Ogrodu" bardzo mu się udał, aczkolwiek bardziej mi podchodzi jego pióro w antologiach - jak np. "Księga jesiennych demonów" i "Wypychacz zwierząt" właśnie. Widziałam też na półce w księgarni "Hel 3" i miałam właśnie dylemat - to, czy "Azyl". Koniec końców wybrałam "Azyl", bo to też antologia opowiadań, ponoć jedne z pierwszych jakie napisał.
    I wiesz, ja i poezja generalnie też nie mamy po drodze c: Baudelaire to po protu taki wyjątek, który mnie kupił "Padliną" i "Litanią do Szatana". I wieloma innymi, ale od tych dwóch się zaczęło.
    Interesujesz się Słowianami? c:
    Dziękuję, Ty również masz świetny gust i w ogóle fajny z Ciebie ziomek.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/04/05 22:45:55:

    Hej! Uwielbiam Twoje komentarze. Gdyby nie Ty, to nie wiem czy bym to w ogóle skończył to pisać. Bo nie wiem w zasadzie czy to ktokolwiek inny w całości to czyta. Także dzięki!! Serio.
    Niby statystyki wejść są dość wysokie, ale większość czyta stare rzeczy. Może trochę nie trafiłem w target z takim opowiadaniem.
    Seria zbliża się do końca, jeszcze jeden może dwa odcinki.

    Tak Sapkowski bywa gburowaty itd. no ale to jednak fantastyczny pisarz. No i on tym gburem jest na taki polski sposób, ja w nim nie widzę takiego nadęcia charakterystycznego dla "elit intelektualnych".

    Lubię ostatnio polskich autorów, to naprawdę jest różnica między tłumaczeniami zagranicznych a kimś, kto pisze w języku polskim od początku. To pozwala wykorzystać możliwości języka w pełni. Szczególnie lubię tych młodych z takim świeżym, unikalnym stylem:
    Grzędowicz uważam za jedno z ostatnich bardzo dobrych odkryć. Na pewno jeszcze coś przeczytam.
    Moje pozostałe dobre odkrycia to:
    Kamila Czul: "Pani Kebab" - świetnie napisane, taka reportażo-powieść o przygodach emigrantki pracującej w brytyjskim systemie edukacji i sądownictwa.
    Marcin Kołodziejczyk: "Dysforia czyli przypadki mieszczan polskich"; kolejna reportażo-powieść. Znów świetny język. Unikalne obserwacje ludzi. Polecam.

    Z innych rzeczy to podobało mi się: Jakub Żulczyk: Ślepnąc od świateł (wcześniejsze rzeczy tego autora słabsze, a tu fajna niespodzianka). Łukasz Orbitowski: Exodus. Generalnie szanuję tego autora. I jeszcze parę innych bym wymienił, ale może wstyd się przyznać, że się tyle czyta ;)
    Ja korzystam z czegoś takiego jak Legimi, to się płaci abonament miesięczny i można czytac do woli. Nie kupuję już raczej książek papierowych.

  • Gość Iris napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/04/06 14:19:46:

    Witam,
    przeczytałam opowieść z zapartym tchem. Dla mnie mogłaby się w tym momencie zakończyć. Odbieram ją jako studium osobowości w trakcie procesu "przebudzenia".
    Bardzo spodobał mi się pomysł na podryw, mianowicie pytanie "kim chciałabyś być?" wraz z uzasadnieniem, skąd w ogóle takie pytanie. Na tyle się mię to spodobało, że pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie, co też pozwoli Tobie zidentyfikować nowopozyskanego czytelnika...
    Otóż, chciałabym być Jonatanem, wolnym człowiekiem akceptującym stan pn. "nie wiem", chciałabym wybudzić się, porzucić zasraną "nową osobowość" i przyoblec się w swoją własną, zapomnieć o nerwicy z depresją w pakiecie i żyć... Po prostu żyć. Z Bogiem lub bez Boga.

    Pozdrawiam
    Iris

  • Gość Malkira napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/04/06 20:50:18:

    KURRWA, SKASOWAŁ MI SIĘ CAŁY KOMENTARZ!!! W każdym razie...

    Jest mi naprawdę diablo miło. Szczególnie, że mimo wszystko wróciłeś po tak długiej przerwie. I w ogóle bardzo Cię polubiłam, jako autentycznego człowieka, który nie pierdoli się z konwenansami, gdy naprawdę nie musi. Wiem, ze może to głupie, ale przeważnie nie mylę się co do ludzi.
    Co do czytelności Twojego bloga, wiesz, myślę, że tu nie chodzi o target. Kwestią jest pozycjonowanie wyników wyszukiwania w google. Czytają Cię w głównej mierze zainteresowani tematyką ŚJ, zaintrygowani ludźmi pukającymi do ich drzwi lub ŚJ mający wątpliwości. Ludzie XXI wieku są leniwi, nawykli do szybkiego znajdowania informacji, dlatego też posługują się hasłami-kluczami chcąc znaleźć to, czego szukają. Dlatego największą czytelność mają te posty, którym nadałeś bardziej skonkretyzowane tytuły i leady. Te wybijają się na pierwsze wyniki wyszukiwania i te nabijają Ci ruch na stronie. Drugą kategorią są starsi czytelnicy, którzy z racji długiej przerwy pomyśleli, że zaprzestałeś pisania, w związku z czym przestali odwiedzać stronę. Ja zaglądałam, bo kurwa jakoś nie umiałam się pogodzić z myślą, że ktoś z tak zajebistym piórem przestał pisać X3 Jestem stalkerem porzuconych blogów, których autorzy pisali zajebiście i które - ku mej rozpaczy - są nieaktualizowane. Lubię często wracać do dobrych tekstów. W każdym razie, "Lustra nie ma" jest mniej precyzyjne od "Świadkowie Jehowy - amerykańska religia" itp. Dlatego mniej ludzi trafia bezpośrednio do nowszych notek.

