Wpis

niedziela, 15 kwietnia 2018

Lustra nie ma. Część 13.

Uczucia zarosły bluszczem cynizmu. A ślamazarność życiowa podszyta przekonaniem o beznadziejności życia rozkwita kwiatem zwyrodniałego zadowolenia.

....................................................................................................................................................................................

Uczucia zarosły bluszczem cynizmu. A ślamazarność życiowa podszyta przekonaniem o beznadziejności życia rozkwita kwiatem zwyrodniałego zadowolenia.

Siedziałem nad laptopem w stanie „limbo” pomiędzy przytomnością a szaleństwem. Głowa zwieszała się z przemęczenia i nudy. Coś bym zrobił. Obejrzał. Przeczytał. Oderwał się. Ale ręce bezsilne nad klawiaturą, nie były w stanie wprowadzić nic interesującego.

Z tym człekokształtnym bezsensem, nie zrobisz nic.

Bezwładnie. Podnoszę się z fotela, jakbym miał 100 lat. Powoli szuram do łazienki. Nie wiem po co? Chciałem chyba spojrzeć na siebie w lustrze.

‒ Jestem zwycięzcą – wymamrotałem do własnego odbicia. To miał być cyniczny żart, ale mi nie wyszedł, bo się nawet nie uśmiechnąłem.

Patrzę sobie w oczy. Nie mam już energii w tym spojrzeniu. Moje lustrzane kłamstwo takie nieciekawe. A prawda jeszcze gorsza. Starzejąca się twarz zwierza. Strapionego. Zranionego. Absurdalnego. Jest po prostu nijaki, zwykły. Banalny. I tak bezdennie naiwny.

Marzenia, czyli kłamstwa, którymi się łudziłem i łechtałem ‒ powoli niknące w tle bezładnej rzeczywistości. Niezliczona ilość ludzi patrząca w lustra własnej beznadziejności, prawda w krzywym zwierciadle połączeń mózgowych, tworzących nasze wykrzywione obrazy samoświadomej chodzącej ułudy. Czy ja chcę dalej to ciągnąć?

Uśmiechnięta buzia wydrukowana na żółtej tabletce. Przyglądam się jej. Łykam. I jeszcze jedną. I jeszcze jedną.

A teraz sobie zapalę i łyknę piwka. A co? Zostałem okradziony! Mam prawo się stoczyć!

Urwało mi świadomość.

Otwieram oczy. Ktoś się nade mną pochyla, czuję zapach „Amouage”, drogich perfum z Omanu. Czuję też miłość i współczucie. Już wiem, że to ktoś szlachetny i bezinteresowny. Wyciągnie mnie z bagna. Przyjaciel.

Po złapaniu ostrości rozpoznaję nad sobą uśmiechniętą twarz Krzysztofa Ibisza.

‒ Witamy panie Jonatanie! Niech pan wstaje, trochę się pan zdrzemnął hahaha

W oczy uderza mnie światło reflektora. Wstaję. Ibisz łapie mnie za rękę, patrzy głęboko w oczy i mówi:

‒ Jesteś gotowy!

Wygląda pięknie; szczupła, sportowa sylwetka. Świetnie skrojony garnitur.

Ekipa charakteryzatorów cały czas nad nim pracuje. Pudry, tusze do rzęs. Z mojego punktu widzenia to niepotrzebne. Bo Ibisz starszy ode mnie o 15 lat, wygląda i tak 10 lat młodziej.
Poczułem się bardzo brzydki na jego tle. W moich starych spodniach dresowych, znoszonym t‒shiricie. Fryzura nie wyjściowa, broda zmierzwiona i przekrzywiona, wystający brzuszek i zęby, którym brakuje wiele, aby dorównać białością Ibiszowym.

              ‒ A dla mnie charakteryzacja? ‒ postanowiłem się upomnieć.

              ‒ Pan nie potrzebuje panie Jonatanie. Pan ma wyglądać naturalnie ‒ powiedział Ibisz pięknym i honorowym głosem. Uwierzyłem mu bez wahania. Od Ibisza biła potężna aura. Był jak szlachetny Bóg. Emanował potęgą, tajemnicą i mitem. Kumulował najlepsze cechy męskie i żeńskie, oddając je w jeszcze piękniejszej formie. Był uwznioślonym, ale w jakimś stopniu prawdziwym odbiciem tego, co najlepsze w naszym świecie.

Słyszę brawa. Wybuch konfetti. Reflektory zagrały feerią barw.

‒ Witamy w naszym teleturnieju pt. „NA SKRAJU UPADKU” ‒ konferansjerował Ibisz.

Wielka kurtyna unosi się, nad głową dostrzegam baner „Smak Zwycięstwa” głównego sponsora, firmy Coca Cola. Wkoło pląsają tancerki jak żywo wyjęte z velodromów karnawału w Rio. Stoję na środku sceny. Dziewczynki wypinają się do mnie, muskają mnie wachlarzami, jednocześnie strojące miny: „nie dla psa kiełbasa”. Garną się do Ibisza. Prawie oddają mu się na scenie.

‒ 100% szczerości, bez cenzury, bez ograniczeń. Prawda do bólu ‒ reklamuje show Ibisz.

‒ O to się dobrze składa panie Krzysztofie. Będę szczery! ‒ wyrywam się, aby coś powiedzieć. Chcę zaistnieć. W końcu, po tylu latach wreszcie jestem w telewizji!!

‒ Dlatego tu pana gościmy – pieprzy uśmiechnięty Ibisz ‒ ludzie na skraju upadku zawsze mówią prawdę.

‒ Chciałbym tylko uprzejmie zwrócić uwagę, że prawdę mówić jest bardzo trudno, prawdę to może mówić pan Bóg, jeśli istnieje. Ja to mogę najwyżej mówić szczerze. Bo rozumie pan różnicę między mówieniem prawdy a mówieniem szczerze? – odpowiadam przyjmując mój erudycyjny ton.

‒ Ohoho no niesłychane ‒ zachwycił się Ibisz. Co za ciekawostki! No nigdy o tym nie pomyślałem. Rozpoczynamy show!  Zobaczymy czy to panu pomoże ‒ dodał złowrogo.

Wskazano mi drogę na platformę, taką dwa na dwa metry otoczoną dość niską barierką. Oblepiona wielką reklamą: „Red Bull doda Ci skrzydeł.” Wszedłem niepewnie, nie wiedząc, czego się spodziewać.

‒ DO GÓRY! DO GÓRY! ‒ zawyła publiczność, inspirowana Ibiszowymi wymachami rąk.

Platforma zawieszona na czterech stalowych linkach, uniosła się bardzo wysoko. Na dole wyrosły z podłoża kolce. Poczułem strach. Od krawędzi dzieliła mnie tylko stalowa barierka. Przede mną pojawił się ekran z wielką mordą Ibisza:

‒ Słowem wstępu dla publiczności, kim jest pan Jonatan?  W młodzieńczym wieku bał się Jehowy, nie korzystał z życia, wolał chodzić po domach i głosić dobrą nowinę! To wszystko okazało się być totalną ułudą ‒ publiczność się śmieje do rozpuku ‒pan Jonatan właściwie to jeszcze nie podniósł się psychicznie po odejściu od Świadków Jehowy. Ale nie miał czasu. Był biedny i musiał pracować. To nie byłoby takie złe, ale zdecydował się iść na studia. Publiczność się śmieje. Tylko nie wiadomo, po co?  Studiował pilnie, pokończył z wyróżnieniem. I co się stało z panem Jonatanem? Wylądował na budowie w Anglii. AHAHAHA ‒ Ibisz zaśmiał się maniakalnie. Do tego rozsypało mu się małżeństwo. Jeszcze siłą rozpędu się trzyma. Ale jest załamany, nie ma przyjaciół, jest uzależniony od narkotyków. Nie ma żadnych celów życiowych. Zawiódł go przyjaciel. I co najważniejsze, nie ma nawet pieniędzy. Czyli jest na czym?

‒ NA SKRAJU UPADKU! ‒ zaintonowała publiczność.

‒ Tak jest! ‒ krzyknął Ibisz.

‒ Rozpoczynamy! Teraz będzie szybko i dynamicznie panie Jonatanie. Koniec nudy ‒ deklamuje opętańczo Ibisz. Platforma, na której stałem, zaczęła delikatnie się bujać.

 ‒ Pan próbuje się utrzymać, a my zadajemy pytania, wybrane przez naszych wiernych telewidzów. Odpowiedzi błędne skutkują coraz trudniejszymi warunkami do utrzymania się.

‒ Zaczynamy!!! Jak nazywał się teleturniej prowadzony kiedyś przez Kasię Cichopek?

‒ Nie wiem ‒ zadrżałem.

ZONK!

Barierka wokół mnie obniżyła się drastycznie. A platforma zaczęła coraz mocniej kołysać.

Publiczność zapiała z zachwytu. Ile wytrzyma? ‒ takie hasła wyświetlały ekrany ‒ Ile dzieli go od upadku?

‒ Do której grupy superbohaterów należał Dr Mannhattan?

‒ Nie wiem kurwa! ‒ krzyknąłem z przestrachem.

ZONK!

Platforma trzęsła się coraz mocniej. Barierki obniżyły się do poziomu 10 cm ponad podłoże. Coraz trudniej było zachować równowagę. Padłem plackiem i trzymałem się, czym mogłem.

‒ Co według Jeana Baudrillarda, stanowi jedyną obronę przed nieustannym bombardowaniem bodźcami medialnymi?

‒ Milczenie!! Czyli świadome wycofanie się z udziału w medialnym spektaklu ‒ krzyknąłem podniecony. Wreszcie coś wiem!!

ZONK!

‒ O co chodzi! ‒ wydzieram się jak w amoku. Drżący i pośliniony. To jest dobrze przecież!!

‒ Jest dobrze panie Jonatanie, ale dał się pan nabrać. To była pułapka. To nie było pytanie od telewidzów. Za taką bezużyteczną wiedzę przyznajemy punkty karne.

‒ Jak to!?

Platforma buja się na łańcuchach jak sadystyczna huśtawka. Ponad moje możliwości. Schizofrenia przytula mój mózg. Mocno.

‒ Takie są zasady. Nie wie pan nic użytecznego. A w świecie chodzi o to, żeby się dostosować. A nie być takim smutasem jak pan. O smutek nie trzeba się specjalnie starać, pełno go wkoło. A o radość ‒ i owszem..

Platforma teraz podskoczyła niczym byk na rodeo. To już nie były żarty. Jeśli wcześniej część mnie przypuszczała, że konwencja programu nie może dopuścić abym zginął ‒ tak teraz nie byłem pewny.

Trzęsąca się platforma wyrzuciła mnie z siodła. Zdołałem w ostatniej chwili chwycić się barierki. Dziękowałem sobie w myślach za każdy raz, gdy zmuszałem się do podciągania na drążku. Dyndałem nad przepaścią. Na ekranach widziałem własną, wykrzywioną ze strachu twarz w potężnym zbliżeniu z napisem: NA SKRAJU UPADKU! KONKURS SMSOWY. DO WYGRANIA TOSTERY. JEŚLI UWAŻASZ, ŻE ZAWODNIK SPADNIE ŚLIJ SMSA O TREŚCI „UPADEK” NA.. 

‒ Panie Jonatanie! Złapał się pan! Brawo!

Chciałem się puścić, miałem dosyć.

‒ WALCZ! WALCZ! ‒ ryczała widownia. Trochę mnie to zmobilizowało.

‒ Teraz będzie proste. Przypominam, gra pan o życie. Kto jest wykonawcą utworu pt. „Miłość w Zakopanem”?

‒ Wiem! Sławomir! ‒ wycharczałem chyba ostatnim wysiłkiem.

‒ A nazwisko?

‒ Nie no nie, przecież powiedziałem!! Nie znam nazwiska!!! Proszę!!! Przeciee to dobrze.. ‒ płakałem jak małe dziecko.

‒ No dobrze zaliczymy, ale pod warunkiem, że pomacha pan jedną ręką do publiczności, uśmiechnie się i powie jak dobrze się z nami bawi. Umowa stoi?

‒ Pomacham ‒ wyszeptałem. Bo przecież mogę to zrobić. Dlaczego nie?

‒ POMACHAJ! POMACHAJ! ‒ zawyła jak na meczu publiczność.

Zawisłem na prawej, silniejszej ręce. Pomachałem lewą i uśmiechnąłem się całym sobą, najszerzej jak tylko potrafiłem.

‒ Brawo! ‒ zachwycił się wzruszony Ibisz ‒ jeszcze ma pan szansę! Jak się pan z nami bawi?

‒ Bawię się wspaniale panie Krzysztofie ‒ wycedziłem, próbując uspokoić moją trzęsącą się twarz. Chciałem choćby sprawić wrażenie, że cokolwiek ogarniam i że wcale nie zesrałem się w gacie.

‒ Zapraszam na blok reklamowy!!  ‒ wycharczał podniecony Ibisz.

 

 download_71

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
sj23
Czas publikacji:
niedziela, 15 kwietnia 2018 11:16

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Malkira napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2018/04/15 17:58:39:

    Okurwa, człowieku, to było zajebiste. W sensie, ta notka. Jedna z lepszych chyba. Uwielbiam Twoje wyczucie dynamizmu i lekkość z jaką piszesz. Wnioskuję, że treść tego wpisu implikuje schizy Jonatana po tabsach i jaraniu. Mocno przejaskrawione, ale Ty to napisałeś w taki sposób, że kupuję cały ten teleturniej z Ibiszem (i tancerkami, must be) i wysyłam SMSa, niekoniecznie licząc na ten toster. Ja, stety czy niestety, nie mam takich faz po jaraniu, ale kiedyś oglądałam Randkę w ciemno i wydawało mi się, że biorę w tym gównie udział z jakimś typem w swetrze w romby. Przeważnie jednak moje schizy są głębokie jak gardło Sashy Grey, osiągam nirwanę i jednoczę się z ogromem kosmosu. Fajnie też działa tzw. szałwia wieszcza, indiański wynalazek. Po tym się dopiero erudycja załącza, na miarę drugiego Buddy.
    Ale wracając, notka jest naprawdę świetna. Warto było czekać. Mimo wszystko jestem pełna podziwu dla Jonatana. I rozumiem czemu jara, skąd ten cynizm i poczucie bycia przegrywem. Moim zdaniem i tak dzielnie daje radę.

    Co do pozycjonowania, jak mówiłam, wcale mnie to nie dziwi. Żyjemy w tak cybernetycznej rzeczywistości, że ludziom serio nie chce się już szukać, bo liczą, że to co najważniejsze, znajdą od razu. Ale nie gadaj, że taki los blogera niszowego! Wręcz przeciwnie, bloger niszowy ma największą szansę wybicia. Dużo robi też serwis, Blox sam w sobie stracił na popularności kosztem Blogspota. Twoje teksty i tak są bardzo popularne, jeśli chodzi o domenę ŚJ, po prostu nie publikujesz regularnie, dlatego jak mówiłam, odbija się to na pozycjonowaniu.

    Oh nom, "Wiedźmin", jako gra, serio jest zajebisty. A jaka muzyka odjebana! Ile świetnych fanowskich utworów, coverów i prac powstało w oparciu o nią! Już nawet kij z samym coverem piosenki Priscilli, bo to już oklepane, ogarnij choćby to: www. youtube.com/watch?v=HfhTVqbeqmU (nie wiem czy się linki dodają, więc wrzucam ze spacjami). I w zarozumiałości Sapkowskiego, serio nie ogarniam jak można nie docenić faktu, że gra inspiruje ludzi do tworzenia. Darmowa promocja.

    Też podobała mi się ta akcja "Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka". Nie tylko dlatego, że sama czytam, ale sama też piszę. Jak mogę oczekiwać, że ktoś kto nie czyta nic poza fejsbukiem i etykietkami browarów, będzie chciał przeczytać moje wypociny?
    I kurwa, oczywiście, że mi wyślesz papierową wersję. Z dedykacją ma być. I proszę mi serduszko narysować c:

  • Gość mucha napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2018/04/17 16:23:21:

    Dobre to. Z wypiekami na twarzy czekam na ciąg dalszy.

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/04/18 01:23:53:

    haha dzięki Malkira. Piękny koment. Czytam sobie do poduszki :)

    Jonatan nałykał się Ecstasy sporo, słyszałem, że ma to takie działanie w dużych ilościach. Sam nie zdobyłem się na takie poświęcenie dla sztuki, aby to przedawkować. Widzę, że Ty się dobrze znasz na rzeczy. Lubię ludzi co nie stronią od narkotyków (oczywiście w granicach rozsądku). Zwykle są bardzo otwarci, zabawni i łatwo nawiązuje się z nimi kontakt.
    Salvia Divonorum to ciekawa substancja. Chyba jedna z najsiliniejszych faz w moim życiu. To jak się odpowiednio pali, w wysokiej temperaturze to daje niezły odpał. Po pierwszym i jedynym buchu jak już odkładasz ustnik to nie wiesz co się dzieje. Raz z kumplem gdy eksperymentowaliśmy, zupełnie po tym straciłem świadomość tego kim jestem. Tylko tak grubo. Nie wiedziałem już, że jestem człowiekiem, facetem, że jestem w Polsce. Stałem się czystym "bytem", czystym doznawaniem. Bardzo to filozoficzne doświadczenie. Tak jak piszesz zresztą.

    Blox jest okropny. Sporo nerwów kosztuje mnie wrzucenie kazdego wpisu. Zawsze coś się rąbie. Żałuję, że się tutaj zainstalowałem. Ale nie chce już mi się zmieniac.

    Z muzyki do Witchera to dla mnie bezkonkurencyjny jest Vader: Sword of the Witcher. Dobra muza.

    A co piszesz? Da się to gdzieś przeczytać?

    Jak ktoś mnie kiedyś wyda to oczywiście wysyłam. Dedykacja. Serduszka. Kartka z melodyjką. Suszona róża. Papeteria spryskana płynem po goleniu Brutal. Cokolwiek sobie życzysz :)

  • sj23 napisał(a) komentarz datowany na 2018/04/18 01:24:13:

    Mucha dziękuję!!

  • Gość Iris napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2018/04/20 21:24:19:

    Po przeczytaniu mam ochotę spróbować narkotyków :-)

    W nawiązaniu do Twojego pytania, którym trafiłeś w sedno problemu, nie wiem kim jestem, a co gorsze, kim mogłabym być bez definicji grupy, która, tak jak piszesz, zdefiniowała moje życie do początku "do końca życia wiecznego"...
    Twoje teksty są dla mnie "ku pokrzepieniu serca" ;-) Jonatan pokazuje, że "jakoś" mozna dać radę, że jest życie po życiu w pętach religii.

    Pozdrawiam
    Iris

  • Gość Damian_Z_Piwnicy napisał(a) z 146.82.68.* komentarz datowany na 2018/05/07 10:49:21:

    Kim jest pan Jonatan? W młodzieńczym wieku bał się Jehowy, nie korzystał z życia, wolał chodzić po domach i głosić dobrą nowinę! To wszystko okazało się być totalną ułudą, pan Jonatan właściwie to jeszcze nie podniósł się psychicznie po odejściu od Świadków Jehowy. Ale nie miał czasu. Był biedny i musiał pracować. To nie byłoby takie złe, ale zdecydował się iść na studia. Tylko nie wiadomo, po co?

    Tak jakbym czytał o sobie. W liceum równiesnicy chodzili na imprezy, wchodzili w dorosłość, korzystali z życia, a ja siedziałem w pokoju i grałem w gry na komputerze. W sylwestra czytałem Quo Vadis, w urodziny czytałem artykuły na wikipedii. Zacząłem gardzić rówieśnikami i uważać się za lepszego od tego całego motłochu, jednocześnie spychając się na margines i zdobywając łatkę dziwnego oszołoma, który nigdzie nie wychodzi i nie umie rozmawiać z dziewczynami. W zborze też mnie mieli za oszołoma, bo nawet specjalnie mnie starsi do chrztu nie zmuszali, no i równieśnicy też mnie jakoś nie lubili, więc skutecznie zniechęcono mnie do angażowania się w życie zborowe. Poszedłem na studia na kierunek, który mnie średnio interesował, bo na coś trzeba było iść po liceum, rodzice mówili, że obojętnie na co pójdziesz, ważne byś miał papier. No cóż, po latach okazało się, że się mylili. Na kierunek dostałem się z najwyższą liczbą punktów z całego roku, zostałem wybrany do uroczystego ślubowania na rozpoczęciu roku. Zdziwienie kobiety z dziekanatu, gdy usłyszała, że ślubować mogę tylko przed Jehową było gigantyczne.

    Jak sobie przypominam dzisiaj te historie, czuję mieszankę złości, zażenowania i rozgoryczenia, dobrowolnie straciłem bezcenny czas młodości i nabawiłem się fobii społecznej, więc pretensje mogę mieć jedynie do siebie.

Dodaj komentarz

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Kategorie

Kanał informacyjny



gangrena@10g.pl

Opcje Bloxa