    Co do Sapkowskiego, miałam na myśli głównie jego prześmiewczy stosunek do gry "Wiedźmin", która swoją drogą jest odjebana w kosmos jak na nasze polskie realia, oraz do jej fanów i czytelników Sapkowskiego ogólnie. "Nie znam nikogo, kto grałby w gry, bo obracam się tylko w inteligentnym środowisku" i tym podobne teksty są po prostu słabe. Szczególnie, że gra okazała się sukcesem. Jakkolwiek twórczości tego pana nie odmawiam kunsztu, szczególnie w odniesieniu do "Wiedźmina" (bo np. "Narrenturum" ssie), tak jako człowiek budzi mój niesmak swoim napuszeniem.

    Zgodzę się z Tobą też, jeśli chodzi o polskich autorów. Grzędowicz rzeczywiście jest perełką we współczesnej literaturze. I dziękuję Ci za tyle propozycji! Na pewno je ogarnę. Jeśli lubisz reportaże-opowieści utrzymane w polskich realiach, to polecam Ci "Diabeł i tabliczka czekolady" P. Reszki. Kawał solidnej, autentycznej i prawdziwej dziennikarskiej roboty. Sądzę, że przypadłoby Ci do gustu, naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję.
    "może wstyd się przyznać, że się tyle czyta" - weź nie pierdol, jesteś pierwszą osobą od dawna, z którą gadam już tyle o literaturze c: Rzadko trafiają mi się takie okazje, mimo, że mam też czytających znajomych. Nie żebym narzekała, zajebiście, że są jeszcze Polacy, którzy zadają kłam twierdzeniu, że przeciętny Polak czyta pół książki rocznie. Przeważnie jednak im już obca jest choćby klasyka, do której czasem lubię się odnieść.
    Legimi, ebooki. Też czytam elektroniczne wersje, wiadomo. Ale jak wspominałam, jestem trochę książkowym zwyrolem. Mam w domu zajebane książkami trzy ogromne szafy + cały regał. + mniej-więcej połowa tego w domu rodzinnym. Lubię pomacać papier, posmyrać grzbiet, włożyć zakładkę i położyć się z książką na łóżku - sam zobacz, że brzmi to już jak wstęp do pornola XD

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/04/15 11:34:04:

    Do Iris: Dzięki za komentarz i miłe słowa. Przepraszam, że tak długo mi zeszło z odpisaniem. Dałaś mi trochę do myślenia i mocno zastanawiałem się czy jednak faktycznie nie zakończyć, na tej części. I dalej nie wiem. Ale wrzuciłem to, co wymyśliłem. Jeszcze jedna część i koniec.
    Nie wiem czy warto być jak Jonatan, bo on tez ma różnego rodzaju fobie, depresje i uzależnienia. No ale daje jakoś rade. Więc może warto. Rozumiem, że też borykasz się z problemem zdefiniowania samej siebie po wyjściu z grupy religijnej, która próbowała Cię definiować od początku do końca?
    Pozdrawiam i życzę szybkiego zapomnienia o złych doświadczeniach.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/04/15 11:48:51:

    Cześć Malkira!!
    Tak te komentarze tutaj nie są najlepiej rozwiązane. Mnie również kilka razy skasowało.
    Masz absolutną rację z tym pozycjonowaniem. Moimi hitami czytelniczymi są dwa artykuły: Co mogą Świadkowie Jehowy? oraz Seks u Świadków Jehowy. Te dwa zostawiają resztę daleko w tyle. A nie są to moje najlepsze wpisy. Ale są na konkretny temat i dobrze się wyszukują.
    I co za tym idzie wpisy typu: Lustra nie ma, raczej nie trafiają w target. Zresztą taki los blogera piszącego w niszowych tematach.
    Co do Sapkowskiego to pełna racja, mocno się skompromitował podejściem do tej świetnej gry, która zresztą wyrzuciła go na następny level popularności. Sapkowskiego znajduję teraz nawet w lokalnych księgarenkach w UK.
    Diabeł i tabliczka czekolady znalazłem na Legimi. Jesli zdążę to przeczytam bo kończy mi się niedługo abonament i chce się przenieść na storytel. To jest podobna platforma tylko z większą ilością tytułów. Tak sobie zmieniam od czasu do czasu.
    Podoba mi się Twoje zboczenie. Czytanie książek jest zresztą bardzo seksy. Swego czasu akcja: Nie czytasz - nie idę z Tobą do łóżka - bardzo mi się podobała. Być może dlatego, że ja czytam :)
    Będąc "zwyrolem" rozumiem, że cenisz sobie kontakt bezpośrednio z książką. Te elektroniczne nie mają jednak tego elementu typowo sensualnego. Trudniej się je maca i raczej nie pachną. No i piękna jest ta Twoja gra wstępna ; "Lubię pomacać papier, posmyrać grzbiet, włożyć zakładkę i położyć się z książką na łóżku" - działa na wyobraźnię i zmysły. Jeśli kiedyś coś wydam papierowego - to na pewno Ci wyślę ;)

Dodaj komentarz

Kalendarz

Czerwiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa